Nawrocki cofnął nas do moralnego średniowiecza. „Silne państwo nie potrzebuje łańcucha”

Arthur Schopenhauer, niemiecki filozof, który o naturze ludzkiej wiedział więcej, niż wielu by sobie życzyło, stwierdził kiedyś dobitnie: „Kto jest okrutny w stosunku do zwierząt, ten nie może być dobrym człowiekiem”. Parafrazując tę myśl, można zaryzykować stwierdzenie, że państwo, które instytucjonalnie akceptuje okrucieństwo, nie może być państwem dobrym. Decyzja o wecie wobec ustawy łańcuchowej to nie tylko legislacyjny unik. To moment, w którym prezydent RP symbolicznie napluł w pysk milionom psów w Polsce, a nas wszystkich – jako społeczeństwo – cofnął do moralnego średniowiecza.

Deficyt moralny 

Nie mam złudzeń co do kondycji etycznej obecnych elit, w tym postaci takich jak Karol Nawrocki. Wiele osób nie uważa go za człowieka „dobrego” w rozumieniu schopenhauerowskim, a lista zarzutów, od wątpliwej sprawy kawalerki, przez niejasne powiązania ze światem przestępczym w sopockim Grand Hotelu, aż po prawdopodobny udział w ustawkach kibolskich czy trwonienie publicznych pieniędzy IPN, rysuje obraz kogoś, u kogo kompas moralny uległ trwałemu rozmagnesowaniu. Jednak weto wobec ustawy, która miała jedynie zdjąć psy z łańcuchów, to coś więcej niż polityczna gra. To manifestacja pogardy dla słabszego. To sygnał, że w hierarchii wartości rządzących empatia znajduje się znacznie niżej niż populistyczne mruganie okiem do najbardziej zacofanego elektoratu.

Psychologia istoty czującej

Jako psycholog (choć nie do końca, ale mimo to) muszę powiedzieć jasno, że pies to nie jest biologiczny alarm antywłamaniowy. To istota wysoce złożona poznawczo i emocjonalnie. Współczesna etologia i neurobiologia nie pozostawiają złudzeń, że struktury mózgowe psa odpowiedzialne za emocje są uderzająco podobne do ludzkich. Pies odczuwa strach, smutek, ulgę, radość i co najważniejsze, głębokie przywiązanie nie tylko do przedstawicieli swojej rasy i innych zwierząt, ale przede wszystkim do człowieka.

Badania nad więzią międzygatunkową wskazują, że poziom inteligencji emocjonalnej psa odpowiada poziomowi dwu-, trzylatka. Czy wyobrażamy sobie przykucie dwuletniego dziecka do budy na mrozie, skazując je na sensoryczną deprywację i samotność? Pies, podobnie jak dziecko w teorii przywiązania Johna Bowlby’ego, potrzebuje bezpiecznej bazy. Skazanie go na łańcuch to tortura psychiczna. Behawioryści są zgodni, iż stałe uwięzienie prowadzi do tzw. wyuczonej bezradności, frustracji, a w konsekwencji do agresji lub głębokiej apatii. To powolne zabijanie psychiki zwierzęcia, które kocha bezwarunkowo.

Filozofia wyzwolenia

W XXI wieku, w sercu Europy, wciąż musimy walczyć o to, co w filozofii moralnej powinno być już dawno rozstrzygnięte. Utylitarysta Jeremy Bentham pisał: „Pytanie nie brzmi czy mogą myśleć, ani czy mogą mówić, ale czy mogą cierpieć?”. Weto prezydenckie ignoruje ten fundamentalny imperatyw, sprowadzając zwierzę do kartezjańskiej wizji „maszyny”, która nie czuje.

Tymczasem współczesna humanistyka, idąc tropem Petera Singera czy Toma Regana, mówi o zwierzętach jako o „podmiotach życia”. Posiadają one inherentną wartość, niezależną od ich użyteczności dla człowieka. Trzymanie psa na łańcuchu gwałci tę wartość. Jest zaprzeczeniem etyki troski. Nawet Immanuel Kant, choć antropocentryczny, zauważał, że okrucieństwo wobec zwierząt stępia ludzką wrażliwość i prowadzi do okrucieństwa wobec ludzi. Łańcuch na psiej szyi jest więc pierwszym ogniwem łańcucha przemocy społecznej.

Socjologia łańcucha

Z perspektywy socjologicznej, łańcuch przy budzie jest reliktem feudalnego myślenia o świecie.  Myślenia opartego na dominacji, a nie na koegzystencji. Zygmunt Bauman pisał o „ponowoczesnej etyce”, która wymaga od nas wzięcia odpowiedzialności za „Innego”. Pies jest tym Innym.

Przyzwolenie na trzymanie psa na uwięzi to klasyczny przykład tego, co w psychologii społecznej nazywamy znieczulicą społeczną lub rozproszeniem odpowiedzialności. W wielu polskich wsiach i domach ten widok nie budzi refleksji, bo stał się normą kulturową. ale kultura ewoluuje, a przynajmniej nienaiwnie wierzę, że powinna. To, co było normą sto lat temu, jak bicie dzieci czy przedmiotowe traktowanie kobiet, dziś jest karalne.

Psychologowie społeczni, chociażby Albert Bandura, wskazują na mechanizm moralnego wyłączenia. Sprawcy, a więc w tym wypadku właściciele psów na łańcuchach, i politycy (wetujący ustawę) racjonalizują swoje zachowanie, dehumanizując ofiary („to tylko pies”) lub odwołują się do prymitywnej „tradycji”, bo nie rozumieją, że ta „tradycja” prowadziła do uniemożliwienia psu ucieczki, a nie pracy stróża. Trzeba tez pamiętać, że tradycja, która zadaje ból, nie jest dziedzictwem, ale staje się balastem.

Skansen Europy

Spójrzmy na naszych sąsiadów. W Czechach, kraju o podobnej historii, przepisy są jasne. Minimalna uwięź to 5 metrów, a i tak jest to rozwiązanie ostateczne. W Niemczech stałe trzymanie na łańcuchu jest zakazane. Skandynawia traktuje psa jak członka rodziny albo partnera.

Decyzja o wecie pozycjonuje Polskę jako skansen Europy. Jako kraj, który wciąż mentalnie tkwi w epoce, gdzie zwierzę jest inwentarzem, a nie towarzyszem. Europa Zachodnia chroni zwierzęta nie z fanaberii, ale dlatego, że rozumie prostą prawdę, że poziom cywilizacji mierzy się stosunkiem do istot zależnych. Silny człowiek i silne państwo nie potrzebują łańcucha, by czuć władzę. Łańcuch jest atrybutem słabych. Jest protezą autorytetu.

Vetomat na łańcuchu PiS

Projekt ustawy łańcuchowej nie był rewolucją. Był próbą wprowadzenia minimalnego standardu moralnego. Popierało go ponad 70% społeczeństwa, co pokazuje, że Polacy są często mądrzejsi i bardziej empatyczni niż ich reprezentanci.

Weto prezydenckie zatrzymuje nas w punkcie, w którym cierpienie jest legalne. Zapowiadane alternatywne ustawy to jedynie „kosmetyczne pudrowanie trupa”. Nie chodzi tu bowiem o politykę, ale o hierarchię wartości. Cywilizacja to krok po kroku, proces odchodzenia od uprzedmiotawiania słabszych. Kiedyś dotyczyło to niewolników, potem kobiet i dzieci. Dziś ten proces obejmuje zwierzęta.

Im bardziej człowiek jest wykształcony, świadomy i wrażliwy, tym wyraźniej widzi w psie życie o wartości samej w sobie. Ustawa łańcuchowa była testem. Nie kompetencji politycznych, lecz empatii. Na razie ten test oblaliśmy. Pokazaliśmy światu, że cywilizacja w Polsce wciąż bywa mylona z fasadą, z przemówieniami, flagami i husarią, podczas gdy prawdziwa kultura zaczyna się tam, gdzie kończy się zgoda na zbędne cierpienie niemej istoty.

Źródło: Akademia prawdy

 

Kuba Urbański

Scenarzysta, reżyser i historyk sztuki. Przez wiele lat reporter i publicysta w prasie i w radiu, m. in. Gazeta Wyborcza, Wprost, Polskie Radio 1 i BBC. Autor bloga „To kwestia sztuki”.
Teraz pisze recenzje filmowe i teksty publicystyczne z zakresu mediów, spraw społecznych oraz kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *