To on przemawiał, gdy Chorosińska szczekała. Zdegustowany wicepremier zabrał głos. „To, co wyczyniają…”
screen / Szkło Kontaktowe / TVN24
Dominika Chorosińska i jej szczekające popisy na stałe zapiszą się na liście żenad polskiego parlamentaryzmu. – Dała świadectwo o sobie – ocenił Władysław Kosiniak-Kamysz, którego próbowała zaszczekać posłanka.
Kosiniak-Kamysz przemawia, Chorosińska szczeka
Tak żałosnej sceny już dawno w Sejmie nie widzieliśmy. A przecież konkurencja jest mocna, bo politycy PiS potrafili na sali plenarnej pokazać środkowy palec (Joanna Lichocka) czy gest Kozakiewicza (Mariusz Kamiński). W piątek, podczas wystąpienia wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, na sali rozległo się szczekanie. Czyżby któryś z posłów zabrał do pracy pieska? Nic podobnego. Psie odgłosy wydawała z siebie Dominika Chorosińska, wtórowali jej też inni posłowie PiS.
Skąd ta żałosna reakcja? Otóż Kosiniak-Kamysz ostro odpowiadał z mównicy sejmowej Zbigniewowi Boguckiemu. Przedstawiciel prezydenta przekonywał, by nie głosować za kandydaturą Macieja Berka do TK; skazywał, że ten niby nie spełnia wymagań dotyczących stażu zawodowego.
– To jest niebywały skandal. Żaden przedstawiciel prezydenta Rzeczypospolitej w historii nie posuwał się do takich zachowań, żeby wpływać na tego suwerena, na którego się pan przed chwilą powoływał – odpowiedział Boguckiemu. – I to mnie sprowokowało, to ostatnie zdanie – odpowiedział Boguckiemu Kosiniak-Kamysz. I wtedy na sali plenarnej słychać było szczekanie.
– Władysław Kosiniak-Kamysz został zaprezentowany przez swoją żonę jako Tygrys. Trzymając się tej zwierzęcej nomenklatury, według wielu, jest raczej Pieskiem Donalda Tuska i to na krótkiej smyczy – opowiadała później portalowi Zero.pl. Jak widać, zero refleksji, skruchy. Cóż, to szczekanie już na zawsze będzie z nią sklejone.
Wicepremier i marszałek komentują
O tę żałosną sprawę został zapytany też sam wicepremier. Polityk był wyraźnie zdegustowany postawą posłanki PiS.
– To jest trudne odnieść się do szczekania pani poseł, bo ona odniosła się sama do siebie, wystawiając sobie świadectwo. To zezwierzęcenie emocji w polityce, a myślę, że może być to obraźliwe dla zwierząt, bo to co wyczyniają… – mówił szef MON. – Jak wchodzisz na mównicę, przemawiasz, a ktoś szczeka na ciebie z ław poselskich to daje świadectwo o sobie – skwitował Władysław Kosiniak-Kamysz. Nagranie tej wypowiedzi udostępniło „Szkło Kontaktowe” na swoim profilu na X.
Dziś @KosiniakKamysz stanął przed trudnym zadaniem, chodzi oczywiście o odniesienie się do szczekającej posłanki. pic.twitter.com/7bujDGsvV4
— Szkło Kontaktowe TVN24 (@SzkKontaktowe) September 4, 2026
Sprawę skomentował też marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty.
– Jak ktoś szczeka i udaje na sali sejmowej psa, to znaczy, że myśl uciekła z tej sali sejmowej. Zresztą, ja zauważam, że w momencie, kiedy zaczyna się poważna rozmowa w różnych sprawach, to, nie obrażając nikogo, oczywiście, ale prawa strona często od tego rozumu sejmowego ucieka – ocenił wymownie marszałek, który był gościem programu ”#BezKitu” TVN24. – Zwykle to jest tak, że im kto jest głupszy, tym jest głośniejszy. Nie obrażam nikogo. Mówię o zasadzie ogólnej. Ten, kto mniej znaczy, zwykle głośniej krzyczy. Czy to jest mądre? Nie jest mądre. Moim celem jest sprawne prowadzenie obrad. Moim celem jest zabezpieczenie spokoju i powagi Sejmu – dodał marszałek. A może pora zaostrzyć reakcje na takie zachowania? Mamy wrażenie, że sala plenarna stała się ostatnio sceną, na której politycy prawicy ścigają się, kto nie zrobi większej głupoty, kto nie przekroczy jakiejś kolejnej granicy żenady. Tak, budynek na Wiejskiej jest okrągły, ale mimo wszystko – to nie jest cyrk.