Polityka i społeczeństwo

Władza ignoruje bulwersujący proceder. Zamiast tego, woli grozić dziennikarzom

Od roku Karolina Baca – Pogorzelska i Michał Potocki z Dziennika Gazety Prawnej prowadzą dziennikarskie śledztwo, na temat importu węgla z terenów okupowanych przez prorosyjskich separatystów. Zyski zasilają kieszenie twórców samozwańczych republik na wschodzie Ukrainy. Antracyt czyli najbardziej energetyczny rodzaj węgla, dostaje w Rosji sfałszowane certyfikaty pochodzenia, a sprowadza go do Polski spółka Doncoaltrade z siedzibą w Katowicach. Prezesem i głównym udziałowcem spółki jest Ołeksandr Melnyczuk, który przez pewien czas był wiceministrem paliw, energetyki i przemysłu węglowego w Ługańskiej Republice Ludowej (ŁRL).

Minister energetyki Ukrainy w rozmowie z DGP nie krył rozczarowania tym, że do Polski trafia surowiec z ŁRL i liczył na zdecydowaną reakcję władz. Stwierdził również, że zakup węgla z tamtych terenów to walka przeciwko Ukrainie. 26 stycznia Amerykanie objęli sankcjami firmę Dolcoaltrade. Objęcie przez USA sankcjami firmy działającej na terenie naszego kraju to pierwszy taki przypadek w historii wolnej Polski. Prawdopodobnie do dzisiaj w firmie nie odbyła się żadna kontrola, a ten fakt rodzi pytania o związki polityków i parasol służb nad katowicką firmą. 

Bartosz Wiciński: – Od roku zajmujecie się na łamach Dziennika Gazety Prawnej nielegalnym przywozem do Polski ukraińskiego węgla z terenów okupowanych przez Rosjan i separatystów. Z tego, co widać, natrafiliście na mur urzędniczy przy prowadzeniu tego śledztwa. Wymijające odpowiedzi z MSZ czy Ministerstwa Energii tylko to potwierdzają. Minister Krzysztof Tchórzewski nawet nie miał pojęcia o tym procederze. Czemu to tak opornie idzie? Przecież takim sprawom powinno się nadać bieg priorytetowy.
 
Karolina Baca-Pogorzelska, Michał Potocki:  Od 10 miesięcy próbujemy uzyskać odpowiedź nie tylko na pytanie, jak to możliwe, że ten proceder od lat ma się dobrze, ale także na inne – dlaczego polska strona nic z tym nie robi. Mamy wrażenie, że nasze narodowe „nie da się” albo „nic się nie stało” ma tu praktyczne zastosowanie. Gorzej – minister Tchórzewski zarówno w październiku, jak i dzisiaj mówi takie rzeczy, że trudno to poważnie oceniać. Np. powtarza, że import antracytu do Polski (z Rosji to ok. 300-400 tys. ton rocznie, przy czym z naszych obliczeń wynika, że może nawet połowa to antracyt donbaski na papierach rosyjskich) nie zakłóca bilansu węglowego czy energetycznego Polski. No nie zakłóca, bo my w przeciwieństwie do Ukrainy nie mamy bloków w elektrowniach na antracyt, tylko na miał węglowy. To zupełnie inne rodzaje węgla kamiennego. Tyle że przecież nie na tym polega problem.

Jak wygląda mechanizm przywozu węgla do Polski?

Węgiel jest wydobywany w kopalniach oraz biedaszybach na terenie kontrolowanym przez separatystów. Dużą częścią kopalń zarządza przez podstawione firmy Serhij Kurczenko, oligarcha niegdyś należący do najbliższego otoczenia Wiktora Janukowycza. Surowiec jest wysyłany do Rosji, gdzie za zgodą rosyjskich władz wyposaża się go w rosyjskie certyfikaty pochodzenia. Następnie koleją trafia przez Białoruś do Polski. Część jest reeksportowana do innych państw UE. Drugi szlak prowadzi przez Morze Czarne do Bułgarii, Rumunii, Turcji i innych państw. Możliwe, że są też inne szlaki tranzytowe – obecnie nad nimi pracujemy.

W jaki sposób otwarcie granic na ten węgiel, przekuje się na sytuację polskich górników i sytuację spółek węglowych?

W Polsce od lat 90. XX w., gdy zamknęliśmy zagłębie wałbrzyskie, nie wydobywamy antracytu. Jego udział w imporcie węgla ogółem jest znikomy. Tak jak wspomnieliśmy – z Rosji przyjeżdża 300-400 tys. ton antracytu rocznie, a węgla kamiennego ogółem z tego kraju kupujemy kilka mln ton. W tym roku tylko do maja kupiliśmy już 5,12 mln ton węgla z Rosji, więc tegoroczny wynik na pewno będzie rekordowy. Jeszcze raz podkreślmy – antracyt w Polsce nie trafia do elektrowni, nie kupują go także żadne państwowe firmy. Sprowadzają go firmy prywatne (opisaliśmy proceder m.in. w Częstochowie i Zielonej Górze), które albo sprzedają go dalej, albo zużywają do produkcji m.in. elektrod, nawęglaczy czy spieniaczy żużla, a więc materiałów dla hutnictwa.

Dlaczego Straż Graniczna i Krajowa Administracja Skarbowa nie blokują nielegalnego importu?

M.in. dlatego, że antracyt nie jest objęty zerowym cłem. W UE praktycznie się go nie wydobywa, więc nie trzeba chronić rynku. A skoro nie ma cła, nikt się kontrolami za bardzo nie przejmuje, skoro nie wchodzi w grę łamanie przepisów celnych. Urzędnicy patrzą w papiery i widzą, że wjeżdża węgiel z Rosji. Nikt nie sprawdza, jaka jest prawda i czy certyfikaty pochodzenia są prawdziwe. Tak naprawdę trzeba by pobierać próbki z każdego wagonu, bo – jak udowodniliśmy –każdy z wagonów w pociągu, który przyjeżdża do Małaszewicz, może mieć innego nadawcę. Część tego antracytu będzie niewątpliwie prawdziwym rosyjskim antracytem z Zagłębia Kuźnieckiego, ale duża część nie. Nikt nad tym nie panuje. Jeśli wgryźć się w dokumenty kolei rosyjskich czy w listy przewozowe, do których dotarliśmy, naprawdę wiele można z nich wyczytać. Można też przeanalizować oficjalne dane Eurostatu i zastanowić się jakim cudem po 2014 r. wyzerowaliśmy import antracytu z Ukrainy, a ten z Rosji wzrósł z 8 tys. ton rocznie do ok. 400 tys. ton? Przecież Rosjanie w Zagłębiu Kuźnieckim nie zwiększyli mocy przerobowych. A ten surowiec trafia nie tylko do Polski, ale i kilku innych krajów UE, m.in. do Hiszpanii czy Włoch, które po 2014 r. także zwiększyły import z Rosji.

To jest tak niesamowita historia, że fizycznie jest niemożliwe, żeby to się odbywało bez cichego przyzwolenia kogoś z rządu lub okolic. Mówimy o milionach dolarów nielegalnych pieniędzy i aż dziw bierze, że państwo w dobie walki z wszelkimi nieprawidłowościami, nie chce tego przeciąć.

Nie mamy żadnych dowodów na to, że ktokolwiek z polskiego„rządu lub okolic”, jak to określiłeś, czerpie z tego procederu jakiekolwiek korzyści, dlatego nie czujemy się uprawnieni do wydawania takich ocen. Udowodniliśmy natomiast, kto i jakie korzyści czerpie z tego w Rosji. Efektem naszej wielomiesięcznej pracy było nałożenie przez Amerykanów w styczniu tego roku sankcji na rosyjskich bohaterów naszych publikacji. Warto przy czym zaznaczyć, że po raz pierwszy objęta została nimi polska firma – Doncoaltrade z Katowic, należąca do Ołeksandra Melnyczuka, byłego wiceministra energii samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej. Dlatego tym bardziej nam jako dziennikarzom nie wolno zostawić tego tematu.

Na portalu społecznościowym napisałaś, że służby bardziej się wami interesują niż węglem. Możesz rozwinąć tę myśl? Czujecie się “podglądani”?

W odpowiedzi na interpelację grupy posłów Nowoczesnej ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak zasugerował, że służby powinny zainteresować się autorami tekstów, czyli nami, i ustalić, czy nie chcieliśmy nimi uderzyć w relacje polsko-ukraińskie. Uznaliśmy tę odpowiedź za przekroczenie wszelkich możliwych standardów, choć gwoli sprawiedliwości trzeba dodać, że na tych skandalicznych słowach się skończyło. Trudno powiedzieć, że czujemy się podglądani, ale czasem naprawdę mam wrażenie, że uwaga zamiast skupiać się na problemie skupia się na naszej pracy czy też naszych źródłach, co podniósł ostatnio minister energii. Choć w sumie cieszy (sic!) fakt, że między wierszami stwierdził, że jesteśmy skuteczniejsi niż niektóre służby, skoro to od nas a nie od nich ma informacje dotyczące antracytu z Donbasu.

W 2014 roku Mariusz Błaszczak mówił o nałożeniu embarga na rosyjski węgiel. To miał być sposób na rozwiązanie problemów polskiego górnictwa. Czemu nagle rząd Prawa i Sprawiedliwości pokochał rosyjski węgiel?

Wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Przecież nawet wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski jeszcze w 2016 r. odgrażał się cłem importowym na rosyjski węgiel. Poprzedni rząd miał za to ochotę na skargę dumpingową na Rosję jako dotującą transport węgla do UE. Sami nic w tej sprawie nie zdziałamy. A Rosja, wbrew nieprawdziwym opiniom, jakie krążą, oferuje dobry i tani węgiel. Wiele gatunków jest poszukiwanych ze względu na niską zawartość siarki, wymaganą unijnymi przepisami choćby dla naszego ciepłownictwa. A w Polsce brakuje nisko siarkowego węgla. Rząd próbował też ograniczyć import nowymi zapisami w ustawie o jakości paliw, ale też wyszło tak sobie. Ale minister Tobiszowski twierdzi, że to, iż import rośnie (ten z Rosji stanowi 73 proc. całości), pokazuje, że mamy w Polsce rynek na węgiel. Trudno z tym polemizować.

Fot. Krystian Maj / KPRM

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media - wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie