Minister Sikorski studzi zapędy Nawrockiego, chodzi o TEN plan Trumpa. „Radziłbym najpierw…”
Screen: didaskalia youtube
Karol Nawrocki przebiera nogami, żeby jeszcze bardziej podlizać się Donaldowi Trumpowi, ale Radosław Sikorski mówi: spokojnie! „Ja się przygotowuję, aby prezydentowi przekazać ocenę wszystkich szans i zagrożeń związanych z tą Radą Pokoju – wskazuje szef polskiej dyplomacji.
Sikorski sugeruje wstrzymać konie
Donald Trump powołał w styczniu Radę Pokoju, która ma zająć się Strefą Gazy, ale też częściowo zastąpić ONZ. Karol Nawrocki otrzymał zaproszenie do tej organizacji, ale polski rząd stara się mu wytłumaczyć, że nie jest to najlepszy pomysł. Radosław Sikorski wskazuje w rozmowie z mediami, że Rada budzi jego niepokój.
– Każdemu, kto chce mieć zdanie na temat tzw. Rady Pokoju, radziłbym najpierw przeczytać jej nietypowy statut – powiedział. – Waszyngton nie jest zobowiązany do jego ratyfikacji, ale wiele krajów, które przyjmą zaproszenie amerykańskiego prezydenta, ma taki obowiązek. Donald Trump jest w nim określony jako jednoosobowy i dożywotni szef Rady Pokoju z prawem mianowania następcy – dodał.
Ponadto taka przyjemność kosztuje i to aż miliard dolarów, najgorsze, że nie wiadomo, co dokładnie stanie się z tymi pieniędzmi. – Nie znam odpowiedzi na pytanie o status tej organizacji po zakończeniu przez niego [Trumpa] kadencji ani o los pieniędzy, które miałyby zostać do niej wpłacone przez kraje, które przyjmą zaproszenie – ostrzegł Sikorski.
Zagrożenia wizerunkowe
Obecnie ministerstwo spraw zagranicznych przygotowuje dla prezydenta raport o Radzie. — Ja się przygotowuję, aby prezydentowi przekazać ocenę wszystkich szans i zagrożeń związanych z tą Radą — tłumaczył szef MSZ. – Także zagrożeń wizerunkowych chociażby dla niego, bo, jak wiemy, członkiem Rady już została Białoruś, kraj niekoniecznie wobec nas życzliwy. Zaproszona została Federacja Rosyjska i to wtedy, gdy Putin bombarduje Kijów — wskazał.
I faktycznie, choć Rada może okazać się organem, który będzie decydował o losach świata (zakładając, że zastąpi ONZ), tak dla polskiego prezydenta zasiadanie w niej z Władimirem Putinem to wizerunkowy strzał w kolano. I to nie tylko na arenie międzynarodowej, ale też w Polsce. Wystarczy, by ktoś wykonał jedno zdjęcie, gdy podaje dłoń rosyjskiemu dyktatorowi, a słupki jego poparcia drastycznie spadną.