Polityka i Społeczeństwo

Złudna nadzieja prezydentury Macrona

prezydent francji macron

W dzisiejszej II turze wyborów prezydenckich we Francji wszystkie czołowe media i politycy jednomyślnie kibicują wygranej Emmanuela Macrona w wyścigu o Pałac Elizejski. Od dwóch tygodni byliśmy zasypywani pochwalnymi komentarzami na temat oponenta Marine Le Pen, które tworzyły jasny przekaz, że Macron to dobry prezydent dla pogrążonej w chaosie Europy. Czy jednak aby na pewno nadzieje wiązane z nową francuską głową państwa są słuszne? Czy może na fali strachu przed skrajną i destrukcyjną w swoich postulatach Le Pen staliśmy się ślepi na wady jej konkurenta?

Wybory prezydenckie we Francji – nowy prezydent, to nowa jakość?

Aby odpowiedzieć na powyższe pytania, trzeba zacząć od przyjrzenia się, kim jest Emmanuel Macron. Większość komentarzy mówi o nim jako o osobie w polityce nowej, kandydacie niezależnym, liderze swojego własnego ruchu En Marche!  Jako były bankowiec ma on rozumieć potrzeby biznesu i konieczność utrzymania stabilności polityczno-gospodarczej. Macron ma na sztandarach postulaty usprawnienia państwa, uelastycznienia rynku pracy, obniżkę CIT-u z 33,3% do 25%, deklaruje także zwiększenie dyscypliny budżetowej.  Jednak ten piękny obraz eksperta idącego po władzę psuje epizod w karierze Macrona jakim było piastowanie przez dwa lata teki ministra gospodarki i finansów. Wówczas obecny kandydat na prezydenta Francji miał za zadanie zreformować m.in. rynek pracy, ale cały jego wysiłek zakończył się minimalnymi rezultatami. Macron był także przez 3 lata członkiem partii socjalistycznej, a jego poglądy gospodarcze są w sobie dość sprzeczne.  

Prezydent Francji socjalista?

Z jednej strony zadeklarował się jako zwolennik wolnego rynku, ale równocześnie twierdzi, że jest socjalliberałem. Proponuje zmniejszenie deficytu budżetowego i oszczędności rzędu 60 mld euro, a w tym samym czasie zapowiada wzrost wydatków na inwestycje o 50 mld, w  tym 15 miliardów euro na wątpliwej skuteczności szkolenia z umiejętności aktywnego poszukiwania pracy. Dodatkowo planuje zwiększyć zatrudnienie o dodatkowych 10 tysięcy  policjantów i 5000 nauczycieli. Gdy dodamy do tego wzrost ilości miejsc w więzieniach i zwiększenie wydatków na obronność na poziomie 2% PKB okazuje się, że budżetowa matematyka w obietnicach Macrona przestaje się zgadzać. Macron w starzejącym się społeczeństwie francuskim pragnie zaoszczędzić szczególnie na systemie ochrony zdrowia (mowa o 15 mld euro) dzięki zwiększeniu efektywności zarządzania, jednak ciężko nie odnieść wrażenia, że jest to hasło z tej samej półki, co obietnice polskiego rządu o uszczelnianiu systemu podatkowego. Wśród jego obietnic można usłyszeć także takie kontrowersyjne pomysły jak bony na 500 euro dla wszystkich 18-latków na cele “kulturalno-edukacyjne” czy dotacje w wysokości 15 tysięcy euro przez trzy lata dla firm, które zatrudniają osoby z najbiedniejszych dzielnic. Macron postanowił nie konfrontować się także z jednym z głównych problemów francuskiego rynku pracy jakim jest 35-godzinny tydzień pracy. Kandydat zapowiedział, że nie będzie walczył o jego wydłużenie, a jedynie chce zaoferować firmom możliwość negocjacji z pracownikami w tej sprawie.

Biorąc pod uwagę tak zachwalany euroentuzjazm Macrona pojawia się także, z polskiego punktu widzenia poważny problem, który nie dotyczy tylko nastawienia do rządu PiS. Macron dla rynków finansowych, z których się wywodzi, jest idealnym kandydatem, ponieważ instytucje zarządzające wielkim kapitałem uzyskują to, czego potrzebują – utrzymanie swobody przepływu kapitału w Europie oraz stabilność polityczną gwarantującą przewidywalność notowań giełdowych. Jednak to co dobre dla rynków i wielkich graczy, wcale nie jest dobre dla Europy. Macron widzi bowiem siłę w zjednoczonej Europie, ale jego wizja wspólnoty oznacza dalszą stagnację gospodarczą Unii Europejskiej i brak zasadniczych reform strukturalnych. Na przykładzie Brexit-u wiemy, że zamiatanie problemów pod dywan w poszukiwaniu świętego spokoju jest bombą z opóźnionym zapłonem. Macron, jak wszyscy, mówi o odbiurokratyzowaniu Brukseli, ale  opowiada się za integracja europejska w wymiarze fiskalnym i socjalnym, co oznacza próbę osłabienia konkurencyjności innych krajów europejskich względem Francji, a nie wzmocnienie wspólnoty. O takiej intencji zmian może świadczyć atak Macrona na Polskę, który przeprowadził przed druga turą. Kandydat mówił wtedy o łamaniu przez polski rząd wszystkich zasad Unii Europejskiej. Głównym zarzutem wcale nie było łamanie standardów państwa prawa, ale “rozgrywanie różnic kosztów pracy”, czyli przenoszenie fabryk z Francji do Polski. Macron jest tutaj zwykłym hipokrytą, ponieważ właśnie swoboda przepływu kapitału i usług jest podstawową wartością Unii Europejskiej, którą to kandydat na prezydenta Francji chciałby zacząć łamać, w czym stoi w jednym szeregu z Le Pen.

Wynik wyborów prezydenckich we Francji nie oznacza żadnych istotnych zmian dla Europy czy samej Francji, jest to jedynie konserwowanie dotychczasowego układu, który staje się nie do utrzymania. Francja ma najwyższe wydatki publiczne wśród krajów OECD, które są na poziomie aż 57% PKB, z czego większość idzie na wydatki socjalne. W okresie 2005-15 francuski dług publiczny wzrósł z 1,2 bln euro do 2,15 bln euro, czyli o 12% rocznie. W tym samym czasie PKB Francji rósł średniorocznie w tempie zaledwie 1,5% (o zaledwie 14,4% w 10 lat). Prawdziwym problemem Francji jest przerost aparatu państwa, które znajduje się poza jakąkolwiek granicą racjonalności. Niestety w tej kwestii nowy prezydent Francji Macron nie rokuje istotnych zmian na lepsze, stąd za parę lat nad Paryżem może zawisnąć groźba bankructwa.

Źródło: Bankier.pl/1/2/3, TVN24

Fot. flickr/Ville de Nevers

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie