Nawrocki udaje Trumpa, nawet w TEJ sprawie zachował się jak opalony idol PiS. „Element szerszej układanki”
Screen: YouTube/tv republika
Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, zazwyczaj chodzi o pieniądze. W przypadku weta Karola Nawrockiego w sprawie ustawy o kryptoaktywach, nie chodzi o byle jakie pieniądze, ale o gigantyczny strumień niekontrolowanej gotówki, który płynie szerokim korytem od Estonii, przez Monako, aż po Nowogrodzką i Pałac Prezydencki. Mieliśmy mieć „Polskę suwerenną”, a mamy „Polskę Zondy”.
Historia, która wyłania się z powiązań między giełdą Zondacrypto, środowiskiem medialnym Tomasza Sakiewicza, a samym prezydentem Nawrockim, to gotowy scenariusz na polityczny thriller klasy B, który niestety dzieje się naprawdę. Decyzja Nawrockiego o zablokowaniu ustawy, dającej Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) realne narzędzia kontroli nad rynkiem krypto, nie jest aktem obrony wolności gospodarczej. To akt obrony konkretnego układu biznesowo-towarzyskiego.
Od „króla bitcoina” do Monako
Żeby zrozumieć polityczne trzęsienie ziemi, trzeba spojrzeć trochę do tyłu. Zondacrypto to nie jest zwykły startup. To spadkobierca BitBaya, dzieła Sylwestra Suszka, człowieka, który zniknął w 2022 roku w okolicznościach, przy których sprawy Olewnika czy Papały wydają się całkiem klarowne. Suszek, otoczony ludźmi z półświatka, przepadł, a jego imperium przejął jego dawny prawnik, Przemysław Kral. I tu zaczyna się polityka. Kral, rezydujący częściej w Monako niż w Polsce, stał się mecenasem „polskiego patriotyzmu”. Reklamy jego giełdy, która w świetle wetowanej ustawy musiałaby poddać się rygorystycznym kontrolom antypralniowym, od dawna sponsorują „Strefę wolnego słowa” Tomasza Sakiewicza, czyli medialne dziecko Nowogrodzkiej.
Ujawnione przez mecenasa Giertycha i redaktora Jakubowskiego faktury z luksusowego hotelu Le Méridien Beach Plaza w Monako nie pozostawiają złudzeń. Pokój 301 (Sakiewicz) i pokój 1120 (Kral), opłacone z jednego źródła, to dowód na to, że linia redakcyjna TV Republika i linia polityczna obozu prezydenckiego są wyznaczane nad Morzem Śródziemnym, a nie nad Wisłą. Obecność tam jakieś „pani Anety”, opłacanej również przez prezesa giełdy, dodaje tej historii groteskowego, obyczajowego smaczku.
Weto w cieniu amerykańskiego parasola
Decyzja Nawrockiego o wecie nie wzięła się z próżni. To element szerszej układanki, w której kluczową rolę odgrywa Donald Trump i amerykańska alt-prawica (MAGA). Nawrocki, kreujący się na „polskiego Trumpa”, kopiuje nie tylko styl, ale i model biznesowy swojego idola. Skoro Trump zarabia na własnych kryptowalutach więcej niż na nieruchomościach, polska prawica nie chce być gorsza. Sponsoring konferencji CPAC w Rzeszowie przez Zondę i obecność tam Andrzeja Dudy, byłego prezydenta, a obecnego pracownika zen.com (coś w rodzaju polskiego Revoluta) jest upadkiem majestatu Rzeczypospolitej bez precedensu w historii III RP.
Głosowanie, które obnażyło system
Weto prezydenta Nawrockiego trafiło do Sejmu, stając się testem na to, kto w polskiej polityce stoi po stronie transparentności, a kto po stronie „lewej kasy”. Wymagana większość kwalifikowana 3/5 głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów była nieosiągalna. Za odrzuceniem weta (Koalicja 15.10 i Lewica) 248 głosów. Przeciw odrzuceniu (PiS oraz Konfederacja i Kukiz 15) 196 głosów. Wstrzymało się zero posłów.
PiS ramię w ramię z Konfederacją, która ideologicznie broni krypto, ale w tym przypadku broniła konkretnego biznesu jednego ze swoich liderów, spróbowali zabetonować problem kryptowalut. Na jak długo? To się jeszcze okaże, bo rząd nie składa broni. Ustawa, która miała blokować pranie pieniędzy przez rosyjskie służby i rodzimych gangsterów, trafiła do kosza. I to, mimo że ABW informuje, o rozbitej siatce szpiegowskiej FSB, która była opłacana w kryptowalutach oraz wykorzystywała je do sabotażu i propagandy. Poza tym służby dysponują danymi, które jasno pokazują, że krypto jest narzędziem finansowania rosyjskich operacji dywersyjnych oraz manipulacji informacjami w sieci. I jeszcze wisienka na torcie, czyli 600 tysięcy Polaków, którzy już zostali oszukani przez piramidy kryptowalutowe i fałszywe giełdy. Argumentacja przeciwników ustawy, to przede wszystkim głoszenie „obrony innowacji”. W praktyce, to obrona innowacji w wyprowadzaniu pieniędzy bez wiedzy skarbówki i KNF.
Zmierzch mitu „skromnego kandydata”
Dla Karola Nawrockiego i PiS ta afera może być punktem zwrotnym, choć niekoniecznie widocznym w sondażach z dnia na dzień. Na oczach elektoratu pisowsko-nawrockiego następuje całkowity upadek narracji o „kandydacie obywatelskim”. Nawrocki budował swój wizerunek na micie człowieka z ludu, który walczy z elitami. Ujawnienie, że jego zaplecze (m. in. Sakiewicz, Duda, itp.) jest finansowane przez giełdę, której twórca zaginął, a obecny szef ma dość skomplikowaną proweniencję towarzysko-polityczną, demoluje ten mit. „Zbiórki darczyńców”, z których swego czasu tłumaczył się Nawrocki, nabierają teraz zupełnie nowego, złowrogiego znaczenia.
Skoro ustawa miała ograniczyć rosyjskie wpływy finansowe, co potwierdzał nawet Cenckiewicz w swoich wypowiedziach, jakby nie było wielce zaufany człowiek prezydenta, stawia samego Nawrockiego w jednym szeregu z użytecznymi idiotami Kremla. Dla twardego elektoratu, tego antyrosyjskiego, może to być trudną do przełknięcia gorzką pigułą. No i jeszcze ten Duda jako pracownik wątpliwego biznesu i nie mniej wątpliwej jakości medialnego „pana zero”, to ostateczna dekonstrukcja urzędu głowy państwa z pałacu, który miał być „mężem stanu”. Fakt, że były prezydent nie pracuje w strukturach NATO czy ONZ, ale znalazł posadkę u „chłopców z biznesu”, jest paliwem dla opozycji na lata. To symbol „uwłaszczenia się” elity PiS, który będzie rezonował mocniej niż willa plus.
Notowania PiS mogą nie tąpnąć gwałtownie, bo betonowy elektorat uzna to za atak „układu”, ale partia traci powoli wiarygodność w centrum. Nawrocki przestaje być „fighterem”, a staje się „słupem” dla interesów, których nie rozumie przeciętny Polak, ale instynktownie czuje, że śmierdzą. Jeśli temat „Zondy” przebije się do mainstreamu jako symbol „nowej afery Rywina”, Nawrocki może mieć problem z utrzymaniem powagi swojego urzędu, a PiS z utrzymaniem mitu partii „prawej i sprawiedliwej”, co i tak już naruszają sprawy RARSu i funduszu sprawiedliwości. Ten drugi, mimo że „realizowany” przez ówczesnego partnera politycznego, to jednak z namaszczenia Nowogrodzkiej. Weto obroniło kasę, ale obnażyło twarze, a w polityce, gdy opadają maski, zazwyczaj zaczyna się koniec spektaklu.