To się w głowie nie mieści! Nie do wiary, jak Łukasz Żak zachowuje się na rozprawie, sędzia musiała postawić go do pionu
Screen: Fakt/yt
Łukasz Żak, który jest odpowiedzialny za tragedię na Trasie Łazienkowskiej, zachowuje się w sądzie w sposób skandaliczny! Dziennikarze opisują jego nonszalancję – wybuchy śmiechu, kręcenie głową i lekceważenie sytuacji.
Łukasz Żak – sprawca najsłynniejszego wypadku ostatnich lat
Łukasz Żak to sprawca wypadku, do którego doszło na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie – w jej wyniku zginął ojciec rodziny, który osierocił dwójkę dzieci. Sprawca uciekł z miejsca wypadku, ale udało się go ostatecznie aresztować, choć dopiero gdy był w Niemczech. Teraz trwa jego proces.
W czwartek, 10 lipca odbyła się kolejna rozprawa – zeznawali znajomi Żaka, którzy razem z nim znajdowali się w samochodzie podczas słynnego wypadku. Na miejscu w sądzie pojawiła się kobieta, która była w pojeździe, choć jej zeznania nie okazały się przełomem, miała przyznać, że widziała na liczniku auta sprawcy wartość 150 km/h. To kolejny dowód, który sugeruje, że 27-latek znacznie przekroczył dopuszczalną prędkość.
Szokujące zachowanie w sądzie
Najbardziej szokować miało zachowanie najbardziej zainteresowanego – Żak miał w czasie zeznań znajomych im przerywać, dopowiadać o szczegóły, dogadywać i samemu tłumaczyć, co się działo. Zachowywał się tak niegrzecznie, że sędzia Maciej Mitera musiał postawić go do pionu – zagroził, że wyprosi go z sali.
Żak ogólnie zachowywał się tak, jakby nie zdawał sobie nadal sprawy, co się stało: a to wybuchał śmiechem, a to kręcił głową, załamywał teatralnie ręce, a nawet… położył się na ławie oskarżonych. A wszystko to robił mężczyzna, który może najbliższe trzy dekady spędzić za kratkami! Albo czuje się bezkarny, albo pogodził z tym, że trafi na lata do więzienia.
Znajomi sprawcy też chyba nie pojmują, co miało miejsce – że zginął człowiek. Twierdzili, że nie wiedzieli, co się działo, nie pamiętają już teraz szczegółów, w ich pamięci zatarło się to, z jaką prędkością jechał pojazd, w którym siedzieli. I teoretycznie można byłoby im w to uwierzyć, tyle że jednocześnie z dużą dokładnością opisywali resztę wieczoru – np. to, co jedli wcześniej w lokalu.
Proces zaczyna powoli przypominać farsę: sam Żak miał zwracać uwagę na to, że zeznania świadków są niespójne. Bezczelność? Infantylizm? Poczucie bezkarności? Wyrok, jaki zapadnie w tej sprawie, wiele powie nam o powadze polskiego sądownictwa.
Źródło: Fakt