Nowe zasady kolędy, TAM księża nie zapukają. Duchowny o wszystkim opowiedział. „Więcej wrogości”
Screenshot: YouTube
Ksiądz z Poznania opowiedział o nowych zasadach kolędy. Duchowny dostrzega ich plusy, ale żałuje ograniczonego kontaktu z tymi, którzy „mają luźniejszy kontakt” z Kościołem.
Koniec roku, czyli początek kolędy
Ostatnie tygodnie roku to okres wizyt duszpasterskich w domach katolików, czyli kolędy. – Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznawać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza w niepokojach i smutku, oraz umacniając ich w Panu, jak również – jeśli w czymś nie domagają – roztropnie ich korygując – czytamy w Kodeksie prawa kanonicznego.
Teoretycznie kolęda ma więc na celu spotkanie i zapoznanie się ze swoimi parafianami oraz pobłogosławienia domu. – Księża nie idą po to, żeby kontrolować i przepytywać, ale po to, żeby błogosławić. Po drugie, każde spotkanie z księdzem może być wylaniem swoich żali na Kościół. To może być wcale niezły początek do poważnej rozmowy o wierze – przekonywał na łamach „Tygodnika Powszechnego” abp Grzegorz Ryś. A jak z tym bywa? Pewnie sami najlepiej wiecie.
Coraz częściej można się spotkać z instrukcjami wydawanymi przez parafie czy proboszczów w związku z odwiedzinami w domach wiernych. Chodzi m.in. o wcześniejsze informowania parafii/zapraszanie księży, by ci nie dzwonili do domów osób, które nie mają ochoty na spotkanie. Kolęda „na zapisy” zyskała popularność w czasach pandemii. I w wielu miejscach już tak zostało.
Ksiądz o kolędzie po nowemu
– To rozwiązanie ma plusy i minusy. Plusem jest to, że rzeczywiście idziemy do tych, którzy chcą i od razu sprawa jest oczywista. Chodzenie od domu do domu zawsze jest taką okazją, żeby spotkać się z tymi, którzy być może mają trochę luźniejszy kontakt z Kościołem, ale księdza by przyjęli, bo jest dużo takich ludzi. Niestety do nich już z kolędą nie docieramy i to jest minus – powiedział na antenie Radia ZET ksiądz Piotr z jednej z poznańskich parafii.
Duchowny dodał, że pozwala to uniknąć też nieprzyjemnych sytuacji, które czasami się zdarzały. – Tej wrogości jest troszeczkę więcej. Czasami spotyka się takich, którzy powiedzą coś brzydkiego do nas lub o nas. To jest też duży minus, jak mali ministranci, z którymi chodzimy, są brzydko przyjęci przez niektórych, to jest niefajne, więc chodzenie do tych, którzy się zapisali, likwiduje taką sytuację – podsumował ksiądz.
A jak jest u Was? Przyjmujecie księdza?
Źródło: Radio ZET