On też miał być w autokarze, który rozbił się na Węgrzech. Radny uniknął tragedii. „Miałem z nimi jechać”
screen: Polsat News
Na Węgrzech miał miejsce tragiczny wypadek polskiego autokaru. Część pasażerów pochodziła ze wsi Siedliska. Radny z tego miasta Wiesław Dudek uniknął tragedii, ponieważ zrezygnował z wyjazdu. – Miałem z nimi wszystkimi jechać – opowiada.
Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech
W nocy z 15 na 16 sierpnia miał na Węgrzech miejsce tragiczny wypadek polskiego autokaru. Pojazd, w którym podróżowało 57 pasażerów i dwóch kierowców, około godziny 1 w nocy wpadł do przydrożnego rowu. 12 osób zginęło, co najmniej 10 jest rannych.
Jak doszło do wypadku? Według wstępnych informacji, kierowca zasnął podczas jazdy. Wiadomo już, że trafił do aresztu na Węgrzech. Mężczyzna został przewieziony na komendę policji w Miszkolcu.
– Jest zatrzymany w związku z postępowaniem karnym, ale to wszystko, co wiemy. Wszelkie dodatkowe informacje węgierska policja niezwłocznie przekaże polskiej policji – przekazał Polskiemu Radiu rzecznik lokalnej policji Attila Janasoczki.
Pasażerowie autokaru pochodzili głównie z Podkarpacia. Byli na pielgrzymce w Medjugorie w Bośni i Hercegowinie. W nocy z soboty na niedzielę wracali już do Polski. Mieli być w domu około godziny 6. rano. Niestety, po drodze doszło do tragedii.
Radny z Siedlisk: „Miałem z nimi jechać”
W autokarze mógł być też Wiesław Dudek, radny i mieszkaniec wsi Siedliska, z której pochodzi część pasażerów. Jak relacjonował w rozmowie z Polsat News, telefon o tragedii dostał już o godzinie 6 rano.
– Dzwonił kolega, który pojechał na tę pielgrzymkę. Pierwsza myśl była, że dzwoni, żeby go odebrać, do domu zawieźć, a przekazał mi tę tragiczną informację – powiedział samorządowiec. – Byłem w szoku. Na początku nie rozumiałem, co on mówi, że jego żona nie żyje i moja sąsiadka. Szok i niedowierzanie. Do tej pory nie mogę uwierzyć. Z sąsiadką jeszcze dwa tygodnie temu byliśmy na Węgrzech, razem odpoczywaliśmy, bawiliśmy się, a teraz taka tragedia – dodał Wiesław Dudek. Jak przyznał, znał niemal wszystkie ofiary tragedii. Co więcej, niewiele brakowało, a sam znalazłby się na pokładzie autokaru.
– Miałem z nimi wszystkimi jechać, dzwoniliśmy do siebie. Ze względu na sytuację rodzinną nie pojechałem. Tak sobie myślę, że opatrzność jednak czuwa nade mną – ujawnił radny. Jak przyznał, rok wcześniej brał udział w pielgrzymce, której przejazd organizowała ta sama firma transportowa.
– Procedury były w porządku. Jak wracaliśmy, jechał najpierw jeden kierowca, potem drugi. Na Słowację, nie pamiętam w którym mieście, przyjechał trzeci kierowca i on nas dowiózł do Strzyżowa – wyjaśnił samorządowiec. Dziennikarze pytali go też o słowa kolegi; czy ten wskazał możliwe przyczyny wypadku.
– Mówił, że najprawdopodobniej kierowca zasnął. Tragedia wielka – powiedział Wiesław Dudek.
Źródło: Polsat News