Polityka i społeczeństwo

Wielka ściema Roberta Biedronia? Jego ruch wcale nie jest budowany “z ludźmi”, a ponad nimi [OPINIA]

PiS uderza w Roberta Biedronia. Poważna przeszkoda dla inicjatywy polityka
fot. Shutterstock/Tomasz Bidermann

Robert Biedroń idzie drogą alienacji politycznej. Organizowane przez niego „Burze Mózgów” nie zmniejszają oderwania polityki od społeczeństwa, ale je pogłębiają. Tak wynika z obserwacji przebiegu spotkań, które organizuje na terenie kraju. To co można zobaczyć na żywo w internecie, to nie tyle spotkania, co spektakle. Dobrze wyreżyserowane, z pełną polską społeczno-demograficzną obsadą. Nie jest to zwykły marketing polityczny, ale budowanie sztucznego tworu, który zamiast wyrastać z ludzi, rośnie ponad nimi.

W tradycyjnej polityce liderzy nieraz przekraczali granice uczciwej autopromocji. Dochodziło do kłamstw i stosowania czarnego PR. W  polityce medialnej (zmediatyzowanej), czyli wraz z rozwojem telewizji i powstawaniem współczesnego marketingu politycznego, manipulowało się wizerunkiem istniejącej lub działającej osoby, czy partii. Do alienacji władzy dochodziło jednak raczej dopiero po jej zdobyciu i okrzepnięciu w strukturach administracyjnych. Politycy nadal wywodzili się spośród osób zainteresowanych działaniami społecznymi albo zainteresowanych potencjalnymi korzyściami takich działań. Ich style i osobowości były jedynie odpowiednio komponowane w celu stworzenia pożądanego obrazu medialnego, generującego napływ wyborców i wyborczyń. W polityce, jaką usiłuje adaptować w Polsce Robert Biedroń, krocząc drogą Ryszarda Petru i Janusza Palikota, alienacja jest wpisana w założenie samego ruchu. Tego typu ugrupowania składają się z części nieprawdziwej, medialnej, do której można zaliczyć tzw. „zwykłych” obywateli i obywatelki oraz tej autentycznej – złożonej ze znających się na rzeczy starych polityków. Upolityczniona część osób tworzących partię staje zatem na pozycji cyników wobec wszystkich pozostałych zaangażowanych i opinii publicznej.

Część medialna, nieprawdziwa, „część na pokaz” rekrutuje się spośród osób o niewielkiej wiedzy i doświadczeniu społecznym, które dobrodusznie przychodzą na spotkania licząc, że jakiś heros rozwiąże systemowe problemy i niedomagania. Zapytani, podają intuicyjne pomysły, często zaszczepione przez media głównego nurtu.  Tak naprawdę jednak nie wiedzą, jak jest i jak powinno być. W dużym stopniu z powodu fatalnego poziomu naszej edukacji obywatelskiej w szkołach i ubogiej debaty publicznej. Ale także dlatego, że tworzenie sensownych postulatów programowych jest trudną i czasochłonną pracą intelektualną.

Osoby przychodzą na spotkania z politykiem, bo chcą poznać celebrytę, być może po to żeby poczuć wspólnotę. Wyrażają nadzieję, robią zdjęcia, klaszczą. Z ich perspektywy wykonują zapewne pożyteczne działania na rzecz dobra wspólnego, jednakże u podłoża organizacji takich przedsięwzięć znajduje się założenie, że stanowią jedynie uwiarygodniające je tło. Prawdziwą polityką będą się bowiem zajmować o dziwo osoby rekrutowane z dotychczasowych aktywistek i aktywistów, polityków i medialnych, ekspertek oraz społeczników.

Różnorodna, klaszcząca i fotografująca się grupa osób usadowionych „na luzie”, na podłogach i ławkach to w założeniu marketingowych spektakli pionki, bo nawet nie przyszli wolontariusze do zbierania podpisów i roznoszenia ulotek. Tworząc ugrupowanie w modelu wodzowskim nie przekazuje się zwykłym ludziom realnej odpowiedzialności. A ten model jest wodzowski. Bycie groźnym lub sympatycznym w obejściu nie ma znaczenia dla samego mechanizmu sprawowania wewnętrznej władzy w partii. Znaczenie ma to, że lider nie jest jednym „z nas”. Ma postawę paternalistyczną, nawet nie mentorską.

Ruch tworzony przez Roberta Biedronia nie opiera się na podróżach po kraju i obywatelskim aktywizowaniu w trakcie spotkań, podczas których lider sprzedaje swoje pomysły. Taka rekrutacja odbywa się, ale na zapleczu, poza kamerami, wśród osób, które mają już jakieś doświadczenie, które mogą stanowić gwarancję. Osoby, którym Biedroń naprawdę powierzy budowę ugrupowania i robienie polityki od samego początku są więc w pozycji uprzywilejowanej, posiadania wiedzy i przewagi emocjonalnej. Te osoby, tak jak i lider zdają sobie zatem sprawę z tego, że wizerunek nie jest tylko kreatywną interpretacją realnych osób i ich działań, ale rzeczywistością całkowicie od nich oderwaną.  Godząc się na wyrachowaną taktykę, przystają na wyobcowanie spośród ludzi na samym starcie, jeszcze przed objęciem jakichkolwiek instytucji.

Można powiedzieć – “ok”, są ludzie zainteresowani, ale niezaangażowani, którzy chcą wspierać swoje profesjonalne, polityczne wojsko w pchnięciu spraw państwowych w pożądanym kierunku. Nic w tym złego. Rzecz w tym, że bardzo wiele spośród polskich problemów nie ma źródła w samych normach prawnych, ale w kulturze społecznej. Model medialnej polityki oderwanej od rzeczywistości, z koordynującym wszystko wodzem wspiera najgorsze cechy, a one prowadzają w konsekwencji do wszechobecnego nepotyzmu, kolesiostwa, traktowania kraju jak folwarku i grabienia publicznego majątku, które obserwujemy obecnie przy okazji afer KNF.  Z drugiej strony, model ten wzmacnia bierność obywatelską, promując postawy poddańcze na zasadzie – zamknij się, rób co ci każą i czekaj na uśmiech szefa.

Problem degeneracji klasy politycznej nie leży tylko w charakterze osób, które do polityki się rekrutują, ale w sposobie jej uprawiania. Modelu braku szczerości intencji, miejsc zajmowanych głównie przez „swoich” i dlatego najlepszych, braku zdolności obrony idei i stanowisk, kiedy istnieje ryzyko, że z przyczyn interpersonalnych może się to nie opłacać.

Nie można zbudować czegoś dobrego na wyrachowanych założeniach. Myślę, że osoby biorące się za realizację swoich projektów politycznych powinny zacząć uwzględniać ten kontekst. Marketing to naturalny rozwój autoprezentacji wpisanej w ludzką naturę. Postpolityka, jako tworzenie partii pod potrzeby dowolnie dobranego elektoratu nie jest etyczna, a docelowo degenerująca i nieskuteczna. Pozytywne strategie istnieją, ale znajdują się pomiędzy niewspółczesnym, nieomal pełnym autentyzmem, charakteryzującym np. przywiązanych do ideologii działaczy i działaczki lewicy takiej jak Razem, czy Ruch Sprawiedliwości Społecznej, a liberalnym utowarowieniem ludzi i wszelkich wartości. Przekraczanie tej granicy kończy się wprowadzeniem do sejmu kilkunastu osób o skrajnym spektrum poglądów, ich prostą do przewidzenia kompromitacją, rozpadem lub wchłonięciem ugrupowania przez większą partię i wewnętrzną emigracją kolejnych obywatelek i obywateli. A tego nie chce nikt kto widzi destrukcyjną moc duopolu PO-PiS.

Fot. Shutterstock

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Zuzanna Jakowicka

Z wykształcenia psycholożka i dziennikarka. W praktyce freelancerka kilku branż i zawodów. Chłonie zagadnienia niepowiązanych obszarów takich jak kultura fizyczna, zarządzanie, marketing, rynek pracy, psychologia, kultura społeczna i symbolika. Od prawie 25 lat systematycznie uprawia aktywność fizyczną. Mniej więcej od tego czasu zapisuje przemyślenia w zbyt długich tekstach. Gdy uzna, że trzeba, angażuje się w działania społeczne i polityczne. Dba jednak o niezależność myślenia.

Media Tygodnia

Ładowanie