Dr Bartłomiej Nowak: Przystąpienie Chorwacji do strefy euro to strategiczny wybór

Chorwacja jest gospodarką małą, więc to po prostu strategiczny wybór. Ale jest też oparta na turystyce, więc Chorwaci i tak wymieniają kuny na euro. Należy ich docenić za to, że mimo zmian gabinetów Chorwacja potrafiła wypełnić wszystkie warunki – z politologiem i ekonomistą, dr Bartłomiejem Nowakiem z Akademii Finansów i Biznesu Vistula i współpracownikiem Centrum Stosunków Międzynarodowych o przystąpieniu Chorwacji do strefy euro i wyzwaniach jakie stoją przed Unią Europejską rozmawia Michał Ruszczyk.

Michał Ruszczyk: Niedawno Chorwacja przystąpiła do strefy euro i Schengen. Jak Pan to skomentuje?


Dr Bartłomiej Nowak: To jest wielki sukces Chorwacji i ważne wydarzenie dla strefy euro, która dokonuje kolejnego rozszerzenia. W tej chwili niemal 90% Produktu Narodowego Brutto Unii Europejskiej mieści się w strefie euro. Jej kolejne rozszerzenia pokazują też, że jest ona w całkiem niezłej kondycji, wbrew temu, co odmalowuje prezes NBP. Euro jest w zupełnie innym miejscu niż po kryzysie 2010-2013.

W jakim sensie?

Jakiś czas temu, pod kierownictwem prof. Witolda Orłowskiego, przygotowaliśmy dwa raporty na ten temat wydane przez Polską Fundację im. Roberta Schumana. W pierwszym, który kreślił scenariusze dla Polski, określiliśmy Unię Gospodarczą i Walutową jako „Euro 2.0”. W wyniku kryzysu euro otoczyło się zestawem instytucji, które tworzą zaawansowany i docelowo kompletny mechanizm integracyjny, obejmujący Europejski Mechanizm Stabilności, Unię Rynków Kapitałowych, Unię Bankową, projektowaną Unię Standardów Socjalnych i oczywiście ówczesną UGiW. To jest największy projekt integracyjny od czasów powstania Wspólnego Rynku, a decyzja o przystąpieniu do niego to druga najważniejsza decyzja po samym członkowskie w Unii. Dlatego zdefiniowaliśmy to jako wymiar polityczny euro.

Natomiast drugi raport skupił się na państwach Europy Środkowo-Wschodniej, które przyjęły euro, bądź nie. Po prześledzeniu tego doszliśmy do wniosku, że państwa Europy Środowo-Wschodniej, które przystąpiły do euro, stanowią zupełny kontrast państw Europy Południowej. To powinno być przedstawiane jako „success story” strefy euro, choć oczywiście każde z państw naszego regionu miało różne wyzwania z tym związane. Ale wniosek był następujący: członkostwo w strefie euro sprzyja państwom przygotowanym do tego, a może pogłębić problemy tych, którzy przygotowani nie są. Tylko że państwa, których gospodarki nie są zreformowane, poza strefą euro również miałyby problemy.

Oprócz Polski do strefy euro nie przystąpiło jeszcze 5 państw. Jak to się przekłada na ich pozycję w Unii Europejskiej?

Badań na ten temat nie spotkałem, więc mogę przedstawić tylko pewne hipotezy.

Po pierwsze, po Brexicie zmieniła się geografia polityczna strefy euro. Wielka Brytania była jedynym dużym państwem, które do UGiW nie przystąpiło i to dzięki niej udawało się utrzymywać jakikolwiek balans gospodarczy między strefą euro a resztą. Dzisiaj tego balansu nie ma, a po Chorwacji na drodze do euro są w dodatku Bułgaria i Rumunia. Za chwilę państwa poza strefą euro będą stanowić margines w UE.

Myślę, że wcześniej czy później budżet strefy euro stanie na poważnie na agendzie rozmów. Takie ryzyko już było, wtedy używałem w Polsce metafory „odjeżdżającego pociągu.” Przed realizacją tego scenariusza uchronił nas COVID, bo wtedy zatriumfowała zasada solidarności ze wszystkimi członkami UE. Natomiast w trakcie COVID-u to strefa euro zaczęła emisję obligacji, aby sfinansować środki pomocowe dla państw. Niektórzy określali to nawet „momentem hamiltonowskim” euro na wzór historii Stanów Zjednoczonych. No i dodajmy do tego fakt, że państwa strefy euro spotykają się w tzw. Eurogrupie, która ma swojego przewodniczącego, a której wpływ na całą UE, moim zdaniem, jest mocno niedoszacowany z polskiej perspektywy.

Potencjał wpływu jest jedną kategorią. Ale jeszcze inną jest bycie w euro w momencie geopolitycznych i gospodarczych wstrząsów. Posiadanie drugiej, najważniejszej waluty na świecie, to kwestia bezpieczeństwa. A kto zamrażał rezerwy Banku Centralnego Rosji? Strefa euro.

Jak długo w Pana ocenie Polsce będzie się udawało „bronić” przed przyjęciem euro?

Przecież my się nie musimy bronić! Polacy podjęli już decyzję w referendum 2003 roku! Przyjęcie euro wynika z naszego Traktatu Akcesyjnego do Unii. Każde państwo, które będzie przystępowało do UE w przyszłości, zobowiązuje się również do przystąpienia do euro, włącznie z Ukrainą i Mołdawią. Jedynym państwem, które ma traktatowy wyjątek, jest Dania.

Polska dwukrotnie spełniała już kryteria konwergencji, oczywiście poza przystąpieniem do tzw. „węża walutowego.” Było to w czasach rządu Marka Belki, a później Donalda Tuska. Ten pierwszy nie chciał podjąć decyzji, bo uważał że to rząd techniczny. Zresztą bardzo żałuję, bo uważam, że siłą rozpędu po przystąpieniu do UE mogliśmy od razu załatwić sprawę. Z kolei gdy Donald Tusk się jasno zadeklarował, to przyszedł światowy kryzys finansowy i wszystkim w Polsce chęci przeszły. Słowacja, Estonia, Litwa, Łotwa wszystkie przystępowały w bardzo trudnym okresie, ale były konsekwentne. A jak się na świecie gospodarczo uspokoiło, to trafił nam się rząd, jaki mamy. Przez chwilę miałem nadzieję, że wojna w Ukrainie będzie takim czynnikiem, które rozkręci debatę o euro. Kilka głosów w przestrzeni publicznej się pojawiło. Ale rządzący są z powodów ideologicznych przeciwni, a opozycja argumentuje niemrawo i wyraźnie boi się tej debaty. Za to Polacy są już w większości za, a przedsiębiorcy bardzo mocno za.

Dodam, że niestety polska droga do euro będzie długa. W 2018 z prof. Orłowskim szacowaliśmy na minimum pięć lat, a teraz to pewnie zajmie dekadę. Wykracza to więc poza kadencję jednego parlamentu i wymaga konsensu całej elity politycznej, na co się nie zanosi. Tym bardziej, że pozostaje problem zmiany pewnych zapisów Konstytucji RP. Konwergencja prawna ze strefą euro jest przecież jednym z warunków.

Jakich narzędzi może użyć Unia Europejska, jeśli Polska nie przystąpi do strefy euro, a co jest warunkiem traktatów?   

Instytucje europejskie nie mają takich narzędzi. Teoretycznie można sobie wyobrazić, że Komisja pozywa jakieś państwo w Trybunale Sprawiedliwości UE za niewypełnianie warunków Traktatu Akcesyjnego. Ale w praktyce nikt nie będzie nikogo przymuszał. Obawiam się, że dopiero się ockniemy, jak dojdzie np. do kryzysu finansowego, czego oczywiście Polsce nie życzę. Ale kto w takiej sytuacji może nam udzielić pożyczek i dawać wiarygodność na rynkach? Europejski Mechanizm Stabilności i strefa euro właśnie.

Dodam jeszcze coś innego. Niedobrze dla nas, bo zaostrzają się kryteria przystąpienia do euro. Po pierwsze, zaproszenie wystosowuje strefa euro. To nie tak, że chcemy i idziemy. Przy zaproszeniu brane jest również, uwaga, kryterium praworządności. To ostatnio znacznie utrudniało zresztą drogę Bułgarii. Po drugie, jak wspominałem, mamy do czynienia ze znacznie bardziej rozwiniętą strefą euro niż kiedyś. W związku z tym kryteriów jest też więcej do wypełnienia.

Wracając do Chorwacji. Dlaczego teraz rząd tego kraju podjął decyzję o przystąpieniu do strefy euro i Schengen?

Z wielu względów. Chorwacja jest po pierwsze gospodarką małą, więc to po prostu strategiczny wybór. Ale jest też oparta na turystyce, więc Chorwaci i tak wymieniają kuny na euro. Należy ich docenić za to, że, mimo zmian gabinetów, Chorwacja potrafiła wypełnić wszystkie warunki.

Jak zmieni się sytuacja gospodarcza Chorwacji po wstąpieniu tego kraju do wspólnej polityki monetarnej?

Jakiekolwiek prognozy gospodarcze są w tej chwili obarczone zbyt dużym ryzykiem. Ale podam ciekawy przykład. W państwach Europy Środkowo Wschodniej, które przystępowały do euro w bardzo turbulentnym gospodarczo okresie, sam wpływ antycypacji przystąpienia, czyli jeszcze przed ich akcesją, był pozytywny. Zarówno pod względem ich pozycji na rynkach finansowych, jak i wzrostu gospodarczego. Euro jest po prostu solidną kotwicą, lepszą niż małe waluty narodowe. Pod warunkiem, że się do niego dobrze przygotujemy. A Chorwacja akurat tą lekcję odrobiła.

Wojna na Ukrainie, kryzys energetyczny, gospodarczy i niewykluczone, że żywnościowy. Czy w Pana ocenie Unia Europejska poradzi sobie z tymi wyzwaniami?

Tak.

Dlaczego?

Unia Europejska od 2010 roku przeszła całą serię niemal równoczesnych i potencjalnie śmiertelnych kryzysów: kryzys w strefie euro, bezpieczeństwa, migracyjno-uchodźczy, Brexitowy, w relacjach transatlantyckich, COVID, wreszcie teraz wojna na naszym kontynencie. Chyba nikt nie doceniał zdolności Unii do radzenia sobie w takich okolicznościach. Jest na pewno trwalsza i bardziej odporna, niż przypuszczaliśmy. Mówię często o Europejskiej Wspólnocie Losu, bo bardziej niż kiedykolwiek zdajemy sobie sprawę, że płyniemy na tej samej łódce. W okresie wojny Unia też dokonała przełomowych decyzji, zarówno co do bezpieczeństwa, jak i otwarcia perspektywy członkostwa na państwa ze Wschodu.

W tej sytuacji bardzo ciekawym faktem jest to, że w Unii Europejskiej zmienia się konfiguracja przywództwa.

Na jakie?     

Do tej pory kluczowa była rola Francji i Niemiec, ale ich pozycja w Unii Europejskiej słabnie. Berlin w kluczowych obszarach polityki europejskiej się mylił. Musi więc budować swój potencjał wiarygodności na nowo. Natomiast pozycja Paryża pogarsza się, bo prezydent Macron jest mocno osłabiony po ostatnich wyborach parlamentarnych. W dodatku między nim a Olafem Scholtzem w ogóle nie iskrzy.

W międzyczasie, trzeba powiedzieć, że ogromnie wzrosła pozycja Komisji Europejskiej, w dużym stopniu dzięki samej Ursuli von der Leyen. Wszyscy już myśleli, że to państwa bezpowrotnie przejęły pałeczkę. A jednak osobowości mają znaczenie.

Czy nie obawia się Pan, że nowa konfiguracja przywództwa w Unii Europejskiej może polegać na coraz większym dochodzeniu do głosu przez populistów?    

Do głosu to oni dawno doszli. Ale ma to też pewne plusy.

Dlaczego?

Debata europejska do 2009 roku była technokratyczna. Tego przeciętny Europejczyk nie mógł załapać, a śledzili głównie eksperci.

Ale w wyniku tych wszystkich kryzysów zaczęliśmy spierać się o sprawy fundamentalne, o rozwiązania polityczne. Odpowiedzią na populizm jest odrodzenie ruchów europejskich, pojawia się nawet taki nowy europejski patriotyzm. I bardzo dobrze! Przecież wybory do Parlamentu Europejskiego nigdy nie miały jeszcze takiej frekwencji jak ostatnio. W dodatku media śledziły, kto w jakich krajach wygrał, bo to ma wpływ na układ sił w Europie.

Jaką lekcję Unia Europejska powinna odrobić z trwających kryzysów, zwłaszcza że, tak jak Pan powiedział, w wyniku kryzysów wspólnota wychodzi wzmocniona?   

Europa jest sposobem na nasze wspólne radzenie sobie w globalnym i coraz bardziej turbulentnym świecie. Uważam, że w interesie każdego „narodowca” powinna być jak najsilniejsza Unia Europejska, bo to ona jest gwarantem naszej suwerenności. Dlatego „silna Polska w silnej Europie” jest założeniem jak najbardziej prawdziwym. Wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby Europa i Polska bez UE?

Przywódcom europejskim i wszystkim Europejczykom życzę, aby troszczyli się o siebie nawzajem, a nie twierdzili, że liczy się tylko mój interes narodowy. Jeśli tak będzie, to jestem spokojny o przyszłość Europy. To nie jest duże wymaganie, bo solidarność jest jedną z podstawowych wartości Unii, wpisaną w traktaty.

Bardzo dziękuję za rozmowę.  

Avatar photo
Michał Ruszczyk

Pierwsze kroki w dziennikarstwie stawiałem w miesięczniku "Nasze Czasopismo". Następnie współpracowałem z portalami informacyjnymi - Crowd Media, wiadomo.co, koduj24. Redaktor telewizji internetowej Video Kod. Założyciel i członek zarządu stowarzyszenia Kluby Liberalne. Sympatyk stowarzyszenia Koalicja Ateistyczna. Były członek N.

Jedna odpowiedź na Dr Bartłomiej Nowak: Przystąpienie Chorwacji do strefy euro to strategiczny wybór

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *