Bitwa na platformie X! PiS-owcy złapali za klawiatury i wystukali żenujące posty. „Sugestie rodem z propagandowych pasków”

Zatrzymanie Nicolása Maduro stało się w Polsce nie tyle informacją ze świata, ile pretekstem do kolejnej wojny zastępczej, rozegranej na platformie X w stylu prezydenta USA. Politycy prawej strony, szczególnie z PiS, już nie tylko bezrefleksyjnie popierają Trumpa we wszystkim, ale chcą być jak prezydent, którego wypowiedzi są jak jego krawat – czerwone od chamstwa i często poniżej rozporka.

Dyskusja polityczna na platformie X dawno przestała udawać debatę, a zaczęła przypominać konkurs na najmocniejszy skrót myślowy. Iskra wywołała ogień i to na wszystkich frontach politycznych w Polsce. Tomasz Sakiewicz, naczelny Telewizji Republika, w swoim charakterystycznym stylu zestawił Assada i Maduro z Donaldem Tuskiem.

Sugestia była czytelna, bo skoro Amerykanie potrafią sięgnąć po dyktatorów, to czemu nie mieliby „zrobić porządku” także w Polsce. Tweet Sakiewicza był niczym broń masowego rażenia w 280 znakach. Reakcja przyszła natychmiast. I co ciekawe, nie tylko z jednej strony.

Nawet prawicowi użytkownicy X, zwykle odporni na retoryczne ekstremum, zaczęli pisać, że to „krok za daleko”, że „Tusk Tuskiem, ale to nasza sprawa”. W samym PiS-ie, jak wynika z rozmów kuluarowych, wybuchła irytacja. Nie dlatego, że partia nagle odkryła w sobie szacunek do premiera, lecz dlatego, że ktoś znów pomylił emocjonalny przekaz z polityczną strategią.

Agresja paradoksu wyborczego

Pierwszy paradoks tej historii ujawnił się w najbardziej radykalnej narracji, która ma mobilizować „twardy elektorat”, a coraz częściej działa jak prezent dla przeciwnika. Wpis Sakiewicza był masowo podawany dalej przez polityków KO, a sam Tusk skwitował sprawę krótko: „PiS nie wierzy już w zwycięstwo w demokratycznych wyborach”. W jednej chwili narracja o „reżimie” obróciła się przeciwko tym, którzy ją uruchomili.

Platforma X ma bowiem swoją bezlitosną logikę. Nie nagradza racji, tylko nagradza zasięg. Nie premiuje precyzji, tylko emocję. To dlatego politycy tak chętnie po nią sięgają i zarazem tak wielu często na niej przegrywa. Każdy tweet jest jednocześnie deklaracją i pułapką. Raz wypuszczony w obieg, zaczyna żyć własnym życiem, karmiąc algorytmy i przeciwników.

W tym sensie zachowanie Mariusza Kamińskiego i Izabeli Kloc, europosłów PiS, którzy poszli o krok dalej w porównaniach i insynuacjach było podręcznikowym przykładem politycznego braku wyczucia. Zdjęcia na Facebooku, wygenerowane przez AI, sugestie rodem z propagandowych pasków, zero kontekstu, maksimum efektu. To działa w mediach tożsamościowych, ale zabija wiarygodność partii, która chce wrócić do władzy. Post wraz z feralnym zdjęciem już zniknął z FB.

screen/ Mariusz Kamiński X

Nie jest to zresztą przypadek odosobniony. Platforma X wielokrotnie była areną podobnych eskalacji. Wystarczy przypomnieć amerykańskie spory wokół Donalda Trumpa, gdzie każdy wpis był paliwem dla kolejnej medialnej burzy albo brytyjski Brexit, który w dużej mierze został „przegadany” i „przekrzyczany” właśnie w social mediach. We Francji Emmanuel Macron regularnie staje się celem memicznych kampanii, które żyją własnym życiem, niezależnie od faktów. W Polsce ten mechanizm działa identycznie, a różnią się tylko aktorzy.

Aktorzy jednego wpisu

Kluczowe jest jednak coś innego. Platforma X nie jest dziś narzędziem dialogu między politykami, ale stała się przestrzenią performansu. Politycy nie rozmawiają ze sobą, bo oni po prostu występują przed publicznością. Każdy wpis to sygnał wysyłany do „swoich”, a jednocześnie prowokacja rzucona w „tamtych”. Problem zaczyna się wtedy, gdy performans zaczyna zastępować myślenie.

Dlatego tak znaczący był lakoniczny wpis z konta Jarosława Kaczyńskiego. Nawet jeśli formalnie prowadzi je Radosław Fogiel. Dla wielu w PiS-ie był to czytelny sygnał, że „stop”. Reprymenda dla tych, którzy osobiste obsesje i fantazje o politycznej zemście mylą z realną grą o władzę.

Historia z Maduro pokazuje coś jeszcze. Język „reżimu”, „dyktatury” i „kajdanek” coraz słabiej działa na wyborców. Ludzie widzą, że państwo funkcjonuje, wybory się odbyły, władza zmieniła się w sposób demokratyczny. Gdy napięcie jest sztucznie podkręcane, elektorat wcale się nie radykalizuje, tylko zaczyna oddalać.

Platforma X stała się więc dla polityków lustrem, w którym widać wszystkie ich słabości, m. in. brak dystansu, skłonność do przesady, uzależnienie od natychmiastowej reakcji, a czasami zwykłą głupotę. To pole bitwy, na którym łatwo krzyczeć, ale trudno wygrać. I coraz częściej zwycięzcami „socialmedialnych” pojedynków nie są ci, którzy krzyczą najgłośniej, lecz ci, którzy potrafią przeczekać cudzą awanturę. W polityce bowiem, nawet tej prowadzonej w 280 znakach, nadal obowiązuje stara zasada, że emocja daje zasięg, ale strategia daje władzę.

Kuba Urbański

Scenarzysta, reżyser i historyk sztuki. Przez wiele lat reporter i publicysta w prasie i w radiu, m. in. Gazeta Wyborcza, Wprost, Polskie Radio 1 i BBC. Autor bloga „To kwestia sztuki”.
Teraz pisze recenzje filmowe i teksty publicystyczne z zakresu mediów, spraw społecznych oraz kultury.

Jedna odpowiedź na Bitwa na platformie X! PiS-owcy złapali za klawiatury i wystukali żenujące posty. „Sugestie rodem z propagandowych pasków”

  1. tomasz pisze:

    hamerykański Donald zrobił akcje policyjną i niektórzy nasi się bardzo cieszą, a pewnie bardziej by się cieszyli i wielbili naszego Donka gdyby zrobił akcję policyjną na Węgrzech i na następnego dnia w telewizji relacja z sądu. wtedy nasz Donek też byłby chwalony w tv republika 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *