Wszystkie oczy na Alaskę, nie brak obaw przed spotkaniem Trumpa z Putinem. „Rosja nadal chce tego samego”
Źródło: The White House/ Flickr
W piątek odbędzie się spotkanie prezydentów USA i Rosji – Donalda Trumpa i Władimira Putina. Czy to szansa na pokój na świecie, czy nowa Jałta?
Trump spotka się z rosyjskim prezydentem
Donald Trump spotka się z Władimirem Putinem na Alasce, obaj politycy mają rozmawiać o pokoju na Ukrainie. Brzmi dobrze, tyle że historia XX w. pokazuje, że takie rozmowy mocarstw mogą zakończyć się tragicznie, również dla Polski.
Trump w czasie kampanii wyborczej obiecał, że szybko zakończy wojnę na Ukrainie – nie udało się, ale się nie poddaje. Problem w tym, że choćby lata 30. i 40. XX w. pokazują, jak takie szczyty przywódców się kończą – podziałem terytoriów i tworzeniem stref wpływów.
Wystarczy przypomnieć „Monachium” w 1938 r., w czasie którego Zachód „sprzedał” część Czechosłowacji Niemcom w zamian za pokój. Jak wtedy prognozował Winston Churchill, władze Wielkiej Brytanii dostały w zamian hańbę i wojnę. II wojna światowa, której korzeni należy szukać właśnie m.in. w wydarzeniach z 1938 r., została spuentowana konferencją w Jałcie, na której podzielono świat na strefy wpływów.
Czego chce Rosja?
Wiele wskazuje na to, że Władimir Putin chce nadal tego samego – realizacji tzw. ultimatum Ławrowa, czyli wycofania wojsk NATO z krajów, które dołączyły do Sojuszu po 1997 r., czyli de facto oddania Polski i Europy Wschodniej i częściowo Środkowej w orbitę Rosji. Moskwa może zacząć wpływać na politykę naszego kraju, naciskać na to, byśmy kupowali od niej surowce, blokować rozbudowę polskiej armii. Problem dotknie też inne państwa regionu.
Czy Trump zgodzi się na taki scenariusz? Wprost nie, bo pokaże, że USA nie można już ufać, że Waszyngton sprzedaje swoich sojuszników. Tyle że Amerykanin nie ma kart: USA nie są w stanie zapewnić nam pełnego bezpieczeństwa, od lat koncentrują się mocniej na Pacyfiku, Azji i Bliskim Wschodzie. Stąd naciski, by Europa się zbroiła, oczywiście kupując sprzęt w Ameryce, a nie budując swojego przemysłu wojskowego.
Ponadto Trump potrzebuje Rosji w szerszej rozgrywce – ta musi zostać neutralna w sytuacji potencjalnej wojny USA-Chiny, co może nie przeważy szali na korzyść Amerykanów, ale z pewnością nie zaszkodzi.
Innymi słowy, Europa i Polska są na liście priorytetów USA, ale raczej na końcu, a nie na początku. Nie mówiąc już o Ukrainie, która może ponownie zostać oddana w szpony Rosjan. Zresztą, jak wskazuje Jacek Bartosiak, polski ekspert od geopolityki, Amerykanom obecne władze w Kijowie zawadzają – jak zasugerował w wywiadzie z Piotrem Zychowiczem, od miesięcy dążą oni od pozbycia się Wołodymyra Zełenskiego – na miejscu przydałby się bardziej uległy prezydent.
Nowy świat rodzi się na naszych oczach
Na naszych oczach rodzi się nowy ład światowy – już nie jednobiegunowy, ale z paroma liderami – USA, Chinami i Rosją. Polska, nawet jeżeli zostanie w strefie zachodniej, stanie się na lata krajem przyfrontowym, a wystarczy wojna Ameryki z Pekinem, by Moskwa chciała wykorzystać tę okazję i zaatakowała i nas.
Źródło: Youtube.pl