Kraśko zobaczył błazenadę Macierewicza i aż zabrakło mu słów. „Nie jestem w stanie…”
screen / Arkadiusz Szczurek YT
Antoni Macierewicz odstawił na miesięcznicy cyrk z pistoletem na farbę. – Chciał konkurować z Grzegorzem Braunem w konkurencji politycznej żenady – ocenił dosadnie były minister sprawiedliwości Adam Bodnar.
Macierewicz odstawia cyrk na miesięcznicy
Do awantur pod pomnikiem smoleńskim wszyscy już niby przywykliśmy, ale czasami odwala się tam coś tak kuriozalnego, że zasadne wydaje się pytanie, czy nie żyjemy w symulacji. No spójrzcie tylko na nagranie z popisów Antoniego Macierewicza z 10 września.
Poseł PiS biega z jakimś karabinkiem na farbę, strzela do manifestantów, szarpie się z nimi… W dobie sztucznej inteligencji i generowanych przez nią absurdalnych filmików, aż trudno uwierzyć, że to nagranie akurat jest prawdziwe.
– Mam takie wrażenie, że w tym stuleciu żyję z tego, że opowiadam o wydarzeniach, ale nie jestem w stanie opowiedzieć tego, co zrobił dzisiaj Antoni Macierewicz – wymownie skomentował zachowanie Macierewicza Piotr Kraśko, który w „Faktach po Faktach” na antenie TVN24 rozmawiał z Adamem Bodnarem.
– Były minister obrony narodowej, ten człowiek kiedyś kierował resortem obrony. Czy były minister sprawiedliwości i były rzecznik praw obywatelskich może jakoś opisać językiem bliskim prawnikom tę sytuację, która się rozegrała na naszych oczach? – zapytał swojego gościa dziennikarz.
– Zawsze w takich sytuacjach trzeba się zastanowić, jakie normy prawne mogły być złamane. I tutaj nie ma wątpliwości, że Kodeks etyki poselskiej – odparł Adam Bodnar. – Po prostu takich rzeczy się nie robi. Nie nosi się czegoś, co jest bronią, czy przypomina broń w czasie jakiejkolwiek demonstracji, w czasie jakiejkolwiek prowokacji politycznej – podkreślił były minister sprawiedliwości.
Piotr Kraśko zwrócił uwagę, że manifestanci „mieli prawo nie wiedzieć, co wynika z tego, że Antoni Macierewicz strzela z pistoletu”. Bodnar przyznał, że „używanie broni w taki sposób, w takich sytuacjach może wypełniać też przestępstwo groźby karalnej”.
– Ktoś wyciąga broń albo coś, co przypomina broń, i możemy mieć poczucie zagrożenia z tego powodu – wyjaśnił. – Zdaję sobie sprawę z tego, że w czasie różnych demonstracji, czy takich, można powiedzieć, politycznych działań, są różne granice ekspresji. Natomiast też mam takie wrażenie, jakby Antoni Macierewicz chciał się ścigać z Grzegorzem Braunem i z nim konkurować w tej konkurencji jakiejś żenady politycznej – ocenił dosadnie senator.
Prezes broni niesfornego kolegi
Smoleńskiemu detektywowi na pewno nie grozi nic ze strony partii. Jego wybryki są akceptowane, bo w partii wiedzą, że trzeba podgrzewać emocje w radykalnym elektoracie. Jarosław Kaczyński usprawiedliwiał wręcz zachowanie swojego starego druha.
– To, że stary bojownik, bo tak można nazwać Antoniego Macierewicza, nie może znieść, że obraźliwe wobec prezydenta RP, człowieka o pięknym życiorysie i wyjątkowej uczciwości, wobec mojego śp. brata Lecha Kaczyńskiego, są wypisywane, to tego rodzaju zachowania są dla mnie moralnie bardzo dobre – mówił na konferencji prasowej prezes.