Ks. Sowa zakpił z Sakiewicza, błyskawiczna reakcja kurii. „Został wezwany na rozmowę”
Screenshot: YouTube/ RadioZET
Jaka ta kuria wrażliwa! Ksiądz Kazimierz Sowa zakpił z Tomasza Sakiewicza, za co został wezwany na rozmowę. Ciekawe, że antykatolickie wypowiedzi Marka Jędraszewskiego zupełnie nie bolą kościelnych hierarchów.
Akcja u Sakiewicza
– Policja siłą wtargnęła do mojego domu, skuła moją asystentkę, twierdząc, że znajduje się tu jakieś dziecko w zagrożeniu. Powiedzieli, że rozkują ją, gdy się wylegitymuje, ale to było niemożliwe, ponieważ była skuta – relacjonował w piątek 15 maja Tomasz Sakiewicz na antenie Telewizji Republika. Nazwał przy okazji policjantów „bandytami” i zarzucił bezprawne przeszukanie mieszkania.
Szybko okazało się, że służby dostały powiadomienie, którego nie mogły zlekceważyć. – Policja została powiadomiona, że w mieszkaniu przy ul. Wiktorskiej w Warszawie znajduje się osoba, której zachowanie zagraża jej życiu – wyjaśniła asp. szt. Marta Haberska z Komendy Rejonowej Policji Warszawa II na Mokotowie. Jak teraz informuje portal tvn24.pl, miało chodzić o dziecko.
Na pewno dzieckiem nie jest asystentka Sakiewicza, która była obecna podczas interwencji i została skuta. Jak się teraz okazuje, kobieta złożyła zawiadomienie do prokuratury ws. ewentualnego popełnienia przestępstwa przez policjantów, którzy interweniowali w mieszkaniu szefa Telewizji Republika. W takim wypadku prokuratura mogłaby teraz pokazać całość interwencji, ale…
– Problem polega na konieczności wypikselowania znacznej liczby klatek, od szyi w górę i od pasa w dół, gdyż jedna z osób była niekompletnie ubrana – wyjaśnił w rozmowie z tvn24.pl rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Antoni Skiba. Mówiąc wprost: Tomasz Sakiewicz był bez spodni, a jego asystentka nie jest osobą publiczną, stąd konieczność blurowania jej twarzy. – Tomasz Sakiewicz jest osobą publiczną, film mógłby narazić go na śmieszność. Z drugiej strony funkcjonariusze są bezpodstawnie oskarżani – wyjaśnił oficer z komendy głównej w rozmowie z TVN24.
Ks. Sowa dostanie reprymendę
Cała sprawę skomentował w mediach społecznościowych ks. Kazimierz Sowa. „…to mówicie, że asystentki redaktorów, zwłaszcza naczelnych, mają obowiązek świadczenia pracy w systemie 24/7 ze szczególnym uwzględnieniem przebywania w ich, tzn. owych redaktorów, mieszkaniach prywatnych? Ciekawe, byłem red.nacz. długie lata, ale nie wiedziałem P.S. dzięki za mema. Pasuje” – napisał duchowny.
Tyle wystarczyło, by wkurzyć Republikę i kurię. Stacja Sakiewicza zwróciła się do Archidiecezji Warszawskiej, na której terenie pracuje ks. Sowa. W odpowiedzi przekazano, że abp Adrian Galbas uważa wpis Sowy za „niedopuszczalny” i nakazał jego usunięcie. Wpis rzeczywiście zniknął ze strony księdza Sowy na Facebooku. To jednak nie koniec konsekwencji — ks. Sowa został wezwany do siedziby arcybiskupów warszawskich na rozmowę z abp. Galbasem.
Ciekawe, że Kościół nie jest tak zdecydowany, gdy chodzi o haniebne wypowiedzi innych duchownych. Na przykład Tadeusza Rydzyka albo Marka Jędraszewskiego. Wtedy morda w kubeł.
Źródło: Wp.pl