Polityka i Społeczeństwo

Kto zyska, a kto straci na sejmowej awanturze?

fot. flickr/PO

Mimo coraz niższej temperatury za oknami, sytuacja polityczna w Polsce rozgrzewa emocje coraz większej ilości obywateli. Dziennikarze i publicyści prześcigają się w snuciu scenariuszy przyszłych wydarzeń w kraju, bowiem sytuacja wciąż jest bardzo napięta i wbrew zapowiedziom z orędzia Beaty Szydło, wszystko jest dziś możliwe. Bardzo dużo zależy od głównych bohaterów weekendowych wydarzeń oraz osób mających realny wpływ na podejmowane decyzje.

Biorąc pod uwagę, że jedną z tych osób jest Jarosław Kaczyński, to warto zauważyć, że praktycznie każda jego przygoda z władzą w Polsce kończyła się jego porażką i upadkiem rządu. Tak było za Olszewskiego w 1992 roku, tak było za Marcinkiewicza czy samego Kaczyńskiego w latach 2005-07, tak może być i teraz. Prezes PiS ma niewyobrażalną wręcz umiejętność jednoczenia przeciwko sobie swoich przeciwników politycznych oraz budowania negatywnego elektoratu. Tylko sam Jarosław Kaczyński wie, dlaczego mimo realizacji społecznie pożądanego programu gospodarczego i wprowadzania programu zgodnego z wolą suwerena, za każdym razem doprowadza kraj do wrzenia i tak emocjonalnych reakcji organizacji opozycyjnych czy wolnościowych. Historia pokazuje, że Kaczyński nigdy nie wygrywa i dziwię się wierze jego wyznawców, którzy patrzą w niego jak obrazek. Jest to być może związane z tak powszechnym w polskim narodzie przekonaniem, że prawdziwy Polak musi cierpieć, mieć pod górkę i bohatersko polec. Nic tak nie napawa dumą prawdziwego Polaka jak “moralne zwycięstwo”.

Kto może zyskać?

Choć miniony niedawno rok prezydentury niewiele daje podstaw ku temu stwierdzeniu, ale najbardziej na sejmowej awanturze zyskać może Prezydent Andrzej Duda. Apel o uspokojenie nastrojów, podjęta próba mediacji czy spotkania ze skłóconymi stronami to próba zaznaczenia swojej podmiotowości na polskiej scenie politycznej, która potencjalnie może przekonać wielu wyborców centrowych, że Andrzej Duda jest kimś więcej niż tylko wykonawcą poleceń z partyjnej siedziby na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy widzieć w roli mediatora osobę, której niezależność da się potwierdzić faktami a nie tylko deklaracjami, jednak trzeba ocenić zachowanie Prezydenta jako właściwe. Czy skuteczne, pokażą najbliższe dni. Póki co, obie strony sporu politycznego użyły politycznych bomb atomowych i teraz trwa wojna pozycyjna. Jeśli Andrzej Duda chce zostać potraktowany poważnie, to też ma w zanadrzu bombę, którą może Jarosława Kaczyńskiego postraszyć. Do niego bowiem należy decyzja o podpisie pod ustawą budżetową, której brak może doprowadzić do przyspieszonych wyborów. Użycie takiej karty mogłoby doprowadzić do wykonania kroku wstecz przez partię rządzącą, choć przyznam szczerze, nie wydaje mi się to realne.

Zyskać na politycznym kryzysie może niewątpliwie Platforma Obywatelska oraz politycy będący dotychczas w drugim rzędzie, tacy jak Michał Szczerba, Arkadiusz Myrcha czy Kinga Gajewska wspomagani przez Sławomira Nitrasa, Pawła Olszewskiego czy Agnieszkę Pomaską. Trzeba przyznać, że niespodziewanie przyćmili oni tak skuteczną do tej pory Nowoczesną i całkowicie przejęli inicjatywę w antyrządowym sporze. Jeśli w Platformie Obywatelskiej jest jeszcze ktoś, kto nie utracił tzw. “czucia tłumu”, to powinien wykorzystać właśnie tych młodych polityków, odsuwając w cień choćby Ewę Kopacz. Nie muszą dużo robić, wystarczy nie ulegać prowokacjom. Zachowawczy opór z pewnością też nie zostanie odebrany jako zaognianie sytuacji, a to właśnie o wskazanie winnych w oczach społeczeństwa dziś najbardziej chodzi rządowi. Po co im przeszkadzać w autodestrukcji? Kazimierz Michał Ujazdowski, do tej pory krytyk ukryty, dziś bezpośrednio zaatakował Prezesa PiS, obarczając odpowiedzialnością za konflikt. Pokazał także gigantyczną hipokryzję Prawa i Sprawiedliwości i przedwyborcze oszustwo. To co w partii mówi się po kątach od dawna, dziś wybrzmiało głośnym echem.

Kto straci?

Jeszcze nigdy pozycja Beaty Szydło nie była tak słaba jak jest dzisiaj. Każdy gołym okiem widzi, że jej moc sprawcza jest zerowa, a decyzje i polecenia wydaje Prezes jej partii. Dziś jak nigdy widać, że nie mamy w Polsce władzy wykonawczej, mamy natomiast komitet wykonawczy partii rządzącej. To on dziś rozdaje karty, to ten komitet rządzi i dzieli. Głową zaś tego komitetu jest człowiek, którego słabe nerwy doprowadzają do paraliżu polskiego Sejmu i eskalacji konfliktu, który mógł zostać zgaszony już w zarodku. Z każdym kolejnym dniem trwania tego kryzysu uwidaczniać się będzie prawdziwa rola Beaty Szydło i rzeczywista władza Prezesa Kaczyńskiego. Sięgając z kolei pamięcią do lat przeszłych, nie jest także wykluczone, że lada moment dojdzie do zmiany na stanowisku premiera.

Straciła też Nowoczesna, której pozycja jednak dosyć istotnie spadła. Mimo starań i dobrych pomysłów jej młodzieżówki, mimo aktywności w sieciach społecznościowych jej speców od robienia memów i ikonografik, całą śmietankę spija partia Grzegorza Schetyny. Okazuje się, że klub parlamentarny ledwie przekraczający 30 posłów nie jest w stanie skutecznie konkurować z o wiele większą Platformą. Głos Ryszarda Petru czy Kamili Gasiuk – Pihowicz nie jest słyszalny. Nie ma też konstruktywnych propozycji rozwiązania, co spycha Nowoczesną w cień.

Straci jednak przede wszystkim wiarygodność Polski jako stabilnej demokracji. Spadnie zapewne mocno także atrakcyjność inwestycyjna, a to przecież miało w pierwszych miesiącach 2017 roku mocno odbić i wzmocnić wzrost gospodarczy. Ironią jest to, że budżet, który został przyjęty w totalnie nietransparentny sposób, w sposób niezgodny z regulaminem Sejmu, zawiera bardzo optymistyczne założenia dotyczące wzrostu gospodarczego, którego motorem miały być właśnie inwestycje. Można się dzisiaj zastanawiać, czy PiS nie wykorzystał zamieszania na sali plenarnej, by uniknąć trudnej debaty nad niczym nieuzasadnionym optymizmem ministra Morawieckiego. Teraz, gdy rząd uważa, że budżet został przyjęty, mogą być zmuszeni bardzo szybko go nowelizować. Niepewność co do prawa i do stanu prawodawstwa w Polsce z pewnością wpłynie na decyzje potencjalnych inwestorów. Gdy rząd uważa, że może bez uzasadnienia wykluczać posłów opozycji z obrad i odbierać Polakom prawo do śledzenia transmisji z obrad organów państwa, nic nie stoi na przeszkodzie, by na posiedzeniu w Sali Kolumnowej czy wręcz na Nowogrodzkiej, zmieniać ustawy dekretem Naczelnika, czy kreować konstytucyjną większość, by zmieniać ustawę zasadniczą.

I na koniec straci też budżet. Na odszkodowaniach, w związku z tak uchwaloną ustawą dezubekizacyjną. Tryb uchwalenia ustawy daje poważne argumenty, by jej zapisy uznać za bezprawne i nieobowiązujące. Miało być uderzenie w SB-ków, będzie jak zwykle.

fot. PO/flickr

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Michał Kuczyński

Michał Kuczyński - Absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Z zamiłowania bloger i autor tekstów o charakterze publicystycznym. Interesuje się polityką i ekonomią. Prywatnie miłośnik piłki nożnej, muzyki rockowej i dobrego kina. Niegdyś zapalony wiolonczelista.
Zapraszam na mojego Twittera - @KuczynskiM

Media Tygodnia
Ładowanie