Były więzień jest pewny, TAKI los czeka Sebastiana Majtczaka za kratami. „W celi jest pięciu facetów”
Screenshot: YouTUbe/ Wirtulana Polska
Sebastian Majtczak został skazany na 8 lat więzienia za spowodowanie tragicznego wypadku na autostradzie A1. Co w zakładzie karnym czeka człowieka, który przez cały proces jawił się jako bezczelny typ? O przypuszczalnym losie Majtczaka opowiedział były więzień.
Wypadek, która wstrząsnął Polską
Po ponad trzech latach od tragicznego wypadku na autostradzie A1 zapadł wyrok w sprawie Sebastiana Majtczaka. 21 października 2026 roku Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał go na osiem lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Sprawa, która od początku budziła ogromne emocje, dotyczy śmierci trzyosobowej rodziny.
Tragiczny wypadek na autostradzie A1
Do tragedii doszło 16 września 2023 roku w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego, na wysokości Sierosławia. Według ustaleń prokuratury Sebastian Majtczak kierował samochodem BMW i poruszał się z prędkością około 315 km/h. Doszło do zderzenia z Kią, którą podróżowało małżeństwo wraz z pięcioletnim synem. Samochód rodziny uderzył w bariery i stanął w płomieniach. Wszystkie trzy osoby zginęły.
Sprawa szybko stała się jedną z najgłośniejszych tragedii drogowych w Polsce. Dodatkowe kontrowersje wzbudził wyjazd Majtczaka za granicę po wypadku. Mężczyzna został zatrzymany w Dubaju, a następnie sprowadzony do Polski, gdzie trafił do aresztu.
Ile trwał proces?
Właściwy proces sądowy rozpoczął się 22 października 2025 roku. Wcześniej termin rozprawy był przekładany, a sprawa trafiła do mediacji. Postępowanie obejmowało przesłuchania świadków, analizę materiału dowodowego oraz opinie biegłych. Obrona kwestionowała część ustaleń i zgłaszała kolejne wnioski dowodowe. Mowy końcowe wygłoszono na początku października 2026 roku, a wyrok ogłoszono 21 października. Od rozpoczęcia właściwego procesu do wyroku minęło niemal dokładnie 12 miesięcy. Od samego wypadku do rozstrzygnięcia upłynęły trzy lata i 35 dni.
Osiem lat więzienia i zakaz prowadzenia pojazdów
Sąd uznał Majtczaka za winnego spowodowania śmiertelnego wypadku i wymierzył mu karę ośmiu lat więzienia. Orzekł także 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz obowiązek zapłaty zadośćuczynienia bliskim ofiar w łącznej wysokości 2,5 mln zł. Wyrok jest nieprawomocny, co oznacza, że może zostać zaskarżony. Sprawa nie musi więc być zakończona na tym etapie. Dla bliskich ofiar orzeczenie stanowi ważny moment po latach oczekiwania na rozstrzygnięcie.
A co za kratami czeka Sebastiana Majtczaka, który potrafił uśmiechać się nawet podczas ogłoszenia wyroku? Na ten temat wypowiedział się politolog i były więzień Marcin, znany jako „Mr. Nemezis”. Swoimi przypuszczeniami podzielił się w „Fakcie”. – Wyobraź sobie z punktu widzenia osadzonego: w celi jest pięciu facetów. Jeden nie ma na kiełbasę, drugi drapie ścianę, bo nie ma co zapalić, a tu nagle trafia chłopak, który ma kupę pieniędzy. Zaraz będzie królem celi. Pielgrzymki będą do niego chodzić. Współwięźniowie będą wręcz zabiegać o to, żeby z nim przebywać – powiedział „Mr. Nemezis”.
Mężczyzna dodał, że Sebastian Majtczak „trafi do ludzi podobnych sobie, skazanych po raz pierwszy albo takich na końcówce wyroku”.
Źródło: Fakt.pl