Było to wydarzenie historyczne i bez precedensu, ponieważ nigdy wcześniej w historii UE tak liczna grupa wysokich urzędników europejskich nie spotykała się w państwie, które było ogarnięte wojną. Do Ukrainy pojechało piętnastu komisarzy i przewodnicząca Komisji Europejskiej, szef Rady Europejskiej i szef unijnej dyplomacji. To tworzy szczególną atmosferę determinacji ze strony UE w celu przyłączania Ukrainy do wspólnoty. – Z Maciejem Zakrockim, dziennikarzem TOK FM o szczycie Unii Europejskiej i Ukrainy rozmawia Michał Ruszczyk.
Michał Ruszczyk: Niedawno w Kijowie odbył się szczyt polityków europejskich z przedstawicielami władz ukraińskich. Co Pan sądzi o tym wydarzeniu?
Maciej Zakrocki: Zgadzam się z opiniami, które mówią, że było to wydarzenie historyczne i bez precedensu, ponieważ nigdy wcześniej w historii Unii Europejskiej tak liczna grupa wysokich urzędników europejskich nie spotykała się w państwie, które było ogarnięte wojną. Przypomnę, że do Ukrainy pojechało piętnastu komisarzy i przewodnicząca Komisji Europejskiej, szef Rady Europejskiej i szef unijnej dyplomacji.
Po drugie, wydarzenie to było historyczne z punktu widzenia pewnej demonstracji politycznej. W stolicy Ukrainy nadal słychać alarmy przeciwlotnicze, a tego rodzaju wizyta była przygotowywana również przez administrację ukraińską w celu zapewnienia przedstawicielom europejskim ochrony. Z tego punktu widzenia było to poważne, a najlepszym tego przykładem jest fakt, że kiedy miało dojść do spotkania delegacji, to zostały one zaprowadzone do schronu ze względu na kolejny alarm przeciwrakietowy. To wszystko tworzy szczególną atmosferę.
Jaką?
Atmosferę determinacji ze strony Unii Europejskiej w celu przyłączania Ukrainy do wspólnoty, jak i również pokazaniu Putinowi, że jego plany imperialne się nie powiodą.
W największym stopniu szczyt ten miał wymiar symboliczny, bo nie padły na nim żadne słowa, które być może paść powinny.
Kijów naciska na Brukselę w sprawie jak najszybszego rozpoczęcia rozmów akcesyjnych. Jednak nie wszystkie państwa członkowskie popierają ten pomysł. Dlaczego?
Rządy w Europie mają świadomość, że muszą się liczyć z opinią publiczną swoich społeczeństw, a które zadają pytania, czy państwo w którym trwa wojna, jest w stanie przygotować się do członkostwa poprzez wcielenie wymaganych reform.
Należy powiedzieć, że zanim Polska przystąpiła do Unii Europejskiej, przygotowywała się do tego latami i to w sytuacji pokoju, a negocjacje i zmiany, jakie Polska musiała przeprowadzić, trwały 10 lat. Trudno wyobrazić sobie, jak państwo, które jest w stanie wojny, może przeprowadzać podobne reformy. Nie oznacza to, że elity polityczne, które patrzą na problem trochę inaczej, nie biorą pod uwagę opinii publicznej. Najlepszym tego przykładem jest ostatnia wypowiedź Charlesa Michela, który na pytanie, czy Ukraina może znaleźć się w Unii Europejskiej za dwa lata, odpowiedział, że nie jest to nierealny scenariusz. Jednak wszystko zależy od woli politycznej i sytuacji geopolitycznej.
Czy nie sądzi Pan, że ze względu na toczącą się wojnę politycy europejscy powinni zrobić wyjątek wobec Ukrainy i umożliwić jej obranie szybkiej ścieżki w celu akcesji do Unii Europejskiej?
Z punktu widzenia obywatela Polski tak, ale z punktu widzenia pragmatyki politycznej, to taki scenariusz jest niemożliwy, ponieważ konflikt ten dla decydentów europejskich, a więc Włochów, Francuzów czy Niemców, toczy się daleko, co nie oznacza, że nie mają świadomości powagi sytuacji. Jest też druga istotna rzecz. Mianowicie fakt, że w wyniku podejrzeń o korupcję w administracji rządowej doszło do dymisji. Pokazuje to Unii Europejskiej, że Ukraina nie bagatelizuje tego problemu i oprócz prowadzenia wojny, naprawia również swoje państwo.
Jednak należy powiedzieć, że poza Ukrainą do członkostwa w Unii Europejskiej aspirują również inne państwa. Jak na przykład Mołdawia, Gruzja, a w przypadku niektórych państw od kilku już lat są toczone negocjacje akcesyjne. Mam na myśli Bałkany Zachodnie. Fakt, że państwo toczy wojnę, nie może być taryfą ulgową do przyśpieszenia procesu akcesji, gdyż pozostałe państwa, które chcą być członkami wspólnoty, muszą wykonać olbrzymią pracę. Nie zmienia to faktu, że akcesja Ukrainy będzie trudna, gdyż trzeba będzie zachować kryteria, ale w taki sposób, żeby nie popsuć dotychczasowych relacji.
Nawiązując do słów Charlesa Michela, jak Pan sądzi, czy mimo trwającej wojny przyjęcie Ukrainy do struktury europejskich jest możliwe, gdyby państwo to spełniło wszystkie warunki?
Trudno powiedzieć, bo jest mało historycznych precedensów. Mimo że udało się przyjąć do Unii Europejskiej Cypr, spór o jego integralność nie jest rozstrzygnięty. To pokazuje, że mimo takich problemów, akcesję można przeprowadzić. Jednak sytuację w tureckiej części Cypru trudno jest porównywać do tego, co dzieje się na Ukrainie. Wszystko będzie zależało od woli politycznej i sytuacji międzynarodowej. Nie zmienia to jednak faktu, że współpraca między Brukselą a Kijowem się pogłębia, ale w co ona się przekuje, to czas pokaże.
Powiedział Pan o woli politycznej i presji społecznej. Jak Pan sądzi, czy wola polityczna w celu przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej może pojawić się wcześniej niż za dwa lata, o czym mówił Charles Michel?
Dwuletni okres do akcesji Ukrainy to niemożliwy scenariusz.
Dlaczego?
Ponieważ, tak jak powiedziałem, Polska w normalnych warunkach prowadziła negocjacje akcesyjne 10 lat. Jeśli weźmie się pod uwagę wskaźniki gospodarcze Ukrainy i poziom dewastacji tego kraju, to trudności jest bardzo wiele.
W mojej ocenie więcej będzie woli wśród elit politycznych niż wśród społeczeństw europejskich, które zaczynają w coraz większym stopniu odczuwać skutki wojny i nakładanych sankcji na Rosję. Jeśli sytuacja będzie się jeszcze bardziej pogarszać, to nie wiadomo, jak będą reagować społeczeństwa, zwłaszcza że ich problemy są znacznie mniejsze w porównaniu z tym, co przeżywają Ukraińcy.
W końcu, jeśli wojna już się zakończy, a akcesja będzie na horyzoncie, to zaczną pojawiać się pragmatyczne pytania. Mianowicie o budżet europejski, dofinansowywanie poszczególnych dziedzin życia tego państwa w celu ich modernizacji, funkcjonowanie na nowo Unii Europejskiej, w której znajdzie się Ukraina czy struktura instytucji europejskich, w których trzeba będzie uwzględnić przedstawicieli z Ukrainy. To są pytanie, na które trzeba będzie odpowiedzieć w dyskusji, która będzie nie emocjonalna, a pragmatyczna w kwestii członkostwa tego państwa we wspólnocie.
Czy nie ma Pan wrażenia, że wojna de facto już spowszechniała?
Tak, bo inaczej polskie społeczeństwo odbierało obrazy bombardowanych miast i trzeba było pokonać przekonanie nie realizmu. To był szok z którym nauczyliśmy się żyć. Jednak nie zmienia to faktu, że pewne wyzwania są dopiero przed nami i nie będą one łatwe.
Czy jeszcze przed końcem wojny mogą pojawić się jakieś szczegóły dotyczące negocjacji akcesyjnych Ukrainy?
To zależy od tego, kiedy wojna się skończy, a tego nie wiemy. Tak naprawdę nie wiadomo, co będzie oznaczać koniec konfliktu, bo, jak mówią politycy ukraińscy, to według nich koniec wojny będzie oznaczał czas, kiedy żołnierze rosyjscy opuszczą całe terytorium Ukrainy, a więc również te z 2014 roku. Czy dojdzie wówczas do jakichś rozmów pokojowych? Trudno powiedzieć.
Jednak jestem przekonany, że rozmowy akcesyjne zaczną się jak najszybciej, co nie zmienia faktu, że niewiadomych jest zbyt dużo, żeby można było spekulować. Co również ze strony Ukrainy padło, jako powód niezadowolenie, że na szczycie nie pojawiły się żadne konkrety ze strony przedstawicieli europejskich. Jednak w mojej ocenie dobrze, że tak się stało, bo w sytuacji ich nie dotrzymania mogłoby dojść do rozczarowania.
Mimo wojny współpraca na linii Kijów-Bruksela się zacieśnia. Jak może z tego skorzystać Ukraina po wojnie?
O tym między innymi była mowa na szczycie. Z jednej strony wskazywano na to, co już udało się zrobić w kwestii pomocy wojskowej, w którą największy wkład mają Stany Zjednoczone, gdyż Unia Europejska nie jest organizacją militarną. Przypomniano również współpracę na innych płaszczyznach między Kijowem a Brukselą. Bez wątpienia szczyt był okazją do pokazania dotychczasowych osiągnięć w tej trudnej sytuacji, ale również szukaniem innych pól współpracy, która będzie się zacieśniała.
Nie oznacza to, że już są odpowiedzi na wszystkie pytania – w jaki sposób odbudować Ukrainę, co miał umożliwić globalny Plan Marshalla, ale szczegółów nadal nie ma, a należy powiedzieć, że PKB Unii Europejskiej mimo wojny się nie zwiększyło i nie ma ona środków do tak dużych przedsięwzięć finansowych. Jednak wspólnota robi wszystko, co w jej mocy, żeby pomóc Ukrainie, a jednocześnie zacieśniają się coraz bardziej relacje Ukrainy z Unią Europejską.
Bardzo dziękuję za rozmowę.