Schreiber dla atencji zrobi wszystko? Spaliła nawet flagę. „To nie jest polityczna krucjata”
Screen: Instagram/Marianna Schreiber
Politycy oraz celebryci prawicowego nurtu, którzy coraz częściej ujawniają swoje antyzachodnie sympatie, prowadzą nas wprost w objęcia Putina. Marianna Schreiber, paląc flagę OUN/UPA, bardzo dobrze wpisuje się w tego rodzaju politykę.
Marianna Schreiber i jej podobni nie prowadzą żadnej krucjaty patriotycznej. Oni jedynie realizują, świadomie lub nie, zadania wyznaczone przez manipulatorów politycznych wprost z gabinetów FSB i GRU w Moskwie. Pod pretekstem budowania kapitału politycznego wśród zwolenników prawicy narodowej, Schreiber świadomie lub nie staje się agentem Putina.
Symboliczne gesty nabierają szczególnego znaczenia w konfliktach hybrydowych, w których informacja i emocje stają się równie potężnym orężem, co pociski manewrujące na froncie. Marianna Schreiber spaliła flagę OUN/UPA i nie pochylałbym się nad rozhisteryzowaną celebrytką, gdyby nie fakt, że to dobry przykład, jak łatwo można popaść w pułapkę uproszczeń. Tolerowanie, tego rodzaju próby budowania kapitału politycznego na traumach z przeszłości, w momencie, gdy za naszą wschodnią granicą toczy się walka o wolność, jest zagrożeniem, które ustawia nas wszystkich po stronie zła, które jak dotąd jest utożsamiane z putinowskim agresorem. Schreiber jak hiena, próbuje wykorzystać walkę dwóch drapieżników, by kąsać jednego z nich, licząc, że on przegra i celebrytka będzie mogła bez konsekwencji żywić się jego truchłem. Niestety, świat tak nie działa, bo cokolwiek prawica wymyśli przeciwko Ukraińcom, to powinna zdawać sobie sprawę, że dla Rosji nie jesteśmy żadnym partnerem, a jedynie kolejną ofiarą do konsumpcji.
Anatomia nieporozumienia
Podstawowym błędem w debacie publicznej jest utożsamianie współczesnego kultu Stepana Bandery na Ukrainie z afirmacją ludobójstwa na Wołyniu. Z perspektywy faktów historycznych należy przypomnieć, że w czasie, gdy dochodziło do najstraszniejszych zbrodni w 1943 roku, Bandera od niemal dwóch lat przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen (od lipca 1941 r.), osadzony tam za próbę ogłoszenia niepodległości Ukrainy wbrew woli III Rzeszy.
Dla dzisiejszego Ukraińca Bandera nie jest symbolem „antypolskości”, lecz ikoną niezłomnego oporu przeciwko sowieckiej okupacji. To rozróżnienie jest kluczowe. Ukraińcy budują swoją tożsamość na micie walki z Moskwą, a więc tym samym wrogiem, który dziś bombarduje ich szpitale i elektrownie. Przenoszenie tej symboliki bezpośrednio na grunt relacji polsko-ukraińskich bez uwzględnienia kontekstu antyrosyjskiego jest przejawem braku politologicznej empatii i historycznej rzetelności.
Od Hołodomoru po zdradę ryską
Nie można zrozumieć determinacji Ukrainy, nie patrząc na jej tragiczną drogę do niepodległości. Po I wojnie światowej Ukraińska Republika Ludowa pod wodzą Symona Petlury była jedynym realnym sojusznikiem naszego kraju w walce z bolszewikami. Niestety, traktat ryski z 1921 roku, który zakończył wojnę polsko-bolszewicką, został przez Ukraińców odebrany jako „zdrada ryska”. Ich państwo zostało podzielone między Polskę a Związek Sowiecki, co przekreśliło ich marzenia o suwerenności na dziesięciolecia.
To właśnie pod panowaniem Stalina Ukraina doświadczyła jednej z największych zbrodni w historii ludzkości. Hołodomoru (Wielkiego Głodu) w latach 1932–1933, sztucznie wywołanego głód, który miał na celu złamanie ukraińskiego ducha i fizyczną eliminację rdzennej ludności. Śmierć milionów ludzi w „spichlerzu Europy” była bezpośrednim efektem rosyjskiego imperializmu, który dziś powraca w nowej, równie zbrodniczej formie. Ta historyczna trauma sprawia, że dzisiejsza walka Ukrainy nie jest jedynie sporem o terytorium, ale walką o uniknięcie kolejnej próby wynarodowienia.
Niezabliźnione rany narodowe
Rzeź wołyńska (80–120 tysięcy ofiar) pozostaje niezabliźnioną raną w polskiej pamięci. To było okrutne ludobójstwo, a bestialstwo, z jakim mordowano rodziny, wymaga pełnego rozliczenia i godnego upamiętnienia ofiar. Pamiętajmy jednak o proporcjach i kontekście. W akcjach odwetowych zginęło około 15 tysięcy Ukraińców i jeśli nawet, ktoś pozwoli sobie na porównania, to przestrzegam przed budowaniem rankingów nienawiści państwowej, bo dla ofiar te liczby nie mają znaczenia. Historia naszych narodów jest utkana z wzajemnych krzywd, sięgających wieków wyzysku Kozaków przez polską szlachtę, co również kładło fundamenty pod przyszłą nienawiść.
Jednakże, mieszanie faktów sprzed 80 lat z dzisiejszą rzeczywistością geopolityczną jest nie tylko błędem, ale wręcz głupotą. Współczesna Ukraina jako państwo będzie musiała zmierzyć się z tą prawdą, ale, jak słusznie zauważają komentatorzy, nie można wymagać tego rozliczenia w momencie, gdy ten naród przelewa krew za bezpieczeństwo całej Europy.
Wspólna straż przedmurza demokracji
Polska odegrała i odgrywa rolę cywilizacyjnego lidera, otwierając swoje domy i serca dla milionów uchodźców. To bezprecedensowy akt solidarności, który zbudował fundament pod relacje obu narodów. Nie możemy tego stracić, pozwalając nierozgarniętym celebrytkom na niszczenie tych relacji, w jak się wydaje czasami mało znaczących gestach, ale należy pamiętać, że często wielkie spory z bardzo tragicznym zakończeniem, zaczynają się od jednego rzutu kamieniem. Powinniśmy zrozumieć, że to Ukraina stoi dziś na straży przedmurza zachodniej demokracji. Każdy ukraiński żołnierz w okopach Donbasu broni nie tylko Kijowa, ale także Warszawy, Berlina i Paryża przed neoimperialną agresją ze strony putinowskiej dyktatury.
Dziś naszym zadaniem jest bycie partnerem i dyplomatą, a nie sędzią ferującym wyroki na podstawie symbolicznych gestów, takich jak spalenie flagi. Odpowiedzialność za przeszłość spoczywa na barkach państw i historyków, ale odpowiedzialność za przyszłość spoczywa na nas wszystkich. Ukraina, walcząc o swoją suwerenność, walczy o prawo całej Europy do pokoju. Wsparcie dla nich jest nie tylko odruchem serca, ale najbardziej pragmatycznym wyrazem polskiej racji stanu w XXI wieku.
Jedna odpowiedź na Schreiber dla atencji zrobi wszystko? Spaliła nawet flagę. „To nie jest polityczna krucjata”
O takich bez …mózgach……szkoda cokolwiek pisać.