Prezes wściekły! Walczy o powrót PiS do władzy, a przy Nowogrodzkiej… „Nie chce im się walczyć”

screen/ Sejm
PiS nabrało wiatru w żagle i planuje rychły powrót do władzy. Jarosław Kaczyński nie akceptuje żadnych półśrodków – jego partia ma rządzić samodzielnie. A do tego trzeba poświęcenia wszystkich członków partii.
Po zwycięstwie Karola Nawrockiego na Nowogrodzkiej zapanowała euforia, a PiS nabrało wiatru w żagle. Jarosław Kaczyński i jego ekipa już szykują się do przejęcia władzy – albo po wyborach w 2027 roku, a jak się da, to wcześniej. Co istotne, prezes PiS nie respektuje półśrodków – jego partia ma rządzić samodzielnie, a nie w koalicji z Konfederacją. To dlatego w ostatnich dniach Kaczyński w ostrych słowach atakuje partię Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka.
Skąd takie optymistyczne założenia prezesa PiS? Jak dowiedział się „Newsweek”, na biurko Kaczyńskiego trafił bardzo korzystny sondaż wewnętrzny, który daje partii z Nowogrodzkiej 35-proc. poparcie. Oczywiście nie da się teraz przewidzieć, na ile mandatów się to przełoży (kluczowa jest kwestia, czy do Sejmu wejdą partie balansujące na granicy progu wyborczego). Ważne jest jednak, że Kaczyński poczuł krew i uznał, że jego partia nie musi oglądać się na Konfederację.
– Wracamy – przyznają politycy PiS w rozmowie z „Newsweekiem”. Teraz Kaczyński mobilizuje swoich ludzi do ciężkiej pracy w terenie i walczyli o kolejne 3-4 punkty procentowe, które mogą przesądzić o samodzielnych rządach. Prezes jest sfrustrowany, bo w szeregach partii doszło do rozprężenia: niektórzy uważają, że wystarczy dogadać się z Konfederacją i sprawa załatwiona.
– Jarosław Kaczyński jest wściekły, bo widzi, że część partii już myśli: „wejdziemy w koalicję z Konfederacją i przejmiemy władzę”. A przez to nie chce im się walczyć. Wszystkie sondaże pokazują, że wracamy do władzy, ale Kaczyński chce wrócić do niej samodzielnie – mówi rozmówca „Newsweeka”.
Kaczyński nie zamierza dogadywać się z Konfedracją. A na pewno nie widzi w niej równego politycznego partnera. Dlatego planuje w nią uderzyć i odebrać część elektoratu. Dlatego PiS paradoksalnie wcześniejsze – a przynajmniej zbyt szybkie – wybory mogą być nie na rękę. Po prostu na osłabienie partii Mentzena potrzeba czasu.
Źródło: Newsweek