Abp Jędraszewski grzmi ws. wydarzeń ze szpitala w Oleśnicy i uderza w rząd. „Dziecko mogło żyć”

Abp Marek Jędraszewski wykorzystał tragiczną historię ze szpitala w Oleśnicy, by przyłożyć rządowi. Kontrowersyjny duchowny „politykował” podczas misterium pasyjnego.

A kościół, jak zawsze, dzieli

Znany ze swoich kontrowersyjnych poglądów arcybiskup z Krakowa – Marek Jędraszewski – wygłosił w piątek kazanie przy okazji misterium pasyjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej. Duchowny porównywał historie z napisanej około 2000 lat temu księgi do obecnych wydarzeń w Polsce. Krytykował między innymi zmiany w systemie edukacji, czyli redukcję religii w szkołach oraz nauczanie o seksualności. Powiedział, że dzieci w polskich szkołach „usiłuje się zabijać również w przenośni, uderzając w niewinne serce i umysł”. Jak wiadomo, najwięcej o współżyciu według kościoła dzieci może nauczyć ksiądz, a zwłaszcza za zamkniętymi drzwiami zakrystii.

Innym z tematów, który poruszył arcybiskup, była głośna sprawa w Oleśnicy, gdy Grzegorz Braun wtargnął do szpitala, w którym jedna z ginekolożek przeprowadzała legalnie aborcje. Kandydat na prezydenta twierdził, że dokonuje „obywatelskiego zatrzymania”. Znów jednak wszyscy obrońcy życia zapomnieli o fakcie, że dziecko to było skazane na krótkie życie, pełne bólu cierpienia, ponieważ urodziło by się z poważnymi schorzeniami.

Jędraszewski rzucił stwierdzeniem, że aktualnie odbywa się sąd Boży nad Polską. – Głównym prześladowanym i najbardziej zagrożonym jest bowiem dzisiaj małe, niewinne i bezbronne dziecko, które zabija się śmiertelnym uderzeniem w jego serce. Zabija się je dosłownie i w przenośni. Zabija się je najpierw przed urodzeniem – opowiadał.

Jędraszewski groził, że niektórzy politycy i media głównego nurtu promują narrację liberalizacji aborcji i że może dojść do takiej sytuacji, że w pewnym momencie Polacy będą mieli prawo „zabijania dzieci na życzenie, tak jak dzieje się to we Francji”.

Niejako symboliczną stała się ostatnio sprawa malutkiego Felusia, którego tuż przed urodzeniem, gdy jego mama znajdowała się w dziewiątym miesiącu ciąży, zabito w szpitalu w Oleśnicy, wprowadzając w jego serduszko śmiercionośny zastrzyk z chlorkiem potasu. Dziecko mogło żyć, gwarantowali to lekarze w Łodzi. Jednak matka Felusia, ulegając namowom jednej z proaborcyjnych organizacji, wyraziła zgodę na tak zwaną procedurę indukcji asystolii płodu. Za tym zupełnie technicznym sformułowaniem stoi jednak jedna zupełnie oczywista prawda: zamordowanie niewinnego dziecka – grzmiał z ambony.

Źródło: Onet

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *