Marcin Najman spłodził książkę. Łączymy się w bólu z jej czytelnikami
Marcin Najman na początku tego roku wydał książkę. Tak, freakfighter napisał KSIĄŻKĘ. Zrecenzować postanowił ją zaś twórca popularnego fanpage’a o popkulturze – PigOut. Efekt? Recenzja jest ciekawsza od swojego głównego tematu.
Ludzie książki piszą…
Moda na książki celebrytów i youtuberów dobiegła – ku chwale literatury! – końca. Marcin Najman jeszcze tego nie dostrzegł i wydał „Ojca chrzestnego polskich Freak Fightów”. Ok, już sam tytuł zniechęca, by sięgnąć po tę publikację. Tym bardziej jednak szacun dla PigOuta, że odważył się to coś zrecenzować (piszę „to coś” nie bez powodu, ale o tym za chwilę).
Na początek trochę suchych danych. „Ojciec…” to łącznie 111 stron – trochę liter i sporo obrazków.
Całość to „książka [pisownia oryginalna! – przyp. cm]”, która „opowiada o fenomenie Freak Fightów, które w Polsce swą popularnością biją wszelkie rekordy. Marcin Najman uznany jest za prekursora tego typu starć. Jego walka z Mariuszem Pudzianowskim uznawana jest za pierwszy Freak Fight w Polsce”.
Broszurka zwana „książką”
Książka (trzymajmy się tej pisowni, bo faktycznie trudno nazwać to coś ksiĄŻką) kosztuje 59 zł. Do tego dochodzi 15,50 zł na przesyłkę (cóż, przynajmniej zarabia firma kurierska i dajemy tym samym komuś pracę). PigOut nie kryje jednak, że dla niego to „drogo w uj”. Ma w sumie rację, bowiem za podobną kwotę można zamówić. np. jakąś fajną powieść, książkę kucharską czy nawet poradnik „Jak żyć”.
PigOuta w problemy wkopała jednak, zapewne wrodzona, złośliwość: „myślałem sobie -> Oesu, ale będę miał za ten hajs materiał do rołstowania. Can’t wait!”
No i naiwniak kupił, dał zarobić Najmowani, dzięki czemu… my nie musimy.
Co gorsza, ponoć zaraz po otwarciu „Ojca…” do mózgu czytelnika dobija się myśl, „że Najman kolejny raz mnie wydymał”. Okazuje się, że „książka” to właściwie broszura. 111 stron z – relacjonuje Pan PigOut – „jebitnym fontem, z czego kilka odchodzi na foty i kolejne kilka na tytuły rozdziałów”.
„Marcin Najman jest królem dymania frajerów i ma w kolekcji mój skalp. Szejm on me” – dodaje recenzent.
My łączymy się z nim w bólu i dziękujemy, że już nie musimy sięgać po to dzieło.
Źródło: Facebook.pl