Nawrockim rzucało, ale na policję się nie zgłosił! Nowe fakty ws. otrucia. „Oficer dyżurny nie potwierdza”
Screenshot: tvn24
Coraz więcej pytań rodzi się ws. rzekomego otrucia Karola Nawrockiego. Okazuje się, że ówczesny kandydat PiS na prezydenta nie zgłosił się po żadną pomoc. – Oficer dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Ząbkowicach Śląskich nie potwierdza rejestracji takich zgłoszeń – przekazało MSWiA.
Historia z kampanii wyborczej
Nakładem wydawnictwa Biały Kruk ukazała się książka „Skąd się wziął Karol Nawrocki”. To wywiad rzeka prof. Andrzeja Nowaka z prezydentem. Dobrze wam się kojarzy, tego samego Nowaka, który prezentował Nawrockiego jako „kandydata obywatelskiego”, gdy tylko wymyślił go Jarosław Kaczyński. W sieci pojawiły się fragmenty książki, a w jednym z nich Nawrocki opowiada o momencie grozy podczas kampanii wyborczej. I jest to wątek kryminalny!
Nawrocki pojechał do Ząbkowic Śląskich i przemawiał pod ratuszem. Trwało to pięć-siedem minut. Potem przygotowany autobus miał zawieźć go na peron do wspomnianego pociągu.
– To było może pięćdziesiąt metrów od miejsca wystąpienia. Kończę mówić i nagle czuję, że dzieje się ze mną coś bardzo złego. Nagłe osłabienie, jakbym dostał konkretny cios w szczękę. Jakby nagle ktoś wyłączył mi organizm – opowiadał o chwilach grozy Nawrocki. Mimo wszystko starał się kontynuować zgodnie z planem. Poprosił Jarosława Dębowskiego o wodę.
Nagle sobie przypomniał
– Zaciągnęli czarne zasłony, staliśmy na ulicy. Wyszli wszyscy. Ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu — i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam. Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte. Nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub i Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko — kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu „Egzorcysta” — kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut – wspominał prezydent.
Sprawę w rozmowie z Onetem skomentował Jacek Dobrzyński. – Nie słyszałem, żeby pan prezydent wcześniej zgłaszał to zdarzenie odpowiednim służbom. Dziwię się, że ponad rok później przypomniał sobie o tym, opowiadając publicznie w wywiadzie, jak się wtedy źle poczuł i wymiotował. Mam nadzieję, że przynajmniej jego współpracownicy wezwali wówczas karetkę pogotowia i lekarze udzielili mu właściwej pomocy — powiedział rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych.
Nikt niczego nie zgłosił
To nie koniec. „Fakt” otrzymał od resortu spraw wewnętrznych odpowiedź w sprawie incydentu z kampanii wyborczej z udziałem Karola Nawrockiego. Sprawa robi się jeszcze ciekawsza.
„Sprawdzenia w policyjnych systemach wykonane przez Oficera dyżurnego Komendy Powiatowej Policji w Ząbkowicach Śląskich nie potwierdzają rejestracji zgłoszeń oraz czynności wykonywanych przez funkcjonariuszy w sprawie z kampanii wyborczej Karola Nawrockiego” — przekazano w komunikacie.
Oj, grubymi nićmi szyta ta historia. Przecież gdyby w czasie kampanii wyborczej coś takiego stało się Nawrockiego i byłby choćby cień podejrzenia, że mogło dojść do próby otrucia, PiS natychmiast wszcząłby alarm i opowiadał o reżimie, który chciał wyeliminować ich kandydata. Myślicie, że byłoby inaczej?
Źródło: Fakt.pl