To on miał być kandydatem PiS na prezydenta? Wszystko przez Jaworowicz! „Kaczyński o nim myślał”

Elżbieta Jaworowicz ze „Sprawy dla reportera” mogła nieświadomie wyłonić kandydata PiS na prezydenta. Miał nic zostać polityk z Nowogrodzkiej znany z występów w programie. Co poszło nie tak?

Kandydat z programu Jaworowicz

„Sprawa dla reportera” jest stały punktem ramówki telewizji publicznej. Aż trudno w to uwierzyć, ale od 1984 r. Elżbieta Jaworowicz – czyli od samego początku – jest twarzą programu, który z całą pewnością pomógł wielu osobom, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie. Jednak z czasów TVPiS czwartkowe wieczory z dziennikarką i jej gośćmi skręcały w trudnym do wytłumaczenia kierunku.

Ok, czasami poruszane sprawy były warte uwagi i pokazywały bezduszność prawa. Ale często mieliśmy nieodparte wrażenie, że autorzy programu kręcą bekę z ludzkich nieszczęść. Jak inaczej interpretować finałowe występy gwiazd disco polo czy prawiczno-moralne rady takich autorytetów jak – z całym szacunkiem – Krzysztof Zanussi lub Michał Wiśniewski. I jeszcze ten montaż, zbliżenia, podkłady muzyczny…

Jak się okazuje, program Jaworowicz mógł wpłynąć na losy… kraju. Serio! Na rynku w ubiegłym roku pojawiła się książka „Duduś. Prezydent we mgle” autorstwa Jacka Gądka. Dowiadujemy się z niej m.in. o zmianach, jakie dokonały się w mentalności prezydenta i Pierwszej Damie, która miała dużo do powiedzenia w Pałacu i nawet siała postrach. Jeden z rozmówców Gądka z bliskiego otoczenia Jarosława Kaczyńskiego opowiedział o poszukiwaniu kandydata PiS na prezydenta w 2014 r. Jednym z faworytów był polityk znany ze „Sprawy dla reportera”.

Niewiele brakowało!

– Janusz Wojciechowski był rozważany przez Kaczyńskiego dlatego, że był bardzo dobrze znany na wsi – przede wszystkim na tym płynął. Nawet jeśli dzisiaj Kaczyński wyrzekł się Wojciechowskiego, to wtedy o nim myślał jako kandydacie. Bo automatycznie on był doskonale znany wśród zwykłych ludzi. O mały włos to Elżbieta Jaworowicz, u której często występował jako sprawiedliwy sędzia, zdecydowałaby o tym, kto jest kandydatem PiS na prezydenta czytamy w książce Jacka Gądka.

– Można się śmiać, ale tak właśnie było. Jego występy w „Sprawie dla reportera” to był mocny argument za nim. A inny był taki, że partia nie musiałaby budować jego rozpoznawalności, bo to był polityk z historią, wywodzący się z PSL, więc przynajmniej teoretycznie łatwo by mu było przekonać elektorat ludowy, żeby w potencjalnej drugiej turze zagłosować na niego, a nie na Bronisława Komorowskiego – dodał rozmówca dziennikarza.

Coś nam mówi, że gdyby Janusz Wojciechowski został prezydentem, to środowisko PiS nie zwracało by uwagi na rude włosy Donalda Tuska.

Źródło: Se.pl, „Duduś. Prezydent we mgle”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *