Kaczyński wymyślił chytry plan, ale szybko został sprowadzony na ziemię. „Wyrosła mu konkurencja”
screen/ wPolsce24
Jarosław Kaczyński puszcza oko do skrajnej prawicy: promuje Roberta Bąkiewicza, opowiada o przyszłym premierze Przemysławie Czarnku. Dlaczego tak? Prezes został rozszyfrowany.
Po co prezesowi Bąkiewicz?
Jarosław Kaczyński ani myśli o nawiązaniu współpracy z Konfederacją. Prezes PiS od tygodni toczy wojenkę ze Sławomirem Mentzenem, obaj politycy nie żałują sobie szpil i złośliwości. Wygląda na to, że polityczny strateg z Nowogrodzkiej wymyślił sobie, że odbije Konfederacji trochę wyborców. W jaki sposób? A choćby poprzez lansowanie Roberta Bąkiewicza na wiec czy zapowiadaniu, że Przemysław Czarnek zostanie premierem.
Ten pierwszy pojawił się nawet na ostatnim wiecu PiS. I się zaczęło. – Nie możemy składać broni. Nie bójcie się tego, że oni próbują nas zastraszyć. Nie bójcie się prokuratur, sądów. Ci ludzie zapłacą za to cenę i ta droga na Grunwald musi być taka, że sprawiedliwość musi zapaść, że te chwasty trzeba z polskiej ziemi powyrywać i napalm na tą ziemię rzucać, żeby nigdy nie odrosły. I teraz bierzmy do jednej ręki kosę albo miecz i idźmy do walki, a w drugiej trzymajmy różańce – pieprzył trzy po trzy narodowiec.
Po co Kaczyńskiemu taka persona? Zdaniem Roberta Winnickiego, współtwórcy Ruchu Narodowego, działania prezesa PiS są de facto skierowane do skrajnie prawicowego elektoratu. Tak skrajnego, że nawet PiS jest dla niego za miękki.
Wszystko dla sondaży
– Jarosław Kaczyński chce zażegnać problem polegający na tym, że po prawej stronie wyrosła mu konkurencja. Mimo wojny, jaką wypowiedział Sławomirowi Mentzenowi już kilka miesięcy temu, mimo dużych ataków na Konfederację, poziom poparcia dla niej jest stabilny na poziomie ok. 15 proc. czyli znaczącego klubu parlamentarnego w przyszłym Sejmie. Dodatkowo prawdopodobnie PiS w swoich badaniach zauważa odpływ jakichś swoich sympatyków — póki co niewielkich, ale jednak — do Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna – stwierdził Winnicki w rozmowie z „Faktem”.
Pierwszy prezes Ruchu Narodowego jest przekonany, że w ostatecznym rozrachunku Kaczyński wiele na tym nie ugra. – Są to działania o bardzo ograniczonym potencjale, ponieważ te osoby od wielu lat są kojarzone z PiS. Nie są żadną nowością. Ludzie, którzy głosują na Konfederację i na partię Grzegorza Brauna, zdają sobie sprawę z tego, że Czarnek i Bąkiewicz są „z PiS”, a mimo to nie popierają tej partii. Wszystko to jest obliczone przez Kaczyńskiego na neutralizowanie tzw. zagrożenia z prawej flanki – podsumował Robert Winnicki.
Źródło: Fakt.pl