Wakacje za pasem, a nad Bałtykiem pojawił się nieoczekiwany problem. „Nie chcą za te pieniądze pracować”

Na strzeżonych kąpieliskach i plażach nad Bałtykiem (i nie tylko) zabraknie w tym roku ratowników? Na kilka tygodni przed rozpoczęciem wakacji, sytuacji wygląda źle.

Takie stawki proponują w Kołobrzegu

Sezon wakacyjny ruszy z pełną mocą już za kilka tygodni. Mimo niepewnej pogody i odstraszających cen w wielu pensjonatach i restauracjach, znów obudujemy się parawanami na plażach nad Bałtykiem i z przerażeniem w połowie turnusu zaczniemy odliczać dni do końca urlopu. Atrakcje? Znamy je doskonale!

Spacery po plaży, zapiekanki, gofry, kometka, siatkówka, wieczorny grill i oczywiście kąpiele w morzu. Jak co roku nasi niekąpiący się znajomi zapytają „jaka woda”, a my jak zawsze odpowiemy zgrzytając zębami, że „ciepła!”.

Tymczasem na niespełna miesiąc przed otwarciem sezonu nad Bałtykiem pojawił się pewien problem. Chodzi o ratowników, którzy co roku dbają o bezpieczeństwo plażowiczów i nieustannie użerają się z upartymi, przemądrzałymi i „odważnymi” urlopowiczami. Ci nieustannie myślą, że czerwona flaga to znak, by rzucać się na fale jak Wojciech Szczęsny rzuca się na piłkę.

Jak poinformowała Radio ZET, wciąż jest więcej zapotrzebowania na ratowników, niż chętnych. Tylko w województwie zachodniopomorskim do obsadzenia pozostaje 20 proc. stanowisk. Jeszcze gorzej jest na wschodzie Polski, gdzie na co drugim kąpielisku brakuje ludzi do pracy.
Stawki? Na przykład w Kołobrzegu wynoszą od 7300 do 7500 złotych brutto. Praca odbywa się w godz. od 10 do 18, WOPR zapewnia nocleg i obiad.

Wielka odpowiedzialność, a stawki…

– Wydaje mi się, że oferowane u nas pieniądze są dobre, ale moim zdaniem problem z ratownikami nie wynika z kwestii finansowych, lokalowych, organizacji pracy. Jak słuchamy młodych ludzi, to oni nie chcą nawet za te pieniądze pracować. Wolą nic nie robić, bo mają taką filozofię życia. Poziom szkolenia, kondycji, wiedzy na przestrzeni lat zmieniło się to na niekorzyść. Kiedyś to zaangażowanie było zdecydowanie większe – powiedział w rozmowie z o2.pl Stanisław Malepszak, prezes WOPR w Kołobrzegu.

Inny przykład? Racibórz . Tam miejscowy OSiR proponuje pracę na basenie otwartym „Obora” za 30 złotych za godzinę brutto. – Mamy firmę zewnętrzną, która podjęła się zapewniania obsługi ratowniczej. Obecnie trwa nabór na obsadzenie stanowisk. Potrzebujemy dwóch osób na baseny – jeden pływacki, drugi brodzik. Konieczne jest jednak znalezienie większej liczby chętnych, bo dwie osoby to za mało. W zeszłym sezonie mieliśmy cztery osoby – powiedziała w rozmowie z o2.pl pani Iwona, dyrektorka GOKiR w Krempnej.

Czy do czasu rozpoczęcia sezonu wakacyjnego uda się znaleźć chętnych do pracy na kąpieliskach? Wydaje się, że najgorsze, co może się wydarzyć, to „łapanka” ratowników.

Źródło: o2.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *