Jak to się mogło stać?! Szokujące nagranie, latarnia runęła na emerytkę. „Krew z głowy się lała jak z kranu”

Szczęście w nieszczęściu! W centrum Nowego Targu na 69-latkę spadła latarnia. Wystarczyło, że idącym chwiejnym mężczyzna lekko się o nią oparł. To cud, że skończyło się tylko na założeniu szwów.

Wszystko się nagrywa

W dobie wszechobecnych kamer, miejskiego monitoringu czy samochodowych wideorejestratorów sieć zalewają tysiące nagrań z różnych zakątków Polski, które wywołują ciarki. Materiały, które pojawiają się na kanałach YouTube typu „Polskie drogi” czy „Stop cham” wywołują ciarki i pokazują, że żadne zaostrzenie przepisów tak na dobrą sprawę nie jest kijem na kierowców, pieszych i rowerzystów pozbawionych wyobraźni.

Dlaczego wymieniamy wszystkich uczestników ruchu drogowego? Bo każda z tych grup ma coś za uszami. Naszym zdaniem nie jest tak, że to wszyscy kierowcy pędzą na złamanie karku albo wszyscy rowerzyści wjeżdżają raptownie na pasy na ruchliwej ulicy. Umówmy się – wszystko zależy od człowieka, jego odpowiedzialności, umiejętności przewidywania i tego, na ile potrafi myśleć dwa ruchy do przodu. Innymi słowy – głupich nie brakuje, bez względu na to, czy jadą autem, hulajnogą czy korzystają z własnych nóg.

Jednak sytuacja, która wydarzyła się w centrum Nowego Targu wymyka się wszelkim normom. Na nagraniu, które krąży w sieci widać deptak w centrum miasta. W pewnym momencie w obrazku pojawia się idący chwiejnym krokiem mężczyzna, który opiera się o latarnię. To, co się dzieje potem wygląda jak scena z filmu. Latarnia „składa się” jakby ważyła pięć kilogramów i trafia w idącą deptakiem kobietę.

Chodzi tędy z wnuczkiem…

– Byłem jednym z pierwszych, którzy pobiegli tej pani na pomoc. Próbowałem ją opatrzyć. Krew z głowy lała się jak z kranu. Zapytałem, ile palców widzi. Powiedziała, że dwa. Czy czuje nogi? Mówi, że tak. Kontaktowała. Ale oczy miała takie rozbiegane, raz w lewo, raz w prawo. Ułożyliśmy ją, zatamowaliśmy krew, no i czekaliśmy. To wszystko wyglądało strasznie opowiedział „Wyborczej” sprzedawca z jednego z pobliskich sklepów, który ruszył 69-latce na pomoc.

Wiadomo już, że kobieta chodziła tą drogą codziennie, by odebrać wnuczka z przedszkola. – Kiedy ją zobaczyłem, byłem zdziwiony, że tym razem szła sama. Ale nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby dziecko było obok – dodał mężczyzna.

Szczęście w nieszczęściu skończyło się na założeniu kilku szwów na głowę. A władze miasta chyba powinny przeprowadzić dogłębną kontrolę wszystkich latarni w mieście…

Źródło: Wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *