Maja Chwalińska wylądowała, sceny na lotnisku. Do akcji musiała wkroczyć policja

Maja Chwalińska jest już w Polsce. Świeżo upieczona finalistka French Open musiała być w szoku po tym, co spotkało ją na Lotnisku Okęcie.

Polscy kibice tenisa mają nową idolkę. Do Igi Świątek niespodziewanie dołączyła Maja Chwalińska. 24-latka z Dąbrowy Górniczej jeszcze dwa tygodnie temu było poza pierwszą setką rankingu WTA i nawet najwięksi optymiści nie mogli przewidzieć, że Polka rozegra turniej życia. Finał Rolanda Garrosa? Wow, przecież to jest kosmiczny wynik. Piękny sen Chwalińskiej zakończył się w sobotę na korcie centralnym w Paryżu.

Piękny sen Chwalińskiej

24-latka zmierzyła się w finale French Open z Mirrą Andriejewą. Od początku u obu tenisistek było widać lekką nerwowość spowodowaną wagą spotkania. Szybciej nerwy opanowała jednak Rosjanka, która już otwierającym mecz gemie przełamała Polkę. Mecz rozkręcał się z każdą kolejną wymianą i każdym kolejnym gemem. Pasjonujący pierwszy set zakończył się ostatecznie wynikiem 6:3 dla Andriejewej. W drugim secie Maja Chwalińska robiła co mogła, pokazywała cały wachlarz uderzeń, zmieniała tempo, ale Rosjanka niemal nie popełniała błędów, co przełożyło się na wygraną 6:2 i triumf w całym turnieju.

Tak zakończył się piękny, paryski sen Mai Chwalińskiej, ale umówmy się – dla Polki ten finał, do którego przedzierała się z kwalifikacji, to gigantyczny sukces i milowy krok w karierze. Dzięki osiągnięciom w Paryżu, Chwalińska awansowała ze 114. na 21. miejsce w rankingu WTA. Otrzyma też solidną nagrodę finansową – 1,4 mln euro.

Sponsorzy się dobijają

W poniedziałkowy poranek Maja Chwalińska wróciła do Polski. Po godz. 9:00 wylądowała na Lotnisku Chopina w Warszawie. Na Polkę czekały setki kibiców i dziennikarzy. Cóż tam się działo! Jak informuje Przegląd Sportowy Onet fani Chwalińskiej za wszelką cenę próbowali zobaczyć tenisistkę lub zdobyć autograf. Jeden z nich puścił z głośnika utwór Zbigniewa Wodeckiego „Pszczółka Maja”. Po wyjściu Chwalińskiej z terminalu policja musiała wkroczyć do akcji i wyłączyć z ruchu jeden z pasów. Takie to były tłumy i chaos.

Co dalej? Maja Chwalińska teraz odpocznie, a już niebawem okaże się, czy otrzyma „dziką kartę”, która umożliwi jej występ w Wimbledonie. Na pewno będzie jej teraz łatwiej pod względem sponsorów. – Dostaję bardzo dużo informacji od sponsorów zainteresowanych Mają. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się aż tylu, więc jestem za to wszystko wdzięczny i wszystkim staram się odpisać. Co w sumie nie zawsze jest możliwe, bo to idzie w setki, a jestem z tym sam – przyznał menedżer Chwalińskiej, Piotr Szczypka.

Źródło: Sport.pl, Przegląd Sportowy Onet

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *