Ocean Pamięci Białych Grzechów. Praca Johna Akomfraha na Fotofestiwalu w Łodzi
Zdj. 1 John Akomfrah, „Listening All Night To The Rain”/YouTube
Pada deszcz, jest letni, parny wieczór, powietrze przynosi rodzaj ulgi, ale dlaczego cały czas czuję niepokój? Przedziwne uczucie, gdy ogląda się film z perspektywy wygodnego, kinowego fotela, ale trudno pozbyć się wrażenie, że nie tylko moknę, ale wręcz zaraz utonę w ocenie zdarzeń sprzed lat. W ten sposób działa praca „Listening All Night To The Rain” autorstwa Johna Akomfraha. Wieloekranowa, skomplikowana dźwiękowo i wizualnie struktura, jak przedziwny ocean pamięci, w który zanurzam się wraz z jego twórcą.
Akomfrah zaczerpnął ten tytuł z klasycznej poezji chińskiej, nadając całej melancholijny, wręcz medytacyjny rytm. Deszcz u Akomfraha staje się bezwzględnym świadkiem historii, która zaciera ślady ludzkich zbrodni spaja skrawki pamięci rozrzucone po całym świecie. Artysta miesza archiwalne taśmy z lat sześćdziesiątych, amatorskie nagrania migrantów i zachwycające, współczesne ujęcia natury w skrajnie wysokiej rozdzielczości. To opowieść o doświadczeniu diaspory, o ludziach wyrwanych z korzeniami ze swojej ghańskiej czy karaibskiej ojczyzny i rzuconych na chłodne ulice brytyjskich miast, o niezagojonej ranie imigranta.
Akomfrah zderza postkolonialny ból z ekologią. Pokazuje, że kolonializm nigdy się nie skończył, a jedynie zmienił wektor. Eksploatacja człowieka płynnie przeszła w gwałt na naturze. Dewastacja środowiska, rosnący poziom oceanów, parny, niszczycielski klimat to bezpośrednie bękarty imperialnej chciwości. Stąd ten fizyczny niepokój. Dźwięk kapiącej wody, grzmotów i nakładających się na siebie ludzkich szeptów wwierca się pod czaszkę. Artysta rozciąga czas, dzieli obraz na kilka ekranów, zmuszając nas do ciągłego montowania tej opowieści we własnej głowie. Wobec natłoku bodźców, jesteśmy zagubieni, bezradni, a więc dokładnie o to chodzi. Mamy poczuć lęk i dezorientację człowieka, który próbuje ocalić swoją tożsamość w obcym, wrogim świecie.
Oglądając pracę Akomfraha nie potrafię uciec od wielkich, romantycznych płócien Williama Turnera, od jego „Statku niewolników” z 1840 roku. Turner rzuca wtedy wyzwanie swoim czasom, malując potęgę żywiołu morza pożerającego ciała niewolników, których załoga wyrzuciła za burtę. U Turnera, tak jak u Akomfraha, natura staje się monumentalnym cmentarzem oraz obojętnym świadkiem ludzkiego bestialstwa. Obaj artyści używają żywiołu wody, by opowiedzieć o moralnym upadku imperium. Podobne napięcie odnajduję w cyklopowych, mrocznych pejzażach Caspara Davida Friedricha, gdzie człowiek staje malutki wobec nieskończoności kosmosu, tyle że u Akomfraha ta nieskończoność jest podszyta politycznym dramatem i poczuciem zbiorowej żałoby.
Ta instalacja ma nas zaprowadzić do miejsca, w którym kończą się ludzkie usprawiedliwienia. Artysta zamiast suchego, akademickiego wykładu o grzechach przeszłości, serwuje zmysłowe doświadczenie. W ciemnej kinowej sali, nasiąkamy zapachem wilgoci i nie możemy uwolnić się od ciężaru pytań, na które współczesny świat wciąż boi się odpowiedzieć. Przeszłość nie minęła, tylko bez przerwy kapie nad naszymi głowami.
Kiedy w 2024 roku w Pawilonie Brytyjskim na 60. Biennale Sztuki w Wenecji Akomfrah zaprezentował „Listening All Night To The Rain”, poczułem jak w świecie sztuki ktoś wywraca stolik. Teraz praca Brytyjczyka trafia do Łodzi na czerwcowy Fotofestiwal i to jedno z najważniejszych objawień artystycznych tego festiwalu. Uważany za jednego z najbardziej pionierskich filmowców, tworzył trzy dekady niepokojące eseje filmowe. Jak pisała o nim Eline Verstegen w TIQUE, „poprzez to „robienie zdjęć” Akomfrah tworzy fragmentaryczne dialogi, których luki mają zostać wypełnione empatią widza”.
Wszystko zaczyna się od biografii i zarazem od rozłamu tożsamości, które nosi w sobie każdy emigrant. Urodzony w Akrze w 1957 roku jako dziecko ghańskich aktywistów politycznych, Akomfrah musiał uciekać z ojczyzny po przewrocie wojskowym. Londyn lat 60. i 70. nie przywitał go napięciami rasowymi i poczuciem totalnego wyobcowania. To doświadczenie było początkiem powstania w 1982 roku Black Audio Film Collective. Akomfrah dynamizuje język filmu artystycznego, pełnego montażowych cięć, odrzucając zarazem tradycyjną strukturę dokumentu na rzecz eseju filmowego.
Jego metoda twórcza to radykalny recykling pamięci. Artysta bierze materiały archiwalne, m. in. stare kroniki filmowe, amatorskie nagrania, wycinki z gazet i zderza je ze współczesnymi, hipnotyzującymi ujęciami o wysokiej rozdzielczości. Buduje z nich wieloekranowe narracje, w których czas nie płynie linearnie, ale zapętla się, pulsuje i wraca jako echo. Tworzy w ten sposób polifonię wykluczonych głosów, w której postkolonializm miesza się z niesprawiedliwością rasową, a zbiorowa żałoba zyskuje niespotykany dotąd, wizualny ciężar. Co istotne, Akomfrah jako jeden z pierwszych połączył historię eksploatacji ludzkiej z eksploatacją planety. Kryzys klimatyczny w jego ujęciu jest efektem kolonialnego drapieżnictwa, a nie jak wtedy myślano, jedynie błędem systemu.
Aby zrozumieć ten fenomen, trzeba cofnąć się do „The Unfinished Conversation” z 2012 roku, gdy stworzył przejmujący, trzyekranowy portret teoretyka kultury Stuarta Halla. Pokazał, że tożsamość człowieka jest wiecznym, niedokończonym procesem konstrukcji. Trzy lata później, w „Vertigo Sea”, zachwycił wenecką publiczność freskiem o oceanie, zamykając w wodnej przestrzeni mieszaninę piękna, cmentarze ofiar handlu niewolnikami oraz bestialstwo przemysłu wielorybniczego. W „Purple” w 2017 uderzył w tony ekologiczne, malując mroczną symfonię o antropocenie, podczas gdy wcześniejsze „Mnemosyne” badało pamięć o powojennej migracji do Wielkiej Brytanii przez pryzmat greckiego mitu i surowych, zimowych krajobrazów. Każda z tych prac to kolejny szczyt w jego strategii dramaturgicznej.
I tak dochodzimy do „Listening All Night To The Rain”. Łódzka prezentacja tego dzieła to instalacja, badająca relacje między ludzką egzystencją, wspomnieniami a niszczycielską siłą natury. Deszcz staje się narratorem i zarazem symbolem zacierania śladów. Akomfrah montuje dźwięki kropli, grzmotów i ludzkich szeptów z obrazami, które ranią i koją jednocześnie. Praca działa na wielu poziomach, bo wenecki kontekst miasta nierozerwalnie związany z wodą podkreślał jej zagrożenia, ale w Łodzi zyskuje nowy, postindustrialny wymiar, gdzie pamięć o robotniczej przeszłości zderza się z globalną narracją o przemijaniu.
Pozycja sir Johna Akomfraha w dzisiejszym świecie sztuki jest niezaprzeczalna. Recepcja jego prac w MoMA, Centre Pompidou czy Tate, prestiżowa nagroda Artes Mundi oraz tytuł szlachecki nadany przez brytyjską Koronę to dowody, że artystyczna eseistyka filmu wyszła z niszowych sal kinowych wprost do głównych przestrzeni w wielkich galeriach. Jak dla mnie prace Akomfraha to wielka wygrana sztuki zaangażowanej, która nie tylko bije brawa na akademickich wykładach lub ciasnocie niszowych DKF-ów, ale podchodzi bardzo blisko i dotyka zwykłego człowieka.
Funkcja krytyczna tych instalacji wykracza poza czystą estetykę. Akomfrah zmusza nas do globalnego rozliczenia z historią, do spojrzenia w oczy mniejszościom i uznania sztuki za najważniejsze narzędzie zbiorowej pamięci. Przeszłość bowiem nigdy nie umiera, ale po prostu czeka, aż ktoś włączy właściwy ekran.
Pracę Johna Akomfraha będzie można zobaczyć w czerwcu na Fotofestiwalu w Łodzi wraz muzyką Hani Rani, polską pianistką, kompozytorką i wokalistką, która w styczniu 2026 roku zdobyła Europejską Nagrodę Filmową w kategorii „Najlepszy Kompozytor” za muzykę do nagrodzonego w Cannes i Oscarem filmu Joachima Triera „Sentimental Value”. Artystka wykona specjalnie skomponowaną, nową muzykę, stworzoną jako dopełnienie instalacji artystycznej Akomfraha.