Wyrzucili ją z „Sanatorium miłości”, teraz przerywa milczenie. „Są paragrafy za nękanie”
Screenshot: Facebook/ Snatorium MIłości TVP
Ostatnia edycja „Sanatorium Miłości” miała nietypowy przebieg. Uczestniczka Barbara tak dawała się we znaki grupie, że opuściła program. – Ja nikogo nie raniłam. To mnie raniono – mówi teraz w „Fakcie”. I kontratakuje.
Kolejna edycja hitu TVP
„Sanatorium miłości” jest od wielu lat jednym z najpopularniejszych formatów TVP. Program cieszy się dużą sympatią i zainteresowaniem telewidzów, którzy śledzą losy seniorów poszukujących miłości, bliskości, albo po prostu przyjaciela. Skąd taka popularność programu prowadzonego przez Martę Manowską? Program ogląda się po prostu jak dobry serial romantyczno-obczajowy, a przecież emocje, które płyną z ekranu są autentyczne. Seniorzy, którzy biorą w nim udział nie są przecież wynajętymi aktorami – ich historie wzruszają i sprawiają, że widzowie liczą na happy end – miłość poznaną w programie.
Ósma edycja popularnego show, która zagościła w wiosennej ramówce TVP, obfituje w wielkie emocje, dramatyczne wyznania uczestników i zaskakujące zwroty akcji. Fora internetowe, na których udzielają się fani programu rozgrzewają się w niedzielne wieczory do czerwoności – nic dziwnego, każdy miał swoich faworytów i uczestników, z którymi sympatyzował.
Jedną z uczestniczek ostatniej edycji „Sanatorium Miłości” była Barbara. Kobieta od początku dawała się we znaki uczestnikom, którzy nie szczędzili jej słów krytyki. Najcięższą przeprawę z pobudzoną seniorką miała Lilla, z którą dzieliła pokój. W końcu grupa odetchnęła, bo Barbara opuściła program dla dobra niezadowolonej grupy. Teraz kobieta opowiedziała o tamtych wydarzeniach ze swojej perspektywy.
Poziom uczestników jej nie odpowiadał
– Nie wszyscy mieli towarzyskie maniery i obycie. Dotyczyło to Lilli, Tereski, Heńka wysokiego. Ich poziom rozmów mi nie odpowiadał. Czasami też Zbyszka i Mike’a, bo nic mądrego nie wnosili, a nie dawali mi skończyć zdania – wyznała „Faktowi”. Kilka słów poświęciła też swojej koleżance z pokoju. – Zapraszałam ją na kawę, na spacer, do rozmowy. U niej tego nie było. (…) Potem pojawiły się opinie, że ją męczę – wyznała.
– Z plotkarskich mediów dowiedziałam się, że rzekomo się pobiłyśmy, że szarpałyśmy się za włosy, że trafiłam do szpitala. Mój brat pracuje w służbach mundurowych i doradzał, abym się broniła, bo są paragrafy za nękanie, za pomówienia w internecie – pogroziła. – To, co pokazano w telewizji, nie było pełnym obrazem mnie. Znam swoją wartość, mam doświadczenie, mam wiedzę. Jestem kreatywna, koleżeńska, lubię być zrozumiana, nie lubię ograniczeń i chaosu, który Lilla wprowadzała – podsumowała.
Źródło: Fakt.pl