Skandal na antenie! Braun przeszedł samego, dziennikarz nie wytrzymał. „Są pewne granice”
Screen: Radio Wnet yt
Grzegorz Braun w czasie wywiadu w radiu zaczął wygadywać takie rzeczy, że dziennikarz przerwał wywiad. Polityk przekroczył kolejną granicę.
Grzegorz Braun znowu szokuje
Grzegorz Braun robi wszystko, byśmy nie traktowali go poważnie: a to przeszkodzi w obchodach Chanuki w Sejmie, a to zabierze z budynku sądu choinkę, bo na tej były symbole Unii Europejskiej, a to wreszcie… powie coś skandalicznego o Żydach.
Radio Wnet zaprosiło europosła Konfederacji Korony Polskiej na wywiad z okazji 84. rocznicy mordu Żydów w Jedwabnem (ta przypada dokładnie na 11 lipca, a rozmowa miała miejsce dzień wcześniej) – Braun upierał się, że za zbrodnię odpowiadają Niemcy, a nie Polacy, mówił o”żydowskiej propagandzie”, która utrudnia mu życie.– Oni wszyscy razem, solidarnie, B’nai B’rith, Polin i inne organizacje, które przedstawiają się jako żydowskie, potępiają tych, którzy mówią prawdę. Że mord rytualny to fakt, a dajmy na to Auschwitz z komorami gazowymi to niestety fake. I kto o tym mówi, ten zostaje oskarżany o straszne rzeczy, odsądzany od czci i wiary – powiedział nagle.
Tak, Braun twierdzi, że w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu tak naprawdę nie gazowano ofiar – i to mimo, że to fakt potwierdzony przez pokolenia historyków!
„Przekaz pseudohistoryczny”
Prowadzący rozmowę Łukasz Jankowski w tym momencie przerwał politykowi i od razu dodał, że istnienie komór gazowych to fakt, ten ostatni bronił się, że to „przekaz pseudohistoryczny”. – Mamy źródłową książkę Ariella Toafa „Krwawe Paschy”, na temat mordu rytualnego, natomiast badania w Auschwitz-Birkenau, badania właśnie owych komór gazowych są uniemożliwiane przez samo Muzeum Auschwitz-Birkenau – tłumaczył swoje stanowisko europoseł.
Jankowski postanowił nie kontynuować rozmowy, powiedział, że są „pewne granice” i zakończył wywiad.
I faktycznie, w polityce powinny obowiązywać granice cynizmu – Braun ewidentnie stara się zebrać pod swoimi skrzydłami skrajny elektorat i zbudować partię, która będzie miała w wyborach od 3 do 4,99% poparcia. Dlaczego tyle? To zagwarantuje jej finansowanie z budżetu bez konieczności pracy jej posłów w Sejmie. I chyba o to toczy się teraz gra: o zastąpienie wcześniejszych partyjek Janusza Korwin-Mikke, który także przez wiele lat nie wprowadzał do parlamentu swoich posłów, ale pasł się na publicznej subwencji.
Źródło: Radio Wnet/YT