W PiS panika! Nowogrodzka boi się TEGO scenariusza ws. Trybunału, padły słowa o „zdradzie”
screen / TV Republika
Polityczna wojna o Trybunał Konstytucyjny nabiera rumieńców. Stawką są wpływy, prestiż i pytanie, którego politycy woleliby nie usłyszeć: czy sędziowie wybrani przed laty przez PiS nadal będą grać według partyjnego scenariusza? Nie jest to takie pewne.
W polskiej polityce znów wrze! Trybunał Konstytucyjny stał się areną starcia, w którym nikt nie zamierza odpuścić. Z jednej strony rząd Donalda Tuska chce przełamać impas i przywrócić instytucji zdolność normalnego działania. Z drugiej — PiS broni dotychczasowego układu, a prezydent Karol Nawrocki odmawia odebrania ślubowania od części sędziów wybranych przez obecną większość parlamentarną. Spór wszedł w kolejną fazę, a polityczne emocje sięgają zenitu. A to i tak mało powiedziane.
Sędziowie mieli być zabezpieczeniem. A jeśli przestaną nim być?
Dla PiS problem może być znacznie poważniejszy niż sama batalia o nowe nominacje. Przecież sędziowie wybrani głosami poprzedniej większości mieli pełnić swoje funkcje przez lata, niezależnie od zmieniających się rządów. Ale właśnie tu pojawia się niewygodne pytanie: co się stanie, jeśli dawni nominaci nie będą podejmować decyzji zgodnych z oczekiwaniami polityków, którzy poparli ich kandydatury? Czy partyjne zaplecze może liczyć na lojalność sędziego tylko dlatego, że kiedyś pomogło mu zdobyć stanowisko? A może właśnie teraz okaże się, że niezależność sędziowska nie jest pustym hasłem?
Jak informuje Wirtualna Polska, przedstawiciele koalicji „liczą na „negocjacje” ośmiorga „prawidłowo wybranych” sędziów z „siódemką” wybraną do TK za rządów PiS. Tak, by doprowadzić do odwrócenia sojuszy w TK i pozbycia się z niego Święczkowskiego”. Oczywiście nie ma podstaw, by z góry zakładać, że konkretni sędziowie zamierzają kogokolwiek zdradzić. Sędzia nie jest jednak partyjnym żołnierzem, a wyrok nie powinien być rewanżem ani prezentem dla politycznych sojuszników.
Tusk naciska, Nawrocki stawia opór
Konflikt zaostrzyły wydarzenia z marca i kwietnia 2026 roku, kiedy Sejm wybrał nowych członków Trybunału, a prezydent odebrał ślubowanie tylko od części z nich. Rząd przekonuje, że trzeba przywrócić praworządność. Przeciwnicy tej operacji kwestionują natomiast legalność zastosowanej procedury. Efekt? Instytucja, która powinna rozstrzygać spory o zgodność prawa z konstytucją, sama znalazła się w centrum politycznej awantury.
Największy strach? Utrata wpływów
Dla PiS utrzymanie wpływu na Trybunał może mieć ogromne znaczenie. To właśnie ta instytucja rozstrzyga o konstytucyjności ustaw i może stać się polem kolejnych starć z rządem. Paradoks polega na tym, że politycy, którzy obsadzali stanowiska własnymi kandydatami, muszą dziś liczyć się z tym, że sędziowie nie będą wiecznie podążać za partyjnymi oczekiwaniami. I być może właśnie to jest w tej historii najbardziej wymowne.
Źródło: Wp.pl