Polityka i społeczeństwo

Wielka ściema dyrektor Wojciechowskiej. Tak łatwo z afery z pensjami w NBP się nie wywinie

Długo o jakąkolwiek reakcję ze strony prezesa Narodowego Banku Polskiego musiał prosić Jarosław Kaczyński, by w samym banku centralnym poszli po rozum do głowy i pomogli partii rządzącej ugasić nieco wizerunkowy pożar, do jakiego doszło po ujawnieniu horrendalnych zarobków tzw. “aniołków” prezesa Glapińskiego. W końcu, po blisko trzech miesiącach od wybuchu afery i po ujawnieniu, że dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji Martyna Wojciechowska zarobiła w minionym roku średnio 49 tys. zł miesięcznie, a dyrektor gabinetu prezes Kamila Sukiennik 42 tys. zł, coś drgnęło i w rozbrajanie tej bomby włączyła się jedna z zainteresowanych.

Jak donosi dziś “Super Express”, była radna sejmikowa PiS nie jest już najlepiej zarabiającą dyrektorką w NBP. Informator dziennika, raczej nie z własnej inicjatywy postanowił donieść, że Martyna Wojciechowska sama zawnioskowała o obcięcie wysokości swojego wynagrodzenia.

Od marca Martyna Wojciechowska zarabia już nie 26.500 zł brutto, a 23.100 zł miesięcznie. – Sama wystąpiła o obniżenie pensji. Nie jest już najlepiej zarabiającym dyrektorem – wyciekło prosto z banku. Czy takie wyrzeczenie sprawi, że pani dyrektor będzie teraz miała problem ze związaniem końca z końcem? Warto zauważyć, że obniżenie o 3.400 wynagrodzenia zasadniczego brutto w sumie niewiele w tej sprawie zmienia i aż dziw, że nagłówki artykułów na większości portali taką tezę powielają.

Wystarczy szybciutka kalkulacja. Średnie wynagrodzenie Wojciechowskiej w 2017 roku na poziomie 49,5 tys. (tylko z NBP, bo pamiętajmy, że ok. 12 tys. dostaje dodatkowo dzięki posadzie w BFG, gdzie oddelegował ją prezes Glapiński) oznacza roczne zarobki na poziomie 594 tys. Samej pensji zasadniczej było to jednak zaledwie 318 tys., a więc niewiele ponad połowę. To, że po dobrowolnej i dobrodusznej obniżce, wynagrodzenie zasadnicze spadnie do poziomu 277,2 tys. rocznie nie oznacza wcale, że brakujących 320 tys. w formie uznaniowych nagród, premii i dodatków nie “dorzuci” prezes Glapiński. W całej sprawie wciąż bowiem nie mamy nawet jednego dokumentu ze strony NBP, który pokazywałby zasadność przyznania uznaniowych dodatków i wytłumaczenia jakimi konkretnie działaniami czy dodatkowymi obowiązkami na takie faworyzowanie sobie zasłużyła. 

Od wybuchu afery prezes NBP konsekwentnie unika także odpowiedzi na rzeczywiste kompetencje swoich najbliższych współpracowniczek, a dziennikarzy próbujących to ustalić straszy konsekwencjami prawnymi. Ściema z “obniżeniem wynagrodzenia zasadniczego” pani Wojciechowskiej nie powinna przesłonić obserwatorom istoty tej afery, a partie opozycyjne zniechęcić do dalszego eksponowania tej patologii. Takie zjawiska w sferze publicznej należy piętnować i wytykać palcami jako coś niepożądanego i godnego pożałowania.

Źródło: Super Express

fot. flickr/Narodowy Bank Polski

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści?
Wesprzyj nas swoją wpłatą.
Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce.

WPŁAĆ

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Facebook Comments

Redakcja portalu CrowdMedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.

Media Tygodnia

Ładowanie