Fatalne zauroczenie? Trump miał 76 lat, ona 31, teraz wyciekł TEN list. „Jesteś dla mnie wszystkim”
Screenshot: Inside Edition
Znowu zrobiło się gorąco wokół Donalda Trumpa w kontekście kobiet. A raczej pewnej kobiety imieniem Natalie. Wszystko przez list pełen uczuć, który do prezydenta USA miała wysłać blond włosa asystentka. Biały Dom wszystkiemu zaprzecza, ale… co innego mają mówić?
Media grzmią o „niezdrowej relacji”
Natalie Harp przez lata pozostawała poza głównym nurtem amerykańskiej polityki. Dziś jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób z najbliższego otoczenia Donalda Trumpa. 35-letnia obecnie Harp jest jego bliską współpracowniczką i asystentką, a media nadały jej przydomek „ludzka drukarka”. To ona miała dostarczać Trumpowi wydrukowane artykuły, wpisy z mediów społecznościowych i materiały, które mogły go zainteresować. Z czasem jej rola stała się znacznie szersza, obejmując m.in. pomoc przy prowadzeniu komunikacji Trumpa w Truth Social.
Harp zwróciła na siebie uwagę Trumpa w 2019 roku, gdy publicznie opowiadała o swojej walce z nowotworem. Kobieta przypisywała prezydentowi i jego programowi „Right to Try” szczególne znaczenie w swojej historii leczenia. W 2020 roku wystąpiła podczas konwencji Partii Republikańskiej, a później pracowała jako prezenterka prawicowej stacji One America News Network.
Największe emocje wywołały jednak nie jej polityczne poglądy, lecz prywatne listy, które pisała do Trumpa w 2023 roku. Dziś mówią o nich całe Stany Zjednoczone. Według relacji „The New York Times” i innych mediów Harp używała w nich bardzo osobistego, wręcz pełnego uwielbienia języka. W jednym z listów miała napisać, że Trump jest „wszystkim, co ma dla niej znaczenie”, a w innym nazwała go swoim „Strażnikiem i Obrońcą w tym życiu”. Przepraszała go również za sytuacje, w których – jak uważała – mogła go zawieść.
W innym liście, o którym głośno, Harp wspominała wspólne chwile z pomarańczowym na polu golfowym. Kobieta przyznała, że zaczęła zazdrościć kobietom, których „jedynym zadaniem wydawało się rozmawianie z Trumpem i dobry wygląd”.
Wyjątkowo blisko Donalda Trumpa
To właśnie skala jej osobistego zaangażowania stała się źródłem afery. Nie chodzi wyłącznie o same listy. Według doniesień Harp uzyskała wyjątkowo bliski dostęp do Trumpa, a część jego współpracowników miała być zaniepokojona tym, jak dużą rolę odgrywa w jego codziennym funkcjonowaniu. Pojawiły się także pytania o procedury bezpieczeństwa, ponieważ przez długi czas miała pracować bez pełnego poświadczenia bezpieczeństwa. Biały Dom zapewnia obecnie, że Harp posiada wymagane uprawnienia, a jednocześnie zaprzecza, że Trumpa z Harp mogło łączyć coś więcej niż sprawy zawodowe.
Sprawa stała się więc czymś więcej niż ciekawostką obyczajową. Krytycy pytają, czy osobista lojalność wobec prezydenta nie zaczęła zastępować profesjonalnych procedur i czy jedna osoba z tak bliskiego otoczenia Trumpa nie uzyskała zbyt dużego wpływu.
Źródło: The New York Times