Kultura Polityka i Społeczeństwo

“Zabawa w chowanego”. Wstrząsający film braci Sekielskich to oskarżenie o grzech zaniechania

Zabawa w chowanego

„Zabawa w chowanego” braci Sekielskich to film wstrząsający, a jego seans jest trudny. Pytanie, czy wstrząśnie tymi, którymi powinien.

Rok temu bracia Tomasz i Marek Sekielscy opublikowali swój pierwszy dokument o przestępcach seksualnych w Kościele. „Tylko nie mów nikomu” wywołało burzę, do dziś film obejrzano 23 miliony razy. To był wstrząsający seans, także dlatego, że jako widzowie nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. A był to bardzo emocjonalny seans.

Konfrontacje ofiar z ich oprawcami wywoływały ogromne współczucie wobec pokrzywdzonych i oburzenie, wściekłość wobec przestępców.

Ucieczka przed ofiarą

Teraz, po roku, Sekielscy niejako przypominają ten temat. Jeżeli jednak wydaje nam się, że po doświadczeniu poprzedniego seansu jesteśmy przygotowani na ten film – nic bardziej mylnego. „Zabawa w chowanego” jest tak samo wstrząsająca, jak „Tylko nie mów nikomu”. Budzi te same emocje – od współczucia, poprzez oburzenie, wściekłość, poczucie bezradności. Jeden z bohaterów filmu, ofiara księdza pedofila, zacina się nagle przed kamerą. – Myślałem, że to będzie prostsze – mówi. Jeżeli my, jako widzowie, odczuwamy taki wachlarz emocji, trudno nawet wyobrazić sobie, co czują ofiary.

„Zabawa w chowanego” jest chyba nawet lepszym filmem, niż „Tylko nie mów nikomu”. Spójniejszym, bardziej zwartym. Choć absurdalnie może brzmieć ocena środków filmowych, gdy porusza się tak istotny temat, ale one też wzmacniają przekaz. Tutaj poznajemy historię jednego księdza i biskupa, który przenosił go do innych parafii – to oni łączą wszystkie wątki. Niczym w tytułowej zabawie, ksiądz-pedofil ukrywał się w kolejnych miejscach. I ukrywa się też przed swoją ofiarą – w pierwszej scenie widzimy, jak pokrzywdzony, 30-letni dziś mężczyzna, bezskutecznie dobija się do drzwi mieszkania.

Film oskarżycielski

“Zabawą…” Sekielscy mówią: “Oskarżam!” W filmie pokazują szokujący proces tuszowania ohydnych zbrodni przez system kościelny. Dostaje się też jednak władzy. W jednej z początkowych sekwencji słyszymy słowa ważnych polityków, między innymi premiera Mateusza Morawieckiego czy Jarosława Kaczyńskiego, którzy zapowiadają zmiany i wyciągnięcie konsekwencji, niezależnie od statusu oskarżonego. Czy jednak rzeczywiście do tego doszło? Na dłuższą metę chyba nie. Takie poczucie ma zresztą reżyser filmu, Tomasz Sekielski.

Politycy mieli usta pełne wielkich słów, oburzenia, zapewnień, że dobro dzieci jest dla nich najważniejsze, a przez ten rok poza przepychankami politycznymi nic się nie dzieje. Wielu hierarchów i znaczna część kościoła instytucjonalnego, niewiele zrobiła, aby zwrócić się w kierunku ofiar z empatią i zmienić swoje postępowanie – mówił dziennikarz w rozmowie z Radiem Zet.

I historia pokazywana w filmie niejako to potwierdza. Śledztwo w sprawie księdza-pedofila dziwnie się ślimaczy, mimo dość konkretnego materiału dowodowego; prawnicy ze zdziwieniem komentują działania prokuratury, która przekazuje kurii akta sprawy. Znów pojawiają się stare usprawiedliwienia: nie wiem, nie pamiętam, pokusa, chwila słabości…

W filmie znów słyszymy szokujące relacje ofiar molestowania seksualnego, widzimy wstrząsającą konfrontację, lecz jedną z najbardziej emocjonalnych scen jest ta, gdy ofiara spotyka się z posługującą na parafii zakonnicą. Ona nie była sprawcą, ale czy nie wiedziała, co się dzieje? To właśnie na ten aspekt dramatu zwracają uwagę twórcy „Zabawy…”. Na milczących świadków, na tych, co wiedzieli, lecz lekceważyli sytuację. Jak biskup, który przerzucał księdza-pedofila między parafiami. Gdy słyszymy, jak zbywa rodziców ofiary, czuć oburzenie, poczucie bezradności.

Kto atakuje?

Pytanie tylko, czy jaki efekt wywoła ten film. Kolejne burzliwe, lecz krótkotrwałe dyskusje? Śmiałe, lecz łatwe do zapomnienia deklaracje? Być może częścią wstrząśnie, a reszta pozostanie niewzruszona? Problem, jeżeli w tej drugiej grupie znajdą się ci, do których film powinien szczególnie przemówić.

Na pewno pojawią się – niezrozumiałe dla mnie – zarzuty, że to atak na Kościół. Pytanie jednak, kto bardziej atakuje Kościół? Przestępca, wypaczający zasady jego wiary, czy osoby chcące tych przestępców zdemaskować? Czasem można mieć wrażenie, że osoby atakujące film uważają, iż ofiary przestępstw swoimi wyznaniami psują jakąś dobrą zabawę. Proste uproszczenia w stylu „Kościół = mafia” są krzywdzące, lecz czas, by hierarchowie zrozumieli, że tylko oni mogą je zmienić. Tu w zasadzie można tylko zgodzić się ze słowami Tomasza Terlikowskiego, który występuje w filmie, że to nie bracia Sekielscy stworzyli ten dziwny system i nie oni go chronią. I zauważa, że to przecież przestępstwa seksualne i ich krycie prawdziwie szkodzi Kościołowi, a nie mówienie o nich. Gdyby te sprawy były załatwione od razu, nikt by ich nie wypominał.

Prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak, wydał już oświadczenie, w którym zapowiedział, że zwróci się do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie dochodzenia wobec “zaniechania wymaganego prawem działania”. Więc jeżeli Sekielscy „atakują”, chciałbym – jako osoba wierząca – aby ten „atak” przyniósł pozytywne skutki, aby wywołał refleksje i mądre reakcje. Wielka w tym rola tych księży, którzy sumiennie wykonują swoje powołanie. To oni mogą uchronić przed kolejnymi dramatami. I wiernych, którzy powinni stanowczo domagać się oczyszczenia swojego Kościoła.

“Zabawę w chowanego” można obejrzeć na kanale YouTube braci Sekielskich.

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
Media Tygodnia
Ładowanie