Pałac wysłał Boguckiego na posiedzenie rządu. TAK zachowywał się człowiek Nawrockiego. „Groził, że…”
screen / Onet
Karol Nawrocki wysłał swojego człowieka na nadzwyczajne posiedzenie rządu. Jak zachowywał się Zbigniew Bogucki? – Wygłosił całą litanię zarzutów – relacjonuje świadek tego wydarzenia.
Bogucki na spotkaniu z premierem
Szef Kancelarii Prezydenta bywa ostatnio wysyłany przez Karola Nawrockiego na misje specjalne: w poprzedni piątek rano trafił do Kancelarii Premiera, gdzie wziął udział w nadzwyczajnym posiedzeniu rządu. To ostatnie zostało zwołane po tym, jak prezydent ogłosił, że zawetuje ustawę dot. programu SAFE.
Jak podaje Onet, szef Kancelarii Prezydenta zrobił na miejscu niezłą zadymę. Atakował rząd za niemal wszystko.
– Bogucki wygłosił całą litanię zarzutów. Sugerował odpowiedzialność za działania, jakie podejmuje rząd. Groził, że uchwała, jaką dziś przyjęli ministrowie, otworzy drogę do utraty suwerenności i to Bruksela będzie decydować o naszym bezpieczeństwie – usłyszał portal od swojego informatora.
Prawica krytykuje SAFE
Program SAFE (Security Action for Europe), proponowany przez Unię Europejską, jest krytykowany przez część polskiej prawicy, ponieważ, jak podaje m.in. PiS, może prowadzić do większej centralizacji decyzji w sprawach obronności na poziomie UE kosztem suwerenności państw narodowych. Krytycy twierdzą także, że wspólne finansowanie zakupów uzbrojenia może faworyzować przemysł zbrojeniowy największych państw UE, takich jak Niemcy czy Francja, a polskie firmy mogą mieć mniejszy udział w tych projektach. Pojawiają się również obawy, że finansowanie programu poprzez wspólne mechanizmy unijne zwiększy zadłużenie lub zobowiązania finansowe krajów członkowskich, a część polityków uważa, że bezpieczeństwo Europy powinno opierać się przede wszystkim na współpracy w ramach NATO, a nie nowych instrumentach tworzonych przez UE.
Warto jednak dodać, że prezydencki program „polskie SAFE 0 proc.” też nie cieszy się popularnością na prawicy. Atakował go Sławomir Mentzen.
– To jest niezwykle groźna propozycja. Bardzo jej się boję. Pierwszym politykiem, który coś takiego zaproponował, był ponad 20 lat temu Andrzej Lepper i wtedy polska klasa polityczna go wyśmiała: „No nie będziemy przecież rozkradać rezerw walutowych NBP-u. One służą do czegoś zupełnie innego” — powiedział ostatnio lider Konfederacji.
źródło: Onet