Kaczyński zachwycony wyborami w Krakowie. Prezes serio wierzy w swoją narrację? „To jest odrzucenie…”
screen / Prawo i Sprawiedliwość YT
Jarosław Kaczyński odtrąbił sukces w Krakowie! Choć kandydat PiS nie wszedł nawet do drugiej tury wyborów, to prezes jest zachwycony wynikiem. – Byle nie Tusk – podsumował.
Jeżeli nie śledziliście sytuacji politycznej w Krakowie, to moglibyście dziś pomyśleć, że przyspieszone wybory prezydenckie w tym mieście wygrał kandydat PiS. A to wszystko po euforycznych wpisach i wypowiedziach polityków z Nowogrodzkiej, którzy świętują sukces. Problem w tym, że kandydat PiS Michał Drewnicki, nie załapał się nawet do drugiej tury. W pierwszej uzyskał zawrotne 17,5 proc. głosów. Wybory wygrał bezpartyjny Łukasz Gibała, na którego zagłosowało 62 proc. wyborców. Jego rywalka w drugiej turze, kandydatka KO Monika Piątkowska, zdobyła 32 proc.
Wybory w Krakowie. PiS odtrąbiło sukces
Czy wybory w Krakowie to porażka KO? Oczywiście. Ale czy to wygrana PiS? Tylko w logice umysłów z Nowogrodzkiej. Jarosław Kaczyński i spółka już próbują narzucić narrację, jakoby wynik krakowskich wyborów był czerwoną kartką pokazaną władzy Koalicji 15 października.
– Tutaj przegrał Tusk, przegrała Koalicja Obywatelska – ocenił Jarosław Kaczyński podczas specjalnego wystąpienia na temat krakowskich wyborów. – Jeżeli zapytać o mechanizmy tego zwycięstwa, to one się zamykają w słowach: „Byle nie Tusk” – stwierdził strateg z Żoliborza.
– Bo przecież to nie jest tak, że pan Gibała otrzymał poparcie przede wszystkim ze strony tych, którzy podzielają jego poglądy, przynajmniej te, które kiedyś głosił, przecież był też u Palikota. Wiadomo, jak to radykalnie daleko od naszej formacji. A mimo wszystko wszystko wskazuje na to, że większość wyborców naszej partii (…) głosowało za nim. To jest po prostu odrzucenie (…) władzy obecnie rządzącej koalicji – analizował dalej prezes. Stwierdził, że z wyborów w Krakowie trzeba wyciągnąć wnioski: warunkiem, by odrzucić „tragiczną władzę” jest zjednoczenie.
– Jeżeli to hasło „byle nie Tusk” będzie czymś realnym, to można powiedzieć, że jeżeli w Krakowie było około 25 proc. przewagi, to w całej Polsce może być jeszcze więcej. To jest luźne rozumowanie, ale jest poważna przesłanka, by myśleć, że poparcie dla tych, którzy rządzą jest mniejszościowe – wyliczał Jarosław Kaczyński.
Niesamowita jest ta gimnastyka. Kandydat PiS wybory przegrał i miał znacznie gorszy wynik, niż Piątkowska. Ale w tych 17,5 proc. PiS nie widzi czerwonej kartki dla siebie. Prezes i spółka wciąż bujają w obłokach i nie dociera do nich, że jeżeli ktoś nie głosuje na KO, to nie oznacza od razu, że poprze PiS. Cóż, do drugiej tury w Krakowie nie wszedł człowiek prezesa, więc te wybory można równie dobrze sprowadzić do hasła: „Byle nie PiS”.