Strach go obleciał? Nawrocki grzmiał na RBN, ale Tuska do głosu nie dopuścił. „Niszczy wizerunek Polski”

Niezła szopka! Karol Nawrocki prężył muskuły przed kamerami i uderzał w premiera, ale nie pozwolił Donaldowi Tuskowi na odpowiedź. Otwarta część RBN była więc pokazówką, którą z fair play miała tyle wspólnego, co leśne ustawki.

RBN, czyli pokaz siły prezydenta

Rada Bezpieczeństwa Narodowego miała być miejscem poważnej rozmowy o bezpieczeństwie Polski. Tymczasem wtorkowe posiedzenie w Pałacu Prezydenckim przyniosło przede wszystkim kolejną odsłonę politycznej wojny między Karolem Nawrockim a Donaldem Tuskiem. I to w wyjątkowo niezręcznej dla prezydenta oprawie. Nawrocki przemawiał przed kamerami, premier nie dostał takiej możliwości. Przypadek? A może starannie zaplanowana zagrywka?

O czym właściwie miała rozmawiać RBN? Oficjalnie na stole znalazły się bieżące kwestie bezpieczeństwa narodowego oraz budowa stałej amerykańskiej bazy wojskowej w Polsce. Tematy poważne, wymagające współpracy najważniejszych osób w państwie. W końcu chodzi o bezpieczeństwo milionów Polaków, a nie o kolejną partyjną przepychankę.

Prezydent Karol Nawrocki postanowił jednak mocno przesunąć akcenty. Już na początku spotkania zamiast ograniczyć się do kwestii bezpieczeństwa, uderzył w rząd Donalda Tuska, zarzucając mu nielegalne działania wokół Trybunału Konstytucyjnego. Nawrocki mówił o poważnym kryzysie konstytucyjnym, oskarżał rząd o bezprawne przejmowanie Trybunału i wskazywał premiera jako osobę ponoszącą odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. Nie zabrakło nawet bezpośredniego zwrotu do Tuska, który siedział na sali.

Przed kamerami mówił tylko Nawrocki

– Pan premier niszczy wizerunek Polski za granicą. To też jest przedmiotem dyskusji publicznej w różnych częściach świata. Odstrasza inwestorów, podkopuje fundamenty więzi społecznych i społecznego zaufania – mówił prezydent. – Wykorzystam wszystkie przysługujące mi prerogatywy, a także legitymację i mandat dany mi przez społeczeństwo do powstrzymania tej próby wywrócenia porządku konstytucyjnego Rzeczypospolitej – dodawał.

Mocne słowa? Oczywiście. Tylko że w tym wszystkim pojawia się zasadniczy problem: dlaczego przed kamerami głos należał wyłącznie do prezydenta? Donald Tusk nie miał możliwości publicznego odniesienia się do zarzutów. Nie mógł odpowiedzieć, przedstawić stanowiska rządu ani skonfrontować słów głowy państwa z własnymi argumentami. Prezydent dostał scenę, premierowi pozostawiono rolę słuchacza.

Szopka dla wyborców

I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego Pałac Prezydencki zapewne nie chciałby usłyszeć: czy Nawrocki obawiał się, że Tusk natychmiast i publicznie odeprze jego zarzuty? Czy jednostronny przekaz był po prostu wygodniejszy niż polityczna konfrontacja na równych zasadach? Oczywiście prezydent jako gospodarz RBN ma prawo otworzyć obrady i przedstawić swoje stanowisko. Ale prawo do zabrania głosu to jedno, a polityczna kultura i elementarny szacunek dla opinii publicznej to drugie. Wyobraźcie sobie, jakie byłoby komentarze, gdyby to Donald Tusk wygłosił swoją opinię i nie dał dojść do głosu prezydentowi na oczach kamer. Już słyszymy te stęki na temat reżimu i zamachu na demokrację.

Rada Bezpieczeństwa Narodowego nie powinna być sceną do urządzania przeciwnikowi politycznego przesłuchania. Tym bardziej gdy na agendzie znajdują się sprawy tak ważne jak bezpieczeństwo kraju i obecność amerykańskich wojsk w Polsce. Nawrocki mógł pokazać, że potrafi być prezydentem wszystkich Polaków. Zamiast tego wyszedł obraz politycznej demonstracji siły. A jednostronny pojedynek przed kamerami? To nie jest oznaka pewności siebie. To przede wszystkim kiepski sygnał dla obywateli.

Źródło: tvn24

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *