Suski wyszedł z kościoła i ruszył na mężczyznę. Teraz żali się na policję! „Nie dotykałem ŁOBUZA”
screen/ Polsat News
Pod kościołem w okolicy pomnika smoleńskiego rozegrały się szokujące sceny. Marek Suski wyrwał transparent aktywiście, a kroku próbował dotrzymać mu Antoni Macierewicz. Jak to wszystko tłumaczy poseł PiS?
Miesięcznica znaczy awantura
Kolejny miesiąc, kolejna miesięcznica i… kolejna awantura. To już tradycja, że 10. dnia każdego miesiąca na placu Piłsudskiego w Warszawie dochodzi do mniejszych lub większych incydentów. Jarosław Kaczyński i jego świta najpierw idą do kościoła (pomodlić się za zdradzieckie mordy?), później przychodzą pod pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej, by uczcić kolejną miesięcznicę, a na miejscu czekają już manifestanci.
Tym razem wszystko było nieco inaczej. Po pierwsze dlatego, że zabrakło Jarosława Kaczyńskiego. To efekt tego, że prezes PiS przeszedł chorobę, niedawno wyszedł ze szpitala i zapewne musi się jeszcze oszczędzać. Tym bardziej, że pogoda pod psem. We wtorek na miejscu przemawiał więc pupilek prezesa, Mariusz Błaszczak. – Spotykamy tu pomodlić się i oddać hołd tym, którzy polegli nad Smoleńskiem. Niestety nasze uroczystości są, jak co miesiąc, zakłócane przez ludzi, których w naszej kulturze europejskiej, chrześcijańskiej, nazywa się wprost barbarzyńcami – grzmiał.
Jak się okazuje do pierwszych awantur doszło jednak przed wystąpieniem Błaszczaka. Gdy politycy PiS wyszli z kościoła i kierowali się w stronę pomnika na ich drodze stanął aktywista z wymownym transparentem. „Najwięksi kłamcy, złodzieje, zbrodniarze, degeneraci nie siedzą w więzieniach, ale na salach parlamentów” – brzmiał jego przekaz. Tyle wystarczyło, by rozsierdzony Marek Suski ruszył na mężczyznę, by wyrwać mu transparent.
Poseł się tłumaczy i żali na policję
Skończyło się szarpaniną, do akcji musieli wkroczył funkcjonariusze. A to nie wszystko, bo wtedy do całej grupy dołączył Antoni Macierewicz! W wyniku zamieszania popchnięty został aktywista, ale nie upadł dzięki interweniującym policjantom. Jak całe zajście wytłumaczył nad aktywny tego dnia Marek Suski?
Poseł PiS w rozmowie z „Faktem” potwierdził, że „zabrał łobuzowi pod pomnikiem tablicę z napisami nawołującymi do zabicia Kaczyńskiego, Błaszczaka i mnie”. – Rękoczynu nie było. Nie dotykałem łobuza – dumnie ogłosił i poskarżył się na policję. – Policja nas nie spisała. Powinni zatrzymać tego nawołującego do zbrodni – podsumował.
Źródło: Fakt.pl