Zadzwonił telefon, Tusk odebrał, a tam… Nawrocki! „Sprawa jest na tyle istotna, że…”
screen/ wPolsce24
Karol Nawrocki długo nie odbierał telefonu od Donalda Tuska, a teraz sam zadzwonił do premiera. I chciał się skonsultować w związku z szalonymi pomysłami Donalda Trumpa.
Kilka tygodni temu premier Donald Tusk zdradzał w rozmowie z mediami kulisy ciężkiej współpracy z prezydentem. Karol Nawrocki miał nawet nie odbierać telefonu, gdy widział na nim numer szefa rządu. – Podjąłem naprawdę – i bardzo łatwo to udowodnić – próby bliskiej współpracy z prezydentem, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Ale od wielu tygodni nie ma właściwie żadnej reakcji – opowiadał premier i dodawał, że Nawrocki nie odbiera od niego połączeń telefonicznych. – Początki były nie najgorsze, muszę powiedzieć, przynajmniej prezydent odpowiadał na SMS-y albo telefon – wspominał.
Przypomniał sobie o numerze do Tuska
Od tego czasu minął ledwo miesiąc, a tu takie wieści. We wtorkowe popołudnie szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta przekazał, że Karol Nawrocki zatelefonował do Donalda Tuska. — Prezydent Nawrocki rozmawiał z premierem Tuskiem w sprawie zaproszenia do Rady Pokoju; konsultacje między Kancelarią Prezydenta a stroną rządową są realizowane — oświadczył Marcin Przydacz cytowany przez Polską Agencję Prasową.
– Prezydent zadzwonił do premiera po to, aby porozmawiać o inicjatywie, jaką zaproponowali Amerykanie. Nie mam tutaj upoważnienia, aby mówić o szczegółach tej rozmowy. Ważne, że te konsultacje pomiędzy panem prezydentem, kancelarią prezydenta, stroną rządową są realizowane — dodał prezydencki minister.
Nie jest tajemnicą, że Donald Trump wciąż obsesyjnie marzy o Pokojowej Nagrodzie Nobla. Prezydent Stanów Zjednoczonych wymyślił tzw. Radę Pokoju, która miałaby nadzorować sytuację na Bliskim Wschodzie i zająć się odbudową Strefy Gazy po konflikcie między Izraelem a Hamasem. Nowe gremium obejmuje przedstawicieli wielu państw świata i ma kierować działaniami pokojowymi oraz przyciąganiem inwestycji.
Jest jednak w tej inicjatywie kilka haczyków. Po pierwsze, za stałe miejsce w radzie trzeba zapłacić „co najmniej miliard dolarów” (przeszło trzy i pół miliarda złotych). Biały Dom nie zdementował tej informacji, a w mediach społecznościowych pojawiła się jedynie oświadczenie, że „nie ma minimalnej opłaty członkowskiej”. Jednocześnie Biały Dom stwierdził, że oferta stałego członkostwa w Radzie Pokoju została skierowana do krajów partnerskich, które „wykazują głębokie zaangażowanie na rzecz pokoju, bezpieczeństwa i dobrobytu”.
Po drugie, Donald Trump do Rady Pokoju zaprosił m.in… Władimira Putina, co można chyba tylko nazwać ponurym żartem. I to bardzo delikatnie powiedziane.
Źródło: PAP