W PiS zawrzało! Prezes wkrótce ogłosi kluczową decyzję, nie wszyscy są zadowoleni. „Trzeba upaść na głowę”
screen/ PiS YouTube
Jarosław Kaczyński ma w sobotę wskazać kandydata PiS na premiera. W PiS trwa oczekiwanie, ale nie wszyscy uważają, że to dobry pomysł.
Jarosław Kaczyński ogłosił na antenie Radia Maryja, że wybrał już kandydata PiS na premiera. Czyli człowieka, który ma poprowadzić partię w kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Jeszcze nie ujawnił konkretnego nazwiska, ma to zrobić już w sobotę 7 marca. Od tygodni trwają więc spekulacje, bo chętnych do premierostwa nie brakuje. Swoje ambicje mają Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki, Przemysław Czarnek czy Mateusz Morawiecki. Faworytem wydawał się Zbigniew Bogucki, ale jego kandydaturę miał zablokować Karol Nawrocki. Prezydent nie chciał pozbywać się swojego bliskiego współpracownika.
W PiS trwa wyczekiwanie, bo wskazanie kandydata będzie zamknięciem pewnego etapu i wskazanie kierunku, w którym ma podążyć partia. Ale to nie zmienia faktu, że nie wszystkim podoba się ta cała castingowa szopka.
– Klimat wokół tego ogłoszenia kandydata? Słaby. Trzeba upaść na głowę, aby wybierać premiera na półtora roku przed wyborami – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” polityk PiS z frakcji Mateusza Morawieckiego. Akurat były premier raczej nie ma szans na wskazanie, więc jego frakcja liczy, że kandydat nie będzie z wrogiego ugrupowania „maślarzy”.
– To jakieś nazwisko, które pogodzi partię wewnątrz. Jarosław Kaczyński nie odważy się, aby podzielić partię. Bo jeśli kandydatem na premiera miałby być Tobiasz Bocheński lub Patryk Jaki, to Morawiecki tego nie zaakceptuje – mówi rozmówca „Newsweeka”.
W PiS nie brakuje też głosów, że wskazany teraz kandydat nie dotrwa do wyborów w 2027 roku.
– Premier z marca nie będzie premierem w 2027 r. I to nawet przy dobrym wyniku PiS. To ma być próba wyrwania się z marazmu – mówi „Newsweekowi” jeden z polityków partii.
– Założenie jest takie, że ma to być moment przełomowy dla PiS. Takie „sprawdzam”, kto zostaje z nami, a kto nie – dodaje inna osoba z PiS. Entuzjazmu więc nie ma, ale są próby pocieszenia.
– Podobna smuta była przed ogłoszeniem Karola Nawrockiego na kandydata na prezydenta. Potem jednak udało się wykrzesać emocje i wziąć się do roboty – pociesza się jeden z posłów.
Źródło: Newsweek