Nawrockim rzucało, ale na policję się nie zgłosił! Nowe fakty ws. otrucia. „Oficer dyżurny nie potwierdza”

Coraz więcej pytań rodzi się ws. rzekomego otrucia Karola Nawrockiego. Okazuje się, że ówczesny kandydat PiS na prezydenta nie zgłosił się po żadną pomoc. – Oficer dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Ząbkowicach Śląskich nie potwierdza rejestracji takich zgłoszeń – przekazało MSWiA.

Historia z kampanii wyborczej

Nakładem wydawnictwa Biały Kruk ukazała się książka „Skąd się wziął Karol Nawrocki”. To wywiad rzeka prof. Andrzeja Nowaka z prezydentem. Dobrze wam się kojarzy, tego samego Nowaka, który prezentował Nawrockiego jako „kandydata obywatelskiego”, gdy tylko wymyślił go Jarosław Kaczyński. W sieci pojawiły się fragmenty książki, a w jednym z nich Nawrocki opowiada o momencie grozy podczas kampanii wyborczej. I jest to wątek kryminalny!

Nawrocki pojechał do Ząbkowic Śląskich i przemawiał pod ratuszem. Trwało to pięć-siedem minut. Potem przygotowany autobus miał zawieźć go na peron do wspomnianego pociągu.

– To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm – opowiadał o chwilach grozy Nawrocki. Mimo wszystko starał się kontynuować zgodnie z planem. Poprosił Jarosława Dębowskiego o wodę.

Nagle sobie przypomniał

– Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu — i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko — kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu „Egzorcysta” — kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut – wspominał prezydent.

Sprawę w rozmowie z Onetem skomentował Jacek Dobrzyński. – Nie słyszałem, żeby pan prezydent wcześniej zgłaszał to zdarzenie odpowiednim służbom. Dziwię się, że ponad rok później przypomniał sobie o tym, opowiadając publicznie w wywiadzie, jak się wtedy źle poczuł i wymiotował. Mam nadzieję, że przynajmniej jego współpracownicy wezwali wówczas karetkę pogotowia i lekarze udzielili mu właściwej pomocy — powiedział rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.

Nikt niczego nie zgłosił

To nie koniec. „Fakt” otrzymał od resortu spraw wewnętrznych odpowiedź w sprawie incydentu z kampanii wyborczej z udziałem Karola Nawrockiego. Sprawa robi się jeszcze ciekawsza.

„Sprawdzenia w policyjnych systemach wykonane przez Oficera dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Ząbkowicach Śląskich nie potwierdzają rejestracji zgłoszeń oraz czynności wykonywanych przez funkcjonariuszy w sprawie z kampanii wyborczej Karola Nawrockiego” — przekazano w komunikacie.

Oj, grubymi nićmi szyta ta historia. Przecież gdyby w czasie kampanii wyborczej coś takiego stało się Nawrockiego i byłby choćby cień podejrzenia, że mogło dojść do próby otrucia, PiS natychmiast wszcząłby alarm i opowiadał o reżimie, który chciał wyeliminować ich kandydata. Myślicie, że byłoby inaczej?

Źródło: Fakt.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *