Wielki problem prezydenta! Czasu coraz mniej, Duda wciąż nie wie, co zrobić. „Gdy mówi, że chce…”
Źródło: youtube.pl/Gazeta.pl/screen
Olbrzymimi krokami zbliża się pożegnanie Andrzeja Dudy z prezydencką przygodą. I to największy problem dla samego Dudy, który nie ma pomysłu na swoją przyszłość. To znaczy ma jeden – wie, kim nie chce być.
Duda żegna się z prezydenturą
6 sierpnia Andrzej Duda zakończy swoją przygodę w Pałacu Prezydenckim. A co będzie robił dalej? Przecież 53 lata to za mało, by iść na polityczną emeryturę i ograniczyć swoją działalność do występów w programach publicystycznych na TV Republika i wPolsce24. I to jest jedyna rzecz, którą wie: po zakończeniu prezydentury nie chce być politycznym emerytem.
Problem w tym, że Duda przez dekadę w Pałacu Prezydenckim tak naprawdę nie zbudował siebie jako poważnego polityka. Ona ma taką charakterystyczną manierę podczas przemówień, że często powtarza i przypomina, że jest prezydentem Rzeczpospolitej. Musi się tak dowartościować, bo ma świadomość, że nie stał się „prezydentem wszystkich Polaków” i nikt nie będzie za nim tęsknił. A jeśli już, to nie dlatego, że był dobrą głową państwa, a dlatego, że Nawrocki okaże się gorszą.
Co dalej?
Mówiło się, że Duda mógłby stworzyć nową prawicową partię, ale prezydent nie zbudował żadnego zaplecza politycznego. Pojawił się też pomysł na premierostwo w ewentualnym rządzie PiS i Konfederacji.
– Zamierzam zawsze być do dyspozycji RP, myślę, że to w jakimś sensie jest moje przeznaczenie, żeby służyć Polsce, kiedy zachodzi taka potrzeba, kiedy moi rodacy uważają, że jest taka potrzeba – mówił na antenie Radia ZET.
– Jeżeli ktoś zaproponuje panu tekę premiera, to pan się poważnie nad tym zastanowi? – dopytywał prowadzący rozmowę Bogdan Rymanowski.
— Na pewno się poważnie zastanowię – skwitował Andrzej Duda. W ostatnich tygodniach prezydent stara się bardzo zaostrzyć przekaz – padły choćby niesławne hasła o „wieszaniu za zdradę” – zapewne chcąc przypodobać się skrajnie prawicowemu elektoratowi. Ale czy na to nie jest za późno? Pozostaje pytanie, dlaczego PiS i Konfederacja mieliby postawić akurat na Dudę. I czy on sam faktycznie tego chce, czy to tylko krzyk rozpaczy, wołający, by o nim nie zapominać.
– Gdy Duda mówi, że chce być premierem, to wcale nie oznacza, że chce nim zostać. Chce przez to powiedzieć, że nie widzi mu się rola emeryta – mówi informator „Newsweeka”. – Nie może przecież mówić, że zostanie zwykłym posłem z Krakowa albo Nowego Sącza – wskazuje rozmówca gazety, który zna się z Dudą. – Po prostu daje znać, że nie wybiera się na emeryturę. Że jest gotowy coś robić w polityce – dodaje.
Wydaje się, że Dudzie najbardziej marzy się, by wypalił plan z posadką w MKOl – jest prestiż, podróże, spotkania z ważnymi postaciami i mała odpowiedzialność. Czego Duda mógłby chcieć więcej?
Jedna odpowiedź na Wielki problem prezydenta! Czasu coraz mniej, Duda wciąż nie wie, co zrobić. „Gdy mówi, że chce…”
Tak złośliwie mówiąc to on nawet do kabaretu się nie nadaje, chyba tylko do cyrku jako klaun, a i to moglo by naszego mini-duce przerosnąć.