Dochodziła już 22:00, zadzwonił domofon, a tam… proboszcz i ministranci! „Zerwałem się czym prędzej”

Pan Maciej był w dużym szoku, gdy późnym wieczorem rozdzwonił się domofon. Jak się po chwili okazało, to miała być wizyta duszpasterska. – Może następnym razem warto przełożyć odwiedziny? – denerwuje się mężczyzna.

Czas kolędy

Ostatnie tygodnie roku i początek nowego to okres wizyt duszpasterskich w domach katolików, czyli popularna kolęda. – Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznawać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza w niepokojach i smutku, oraz umacniając ich w Panu, jak również – jeśli w czymś nie domagają – roztropnie ich korygując – czytamy w Kodeksie prawa kanonicznego.

Teoretycznie kolęda ma więc na celu spotkanie i zapoznanie się ze swoimi parafianami oraz pobłogosławienia domu. – Księża nie idą po to, żeby kontrolować i przepytywać, ale po to, żeby błogosławić. Po drugie, każde spotkanie z księdzem może być wylaniem swoich żali na Kościół. To może być wcale niezły początek do poważnej rozmowy o wierze – przekonywał na łamach „Tygodnika Powszechnego” abp Grzegorz Ryś. A jak z tym bywa? Pewnie sami najlepiej wiecie.

Coraz częściej można się spotkać z instrukcjami wydawanymi przez parafie czy proboszczów w związku z odwiedzinami w domach wiernych. I nie chodzi tu tylko o wcześniejsze zasygnalizowanie czy w danym gospodarstwie ksiądz jest mile widziany (to akurat niegłupia praktyka). Zdarzają się jednak dużo bardziej szczegółowe wskazówki: jak się ubrać, jaka ma być temperatura w mieszkaniu. Serio!

Nie za późno?

Najnowsza historia związana z wizytą duszpasterską pochodzi z serwisu trojmiasto.pl. Do redakcji napisał poruszony pan Maciej, którego zerwał na równe nogi domofon, tuż przed godz. 22.00. – Zerwałem się czym prędzej, żeby wyłączyć domofon, potem biegnę do okna, otwieram i już mam coś krzyknąć, gdy na dolę widzę… ministrantów – napisał mężczyzna. Nic dziwnego, ze się wkurzył, bo usypiał 1,5 roczną córkę.

Po chwili drzwi do bloku otworzył jeden z sąsiadów. – Mieszkam na pierwszym piętrze, więc nie mam zbyt wiele czasu na reakcję. Działam w pośpiechu. Biorę skrawek kartki i piszę na niej: „nie dzwonić”. Potem orientuję się, że to może nie wystarczyć, bo jak nie dzwonić, to może pukać. Dlatego dopisuję, żeby nie było wątpliwości: „nie pukać” – opisuje pan Maciej. Dopiero później mężczyzna znalazł rozpiskę z kolędą, na której było napisane „odwiedzamy wiernych w godzinach 17-21. Prosimy o wybaczenie ewentualnych spóźnień”.

– Ok, wybaczam, ale może następnym razem warto przełożyć odwiedziny? – podsumował.

Źródło: trojmiasto.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *