Robert jaki?! Kowalski TAK nazwał Lewandowskiego, teraz tłumaczy się z wpadki. „Nawet to puściłem”
screen / Czubernat Podcast YT
Janusz Kowalski w jednym z opublikowanych przez siebie nagrań przekręcił nazwisko Roberta Lewandowskiego. Teraz tłumaczy się z wpadki.
Tak Kowalski nazwał Lewandowskiego
– Robert Lewandowski – Chicago Fire. Już niedługo na stadionie za mną rozpoczną się zmagania sportowe z udziałem Roberta Lewandowskiego. Już dzisiaj można zobaczyć na ulicach w Chicago mnóstwo bilbordów witających Roberta Chicagowskiego w Chicago. Chicago pełnego Polaków, Polonii i biało-czerwonych barwach – mówił podekscytowany Janusz Kowalski na nagraniu, które opublikował w mediach społecznościowych 4 lipca. Kilka dni wcześniej oficjalnie potwierdzono transfer kapitana reprezentacji Polski do ekipy z Wietrznego Miasta.
Wtopa? Błąd? Przejęzyczenie? Kowalski wrócił do tej sytuacji w rozmowie z „Czubernat Podcast”. Jak przyznał, formułka „Chicagowski” wyszła nieumyślnie i potem dostrzegł swój błąd. Uznał jednak, że mimo wszystko udostępni nagranie, bo dostrzegł w tym sformułowaniu wiralowy potencjał.
– Nagrałem rolkę i się przejęzyczyłem. Fajnie, że jest Robert Lewandowski, myślę, że to podniesie też status Chicago Fire i będzie świetnym marketingowym, można powiedzieć triggerem, i Polonia będzie jeszcze bardziej dumna z Roberta Lewandowskiego – opowiadał o zdarzeniu Kowalski. – I jak nagrałem tę rolkę, to zamiast powiedzieć „a tu będzie grał Robert Lewandowski” to powiedziałem „Robert Chicagowski”. I nawet to puściłem, bo może się okazać, że ten „Robert Chicagowski” gdzieś tam się utrwalić – wyznał Kowalski. Wyraził też nadzieję, że kiedyś uda mu się spotkać z Lewandowskim-Chicagowskim na meczu Chicago Fire.
Kapitan reprezentacji Polski zaliczył do tej pory dziewięć meczów w barwach Chicago Fire. Strzelił cztery bramki.
Poważniejszy błąd
Ta pomyłka była niewinna i zabawna, ale Kowalski ma na koncie też poważniejszy błąd. Na początku lipca Janusz Kowalski stał się bohaterem sejmowego skandalu. Podczas głosowania wykorzystał kartę innego posła.
– Siedzimy obok siebie. Karta posła Rzepy znajdowała się w sąsiednim czytniku. Kiedy karta jest włożona, nie widać znajdującego się na niej nazwiska. Po prostu ją wyciągnąłem, będąc przekonanym, że jest moja – tłumaczył potem w rozmowie z „Faktem”. – Ktoś może powiedzieć, że doszło do przestępstwa. Nie, nie doszło. Konieczną przesłanką przestępstwa jest zamiar. Musiałbym celowo zabrać cudzą kartę i chcieć sfałszować głosowanie. Ja byłem przekonany, że mam swoją kartę. Pomyliłem się i zgłosiłem tę pomyłkę – ocenił swoje zachowanie były poseł PiS.
Sprawę bada teraz prokuratura.
– W dniu 11 sierpnia br. w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Śródmieście w Warszawie zostało wszczęte śledztwo w kierunku czynu zabronionego z art. 231 § 1 k.k. – poinformował rzecznik warszawskiej Prokuratury Okręgowej prok. Piotr Skiba. – Prokurator referent zaplanował czynności procesowe; aktualnie bliższe informacje co do ich terminu i szczegółów nie mogą zostać udostępnione – dodał rzecznik.
Artykuł 231 § 1 k.k. dotyczy przestępstwa nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego. Grozi za to kara pozbawienia wolności do lat 3.