Trump dogadał się z Putinem, TAK zareagował Pałac! Przydacz ostrożnie dobierał słowa. „Ja nie jestem…”
screen / Polsat News
Donald Trump dogadał się z Władimirem Putinem. W Pałacu Prezydenckim zaczęła się już gimnastyka, byleby nie skrytykować za mocno amerykańskiego idola.
Trump dogadał się z Putinem
W piątek Donald Trump ogłosił, że dogadał z Władimirem Putinem porozumienie, na mocy którego Rosja dostarczy na amerykański rynek ponad 300 tysięcy ton oleju napędowego. Jednym słowem, widać, że pomarańczowy Republikanin jest zdesperowany, by jakkolwiek obniżyć ceny paliw przed zbliżającymi się wyborami do Kongresu. Tak zdesperowany, że układa się z kremlowskim zbrodniarzem. A to nie są dobre wieści dla Polski, bo widać, że Trump potrafi przehandlować wszystko. Karol Nawrocki i PiS myślą, że Trump ich kocha, ale ten nawet nie mrugnie okiem, by ich poświęcić, gdy będzie mu się to opłacało.
– Ta umowa naftowa z Rosją to wielka sprawa. To potężne ilości ropy naftowej, które przybędą do naszego kraju. I to jest diesel, czyli to, czego nam potrzeba. Więc szczerze mówiąc chcę podziękować prezydentowi Putinowi – mówił Trump podczas rozmowy z dziennikarzami.
Pałac Prezydencki nabrał wody w usta. Ekipa, która zawsze tak chętnie łapie za klawiatury, by dopiec polskiemu rządowi, nagle zapadła się pod ziemię. Jakoś ani Zbigniew Bogucki, ani Rafał Leśkiewicz, nie potrafili zdobyć się na kąśliwy komentarz w tej sprawie. Co się stało, czyżby w Pałacu skończyły się kredyty na AI i nagle nie ma kto wymyślać złośliwych ripost?
Przydacz i niewygodne pytania
U siebie można siedzieć cicho, problem pojawia się, gdy trzeba wyjść do jakiegoś programu. Wtedy mogą pojawić się niewygodne pytania. I to spotkało Marcina Przydacza, szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, który gościł w „Graffiti” na antenie Polsat News. Mamy nadzieję, że przed wyjściem trochę się porozciągał, bo czekała go niezła gimnastyka.
Przydacz oczywiście zapewniał, że Pałac Prezydencki pozostaje zwolennikiem utrzymywania i uszczelniania sankcji wobec Rosji. Ale Trumpa już skrytykować się nie odważył.
– To jest próba zareagowania na to, co się dzieje na rynkach energii w USA, natomiast mogę wprost powiedzieć, że Polska, na pewno pan prezydent, ja, my jesteśmy zwolennikami twardej polityki wobec Rosji i twardych sankcji wobec Rosji, a nie prób ich rozmontowywania. To jest absolutnie jasne – opowiadał. Prowadzący rozmowę Marcin Fijołek nie odpuścił. Słusznie zauważył, że gdyby z Putinem dogadał się przywódca Niemiec czy Francji, z Pałacu na pewno popłynęłaby mocna krytyka.
– Nie pyta mnie pan o wizytę ministra spraw zagranicznych Niemiec z Siergiejem Ławrowem – odparował współpracownik Karola Nawrockiego. Potem przekonywał, że nie mamy do czynienia z taką polityką resetu wobec Rosji, jaką stosował Barack Obama czy… Radosław Sikorski.
Nie chcemy drażnić Trumpa?
Fijołek wypominał Przydaczowi, że ten bardzo starannie dobiera słowa i nie chce wprost skrytykować Trumpa.
– Ja nie jestem amerykańskim politykiem, tylko przedstawicielem polskiego państwa, które ma konkretne interesy do realizacji, tym interesem jest realizacja amerykańskiej bazy w Polsce – odparł współpracownik Nawrockiego. Dziennikarz zapytał, czy więc w tej logice nie możemy krytykować ruchów Trumpa.
– Powiedzmy sobie wprost, może nie chcemy drażnić Waszyngtonu dzisiaj przesadną krytyką – zasugerował.
– Możemy to mówić, co uważamy. (…) Jeśli Rosja siądzie do stołu i zacznie wycofywać wojska np. z Ukrainy, to być może trzeba będzie zareagować w odpowiedni sposób, znosząc pewne sankcje. Dzisiaj takiej sytuacji nie ma – powiedział Przydacz.