Nowe fakty ws. tragedii w Jarosławiu. To dlatego napastnik przyjechał do miasta. „Chciał odzyskać”
screen / TVN / Tomasz Buczek YT
Tragedia w Jarosławiu. 31-letni Ukrainiec zaatakował nożem na terenie klasztoru pięć osób. Jeden z ranionych księży nie żyje. Ustalono, dlaczego napastnik przyjechał właśnie do Jarosławia.
Tragedia w Jarosławiu
Dramat rozegrał się w czwartek rano. 31-letni obywatel Ukrainy Ihor M. wtargnął na teren opactwa sióstr benedyktynek w Jarosławiu. Ranił nożem pięć osób, czterech księży i kobietę. Jeden z kapłanów nie przeżył ataku nożownika.
– Uderzył księdza Marka w tętnicę szyjną. Ksiądz Marek upadł. Mężczyzna obok stojący ratował. Prosił, żeby dał spokój. Wtedy on się odwrócił i księdza Stanisława, który szedł do konfesjonału, zaatakował z tyłu i uderzył go w plecy, a potem pobiegł do kawiarenki i tam uderzył księdza Adriana w głowę – relacjonuje w rozmowie z TVN tragiczne zdarzenie pani Urszula, która była świadkiem zdarzenia.
Przy kościele w Jarosławiu znajduje się Centrum Kultury i Informacji Chrześcijańskiej, które od początku wojny pomaga obywatelom Ukrainy. To nadaje temu dramatowi dodatkowego tragizmu. Dlaczego Ihor M. zaatakował klasztor? Skąd w ogóle wziął się w Jarosławiu? Według ustaleń, mężczyzna od kilku lat mieszkał w Niemczech. Postanowił jednak wrócić na Ukrainę. Wcześnie rano M. przyjechał samochodem na przejście graniczne w Korczowej.
Dlaczego napastnik przyjechał do Jarosławia?
I tu doszło do niefortunnego w skutkach splotu okoliczności. Pogranicznicy dokładnie go sprawdzili i odkryli, że Ukrainiec nie posiada obowiązkowego ubezpieczenia samochodu. Auto zostało zatrzymane.
– Przyjechała laweta i zabrała je do Jarosławia. Mężczyzna pojechał za nim. Chciał je odzyskać, żeby kontynuować podróż – ujawnił w rozmowie z „Faktem” informator znający kulisy wydarzenia. Z jakiegoś powodu Ihor M. po dotarciu do Jarosławia, nie poszedł od razu po samochód, ale ruszył do klasztoru. W izbie przyjęć szpitala, do którego trafił po zatrzymaniu, miał krzyczeć, że „tam dobrze karmią”. Być może znał to miejsce wcześniej? Jak wspomnieliśmy, po wybuchu wojny w klasztorze stworzono ośrodek dla uchodźców z Ukrainy. Do dziś mieszka tam kilkoro gości zza wschodniej granicy.
Napastnik najpierw wszedł do kawiarenki, która znajduje się obok wejścia do kościoła. Tam zaatakował pierwszego z kapłanów. Potem wtargnął do świątyni, gdzie ugodził dwóch kolejnych księży. A potem kolejne dwie osoby.
Jednemu z mężczyzn, który przyszedł na mszę, udało się zamknąć napastnika za kratami w kościele. Później na miejsce przybyła policja, która zatrzymała nożownika.