Kręcą dwie „Lalki” naraz. I oby się udało, bo „Lalka” to nie zabawka. „To może być thriller psychologiczny”

„Lalka”, to przerażający thriller o samotności i braku miejsca dla siebie w świecie pełnym hipokryzji, w którym miłość jest tylko pretekstem do szeptów w pustym arystokratycznym salonie albo w wielkim sklepie galanteryjnym po zamknięciu. Niech cię nie zaskoczy ten wstęp drogi czytelniku. W Polsce bowiem trwają zdjęcia do dwóch różnych ekranizacji. Niczego jeszcze nie wiadomo, poza tym, że obie mają być „nowoczesne”, ale co to znaczy, nikt tak naprawdę nie potrafi powiedzieć.

Bolesław Prus nie napisał zwyczajnej powieści. To jest diagnoza. Kliniczny, bezlitosny raport ze stanu rozkładu społeczeństwa i wiwisekcja obsesji, która mylnie brana jest za miłość. To jest temat-rzeka, temat-lustro, w którym od ponad stu lat przegląda się polska dusza.

Dlatego każda próba jej ekranizacji jest w istocie misją samobójczą, skazaną na chwalebną porażkę. No, bo jak sfilmować to, co u Prusa najważniejsze? To znaczy, jak pokazać wewnętrzne monologi Wokulskiego, melancholijne zapiski Rzeckiego, a przede wszystkim, jak zwizualizować ten egzystencjalny chłód i pustkę, które są prawdziwymi bohaterami tej historii?

Dwa widma przeszłości

Do tej pory mieliśmy dwie kanoniczne próby. Wojciech Has w 1968 roku podszedł do „Lalki”, jak do kina autorskiego. Zamiast epickiej panoramy społecznej, stworzył klaustrofobiczny, niemal gotycki horror o obsesji. Jego Wokulski (Mariusz Dmochowski) jest starszy, cięższy, jest monolitem przytłoczonym własną fiksacją. To nie jest romantyk, to jest przypadek kliniczny, a Izabela (Beata Tyszkiewicz) jest posągiem, idealnym, zimnym obiektem pożądania, niemal wampiryczną femme fatale. Film Hasa jest subiektywny i bardzo oniryczny. Wchodzimy prosto do gorączkującego umysłu Wokulskiego.

Dziewięć lat później Ryszard Ber stworzył serial, który stał się naszą narodową wersją powieści. Mając luksus czasu, mógł pozwolić sobie na wierność. Jego „Lalka”, to wielka epopeja społeczna. Wokulski (Jerzy Kamas) jest tu postacią tragiczną, ale zarazem heroiczną. Jest pełen niuansów, bo widzimy jego siłę, inteligencję i romantyczne porywy. Natomiast Izabela (Małgorzata Braunek) nie jest tylko zimną lalką. Jest kobietą uwięzioną w konwenansie, znudzoną i tragiczną w swojej bezradności.

Has nakręcił film o psychologii obsesji. Ber natomiast adaptację powieści o polskim społeczeństwie. Oba dzieła są wybitne, ale oba musiały dokonać bolesnych wyborów, udowadniając, że „Lalki” w całości nie da się przenieść na ekran.

Esencja opowieści

Tu nie chodzi romans ani też o konwenans społeczny i kto kogo ma gdzieś, a gdzie nie ma. Dla mnie osobiście „Lalka”, to nowy gatunek filmowy: „horror pustki” i takim go widzę, gdy czytam i gdy oglądam.

Zacznijmy od pustki Wokulskiego. To człowiek zawieszony między światami. Dla arystokracji zawsze będzie parweniuszem. Dla mieszczaństwa stał się już obcy. Jest tytanem pracy i myśli, romantykiem w epoce pozytywizmu, ale także egzystencjalnie bezdomnym podróżnikiem. Wędruje między światami i nigdzie nie może znaleźć sobie miejsca. Jego „miłość” do Izabeli to desperacka próba wypełnienia własnej wewnętrznej pustki jej idealnym, wymyślonym przez siebie obrazem.

Natomiast pustka Izabeli, to wielowymiarowa tragedia, która nie polega tylko na tym, że ona jest zła. Ona po prostu jest pustym obrazem. Jest produktem martwego świata. Jedynie lalką, wychowaną na salonową ozdobę, która potrafi tylko wyglądać. Pozbawiono jej prawdziwych pragnień i sprawczości. Nie ma pojęcia, czym one są naprawdę, więc miota się jak złapane w potrzask zwierzę. To nie jest prawdziwa ona. To wytwór. Zabawka w rękach ludzi, którzy potrzebowali ozdób galanteryjnych do swoich fraków, surdutów i dorożek. Ona się może nie zgadzać, ale za bardzo nie ma wyjścia. To nie jest lady Glencora McCluski z „Sagi rodu Palliserów”, która potrafiła postawić na swoim. W przeciwieństwie do bohaterki Anthony’ego Trollopa, Prus nie odważył się na ukazanie Izabeli w bardziej wyzwolonej formie. No, może nie chciał?

Relacja Wokulskiego i Łeckiej, to tragedia dwóch pustek, które próbują się spotkać. To historia o mężczyźnie, który pokochał manekina z wystawy i był w szoku, że ten nie odwzajemnił jego uczucia. Wbrew powszechnym mniemaniom, które nas dopadają po przeczytaniu książki, tych dwoje ludzi miało ogromna szansę na związek. Na bycie razem wbrew światu, tak jak lady Glencora, która dla miłości, odrzuciła bogactwo i arystokratyczny tytuł księżnej Palliser. Tylko że Wokulski musiałby się wtedy zmienić dla Izabeli, to już nie byłby bohater Prusa, ten pusty, bezlitosny wobec siebie, ale zarazem pełen dobroci i inteligencji człowiek. Jeśli przestałby być sobą, to kim? Zmiana Łęckiej na nową, XXI-wieczną młodą kobietę wymusza także zmianę paradygmatu Wokulskiego i nagle cała historia zaczyna nam się rozłazić. Co nas w takim razie czeka w nowych adaptacjach i to dwóch naraz?

Pułapki XXI wieku. Recenzja z krainy cieni

I oto stajemy w obliczu dwóch nowych adaptacji. Maciej Kawalski reżyseruje Marcina Dorocińskiego i Kamilę Urzędowską. Druga wersja ma połączyć Tomasza Schuchardta i Sandrę Drzymalską. Jakie pułapki na nich czyhają? Przede wszystkim pułapka uwspółcześnienia psychologii. Pokusa, by z Izabeli zrobić „świadomą swoich pragnień manipulatorkę” albo „silną kobietę walczącą z patriarchatem”, jest ogromna. Jak dla mnie, to zniszczyłoby sens tej postaci. Jej dramat to właśnie brak pragnień i brak siły. Podobnie, sprowadzenie Wokulskiego do roli szlachetnego romantyka zabiłoby jego mroczną, obsesyjną i niemal stalkerską stronę. Pozwolę sobie więc jako krytyk, zabawić się w recenzję filmów, których jeszcze nie ma.

„Lalka” (reż. Maciej Kawalski).

Spodziewam się kina mrocznego, precyzyjnego, być może w duchu Finchera. Kawalski, idąc za Dorocińskim, stworzy „Lalkę” jako thriller psychologiczny. Wokulski Dorocińskiego będzie twardy, zdeterminowany, a jego miłość będzie miała posmak drapieżnej obsesji. To będzie studium męskości na krawędzi szaleństwa. Urzędowska jako Izabela może stać się prawdziwą femme fatale, w pełni świadomą swojej władzy nad Wokulskim. To będzie film o pożądaniu i zniszczeniu, dynamiczny i być może pozbawiony społecznego tła.

Werdykt: 8/10.

Potężne, ale jednowymiarowe kino, które udowodni, że Wokulski był pierwszym polskim Jokerem. Moja rada dla twórców? Nie bójcie się ciszy. Pokażcie nam Wokulskiego, który patrzy, który przygląda się Izabeli i kalkuluje. On nie kocha, on chciałby się nauczyć miłości. W tym milczeniu kryje się całe jego piekło.

„Lalka” (z Schuchardtem i Drzymalską). 

Tu przewiduję kino bardziej intymne, być może w duchu Pawlikowskiego. To będzie „Lalka” jako dramat egzystencjalny. Wokulski Schuchardta będzie bardziej neurotyczny, wrażliwszy, jego status outsidera będzie bardziej bolesny. Drzymalska w roli Izabeli dostanie szansę, by pokazać nie tyle chłód, co przerażenie i nudę kobiety uwięzionej w złotej klatce. To będzie opowieść o dwójce głęboko samotnych ludzi, którzy nie potrafią się spotkać. Kamera skupi się na detalach, na gestach, na spojrzeniach.

Werdykt: 7/10.

Piękne, poruszające, ale być może kino pozbawione drapieżnej energii, którą przesycona jest ta powieść. Moja rada? Niech Izabela nie będzie tylko ofiarą. Pokażcie jej subtelne okrucieństwo, które rodzi się z nudy. Pokażcie, że piekło to inni, ale największym piekłem jest pusty salon.

Ostatecznie, każda z tych prób będzie fascynująca, bo „Lalka” to nie jest historia do opowiedzenia. To jest lustro, które przystawiamy naszej współczesności. I jednocześnie obawiam się i nie mogę się doczekać, by zobaczyć, co z mojej ukochanej powieści zrobią reżyserzy i co tym razem zobaczymy.

 

Kuba Urbański

Scenarzysta, reżyser i historyk sztuki. Przez wiele lat reporter i publicysta w prasie i w radiu, m. in. Gazeta Wyborcza, Wprost, Polskie Radio 1 i BBC. Autor bloga „To kwestia sztuki”.
Teraz pisze recenzje filmowe i teksty publicystyczne z zakresu mediów, spraw społecznych oraz kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *