Łukasz Żak słuchał zeznania świadka i… Niebywałe, jak zachowywał się na rozprawie. „Mogę sobie przerwę zrobić?”
screen/ TVN24
Łukasz Żak, nad którym ciążą zarzuty spowodowania śmiertelnego wypadku, kolejny raz dał „popis” w trakcie rozprawy. Nie chciał słuchać relacji świadka i wyprowadzono go z sali.
Łukasz Żak stanął przed sądem
Łukasz Żak jest oskarżony o spowodowanie wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Prowadzony przez niego samochód uderzył w auto, którym jechała czteroosobowa rodzina. Zginął 37-letni ojciec rodziny, a jego żona i dwoje dzieci ranni trafili do szpitala. W opinii biegłych Żak był pod wpływem alkoholu, pędził z prędkością 226 km/h i nagrywał telefonem swoją brawurową jazdę.
W czwartek odbyła się kolejna rozprawa sądowa w procesie, w którym Żak jest głównym oskarżonym. Kierowca nie przyznaje się do winy i nie ma sobie nic do zarzucenia. Jego postawa podczas przesłuchań jest butna i arogancka. 9 października nie było inaczej, a on sam w pewnym momencie opuścił salę, gdy stwierdził, że zeznania jednego ze świadków to „oszczerstwa i kłamstwa”.
Szokujące zeznania
Słowa, jakie padły z ust kolejnych osób, które zdecydowały się zeznawać, zmroziły jednak krew w żyłach obecnych na sali. Zeznawało dwóch świadków wypadku, które udzielały pomocy ofiarom zdarzenia oraz pewien policjant.
Ten ostatni był odpowiedzialny za eskortę jednego z towarzyszy Żaka. W czwartek mówił o tym, że transportowany mężczyzna powtarzał jak mantrę słowa, że to nie on prowadził rozbity pojazd i że na miejscu nie było żadnej rannej kobiety, która pozostawałaby nieprzytomna. – Powtarzał to kilkukrotnie, jakby się uczył tego na pamięć – stwierdził policjant.
Znacznie bardziej drastyczna była jednak relacja mężczyzny, który próbował pomóc uwolnić się osobom z samochodu, w które uderzył swoim autem pirat drogowy. – Tam były zakleszczone cztery osoby. Kierująca pojazdem była przytomna – mówił. Z jego słów wynikało, że na tylnym siedzeniu znajdował się zakleszczony mężczyzna bez oznak życia oraz dwoje małych dzieci. – Dzieci były przytomne, bardzo płakały. Dziewczynka była w spazmach – opowiadał.
23-letnia kobieta, która była w tamtej chwili na miejscu zdarzenia, opowiadała o koleżance Żaka, z którą ten jechał samochodem, a następnie porzucił ją po wypadku, pozostawiając ciężko ranną. Dwóch innych towarzyszy Żaka miało ponoć apelować o to, żeby nie udzielać jej pomocy i zaczekać na przybycie służb. – To wydało mi się dziwne – mówiła świadkini. Wspomniała również o dość dziwnym pomyśle obu mężczyzn, którzy jechali razem z Żakiem. Chodziło o to, że mieli się ponoć zacząć wymieniać ubraniami, jakby miało to zmylić czyjś trop.
W trakcie, gdy świadkini całego zajścia relacjonowała to, co widziała, Żak przerwał jej wypowiedź i stwierdził, że nie będzie słuchał dłużej „oszczerstw i kłamstw”.
– Mogę sobie przerwę zrobić? – rzucił w stronę sędziego. – Ja nie mogę się odezwać, bo pan coś do mnie mówi – dodał obrażony. Sędzia odparł, że wykonuje obowiązki procesowe. Żak zażądał wypuszczenia z sali, po czym został wyprowadzony z sali rozpraw.
Źródło: TVN24