Tragedia w Ustce. Sąsiedzi nożownika przerywają milczenie. „Usłyszałem wołanie o pomoc”
/YouTube
Tragedia w Ustce zaczęła się nagle. 44-letni funkcjonariusz SOP wstał od stołu i wziął nóż. Zabił 4-letnią córkę, a jej matka walczy o życie. Dziennikarze porozmawiali z sąsiadami, którzy mieszkali przez ścianę z nożownikiem.
„Taka tragedia nie zdarzyła się jeszcze w Ustce”, mówił jeden z mieszkańców. Mała Anielka straciła życie, mimo długiej reanimacji na klatce schodowej. Jej mama walczy o życie w szpitalu. Teściowie nadal pozostają pod opieka lekarzy. Sąsiedzi wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Pan Krzysztof, jeden z mieszkańców bloku przy ul. Bałtyckiej w Ustce, wspomina, że kilka dni temu rozmawiał z Piotrem K. i jego rodziną. – Znam go, widzieliśmy się jeszcze w niedzielę. Rozmawialiśmy – opowiada, jakby chciał cofnąć czas, bo nie może uwierzyć w to co się stało.
W poniedziałek, 26 stycznia 2026 r., w jednym z bloków przy ulicy Bałtyckiej w Ustce, w woj. pomorskim 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa (SOP) Piotr K., rzucił się z nożem na swoja rodzinę. Jego córeczka, Anielka, nie przeżyła tego ataku. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce musieli obezwładnić agresywnego 44-latka. – Ranił nożem pięcioro członków swojej rodziny oraz siebie. Czteroletniej dziewczynki mimo długiej reanimacji nie udało się uratować – przekazał policjant, który brał udział w tej interwencji.
Sąsiedzi cały czas w szoku
– Nie mogę powiedzieć o nim nic złego. Zawsze miły, rozmowny i kontaktowy – wspomina jeden z sąsiadów. Pozostali opowiadają jeszcze, że rodzina wydawała się szczęśliwa i harmonijna. Na fotografiach udostępnianych w mediach społecznościowych są uśmiechnięci. – Wyglądają na bardzo szczęśliwą rodzinę – mówi sąsiadka.
Rodzina funkcjonariusza przyjechała do teściów z Warszawy na ferie.
Piotr K. był w służbie od 23 lat. Brał udział w misjach zagranicznych, m.in. w Iraku i Afganistanie. Otrzymywał odznaczenia i pochwały. W SOP-ie służył jako pirotechnik. Opinie przełożonych: „spokojny i wzorowy funkcjonariusz”. – Cały tydzień wszystko było ok, a wczoraj wieczorem coś mu się odkleiło i ciach… jak leciało – mówi kolejny sąsiad z bloku.
O 21.30 sąsiad, który mieszka piętro niżej, usłyszał wołanie Wioletty S., matki Malwiny, żony Piotra. Karetki, straż pożarna i policja podjeżdżają pod blok kilkanaście minut później. Starszy syn, który był w mieszkaniu podczas ataku, uciekł i wyszedł na klatkę schodową. Później ktoś powie policji, że „widząc sąsiadów, nawet się uśmiechnął”.
Dożywocie dla mordercy
Po zatrzymaniu Piotr K., trafił do szpitala, a następnie do policyjnego aresztu. Prokuratura Okręgowa w Słupsku już wszczęła w tej sprawie. Śledczy zapowiadają, że mężczyzna usłyszy zarzut zabójstwa swojej córki oraz usiłowania zabójstwa pozostałych osób, co może skutkować karą dożywocia. Prokuratura bada przyczyny i motywy tego ataku. Na razie nie ma jednoznacznych dowodów, które wyjaśniłyby, co popchnęło funkcjonariusza do tak brutalnego czynu. Według zeznań teściów, atak miał miejsce nagle i bez widocznego powodu tuż po tym, jak wcześniej grali w karty i mężczyzna wyszedł do kuchni. – Zaatakował nagle. […] Nie było żadnego zapalnika, który by wywołał taką jego reakcję – mówi prokurator.
Rzecznik SOP potwierdził, że Piotr K. miał aktualne badania okresowe, w tym psychologiczne. – Został dopuszczony do dalszej służby w październiku 2025 r. – potwierdza
SOP zapowiedziała wsparcie psychologiczne dla rodziny i współpracowników formacji.
Źródło: Fakt