Po uczuciu do PiS ani śladu! Terlecki się wygadał, to dlatego zostawił prezesa. „Nie chciałem być…”
Screenshot: Radio ZET
Odejście z PiS Ryszarda Terleckiego musiało być ciosem dla Jarosława Kaczyńskiego. Teraz polityk zdradził, dlaczego opuścił Nowogrodzką. Jego słowa nie spodobają się prezesowi.
To dlatego Terlecki odszedł z PiS
Odejście Ryszarda Terleckiego z Prawa i Sprawiedliwości było jednym z najbardziej znaczących wydarzeń w trwającym rozłamie na prawicy. Polityk przez lata należał do najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego, był szefem klubu parlamentarnego PiS i wicemarszałkiem Sejmu. Dziś, już poza partią, zdecydowanie szerzej opowiada o powodach swojej decyzji. W środę 9 września w Radiu ZET wskazał przede wszystkim na kierunek, w którym – jego zdaniem – zaczęło zmierzać ugrupowanie.
Terlecki nie pozostawił wątpliwości, że jedną z przyczyn jego odejścia było rosnące znaczenie środowiska skupionego wokół dawnej Solidarnej, a następnie Suwerennej Polski. Jak mówił w Radiu ZET, nie chciał, aby PiS stało się „trzecią Konfederacją”. W jego ocenie środowisko związane ze Zbigniewem Ziobrą w pewnym momencie zaczęło w istotny sposób wpływać na wizerunek partii i jej retorykę.
– Ja na to odpowiadam tak krótko, że nie chciałem być w trzeciej konfederacji. Ale tak się stało niestety, że po pierwsze środowisko Solidarnej, czy Suwerennej Polski dołączyło do PiS i w pewnym sensie przejęło jakby wizerunek Prawa i Sprawiedliwości, jego retorykę – powiedział.
Terlecki o maślarzach
Drugim powodem był konflikt wokół Mateusza Morawieckiego. Terlecki przekonywał, że część działaczy, określanych mianem „maślarzy”, dążyła do politycznego odsunięcia byłego premiera. Sam ocenił Morawieckiego jako najpoważniejszego polityka PiS po Kaczyńskim i bardzo wysoko ocenił jego kompetencje gospodarcze oraz doświadczenie w zarządzaniu finansami państwa. – Niestety ta grupa nazywana 'maślarzami’ uparła się, żeby wypchnąć Mateusza Morawieckiego, który mnie się wydaje jest najpoważniejszym politykiem po Jarosławie Kaczyńskim w Prawie i Sprawiedliwości – wyjaśnił.
To właśnie dlatego jego odejście wybrzmiało tak mocno. Terlecki przez lata był jednym z symboli obozu Jarosława Kaczyńskiego. Jego decyzja pokazała, że podział w PiS nie jest wyłącznie konfliktem pomiędzy szeregowymi działaczami, ale dotyczy także polityków z wieloletnim stażem i wysoką pozycją.
Co ciekawe, Terlecki nie zamyka drzwi do przyszłej współpracy z dawną partią. W Radiu ZET stwierdził, że po przyszłorocznych wyborach PiS i środowiska, które opuściły partię, mogą być zmuszone do współpracy. Nie wierzy też w trwałą „czarną listę” przeciwników Kaczyńskiego, przypominając, że w przeszłości politycy skonfliktowani z PiS potrafili do partii wracać.
Źródło: Radio ZET